6. Jak Jeżyk założył sobie ogródek

Mały Jeżyk bardzo lubił poziomki. Każdego ranka, kiedy tylko nie musiał spieszyć się do szkoły Pani Borsukowej, wybierał się na poszukiwanie czerwonych, pachnących jagód. Coraz liczniej, bowiem pokazywały się one w lesie.

Z pożyczonym od Borsuczka wiklinowym koszykiem, Jeżyk pilnie przeszukiwał polanki, zarośla i zagajniki, wybierając ukryte pośród liści poziomki.

Pewnego dnia siedział właśnie po powrocie z takich poszukiwań pod starym dębem i co chwila sięgał łapką do stojącego obok koszyka, kiedy ujrzał zbliżającą się w podskokach Wiewiórkę.

– O, jakie ładne poziomki – zawołała – czy mogę się poczęstować?

To mówiąc, zaczerpnęła pełną ich garść i zaraz zaczęła zajadać z pośpiechem.

– Proszę – odrzekł Jeżyk uprzejmie, ale bez większego zapału. Zdążył już przekonać się, że Wiewiórka była bardzo łakoma, a dzisiaj właśnie nie uzbierał za dużo.

– Wiesz, nogi mnie bolą od łażenia za tymi poziomkami – powiedział – obszedłem rano cały zagajnik i jeszcze kawał lasu i tylko tyle znalazłem.

– Rzeczywiście niewiele – odparła Wiewiórka, wybierając resztę poziomek – znam się na tym. Cóż to ja się nalatam za orzechami, zanim uzbieram tyle, ile nam potrzeba.

– Troszeczkę jednak chyba przesadzasz Wiewiórko! – rozległ się jakiś głos za nimi tak niespodziewanie, że aż oboje podskoczyli.

Z zarośli wysunął łebek Borsuczka i zaśmiał się wesoło, widząc ich przerażone miny.

– Zobaczyłem z daleka, że coś zajadacie, myślałem, że uciekniecie przerażeni, a koszyczek zostanie. Ale cóż, widzę, że i tak już pusty. A z orzechami nie masz racji – dodał stanowczo.

– A dlaczego nie mam racji? – zapytała zaczepnie Wiewiórka – właśnie, że mam!

– Nieprawda – odpowiedział Borsuczek – orzechy są na leszczynie, a ona rośnie w jednym miejscu, które znam dobrze. To nawet niedaleko stąd, w dąbrowie. Poziomka natomiast ma małe krzaczki i rosną one rzadko po całym lesie. Trzeba się dobrze nachodzić, żeby uzbierać pełny koszyczek.

– Czemu nie ma ich dużo blisko mojego dębu – westchnął Jeżyk, który zmęczył się porządnie swą poranna wędrówką.

– Wiecie co? – zerwała się nagle Wiewiórka – a może by tak wziąć dużo krzaczków poziomek i posadzić je właśnie tutaj!

– Ach to wspaniale! Zawołał Jeżyk – założę sobie mały ogródek, tylko czy mi pomożecie?

– Oczywiście – odparł Borsuczek – a wiesz, tam nie muszą być tylko poziomki, ale także i inne rośliny, które mogą być przydatne do jedzenia.

– Myślę, że w tym może coś poradzić Zajączek – odezwała się Wiewiórka, – on bardzo dobrze zna się na warzywach. Jutro w szkole go zapytamy.

Kiedy nazajutrz klasa dowiedziała się, że Jeżyk będzie zakładać ogródek, prawie wszyscy chcieli mu w tym pomóc. Najbardziej zapaliły się do tego pomysłu oba Zajączki i Dziczek.

– Najpierw trzeba odpowiednio przygotować miejsce – powiedział. – Musi być bardzo dobrze zryte. Ja to sam zrobię, nikt tak nie potrafi ryć na polu jak dziki – oświadczył z dumą. Ale zaraz potem pomyślał, że jest strasznym samochwałą i dodał zmieszany – przepraszam.

– Świetnie Dziczku! – bardzo dziękuję za pomoc – rzekł Jeżyk – musimy razem wybrać najlepsze miejsce pod dębem.

Umówili się, że po południu wszyscy przyjdą przed dom Jeżyka i przystąpią do pracy. Pierwszy zjawił się dziczek. Później przydreptały oba Zajączki, starszy i młodszy. Dźwigały wielki kosz, który im dała Mama Zającowa. Był on pełen różnych sadzonek. Kiedy wreszcie nadszedł Borsuczek, a za nim Wiewiórka, Dziczek już z uwagą obwąchiwał różne miejsca w pobliżu dębu. Wreszcie powiedział:

– Chyba to tutaj, z tyłu pnia, gdzie jest dosyć równo, będzie najlepiej. Wszędzie właściwie jest dobrze, bo czuję, że tu leży gruba warstwa próchnicy.

– A co to takiego? – Zapytała Wiewiórka – coś z próchna, takiego jak jest w dziuplach?

– Nie całkiem – odpowiedział szybko Zajączek. – Wiesz, kiedy liście opadają na ziemię, to one po pewnym czasie butwieją i zamieniają się powoli w taką ziemie, próchnicę. Ona jest bardzo potrzebna dla wszystkich roślin. Doskonale i bardzo szybko na niej rosną.

– To bez niej nic by nie urosło? – Zapytał Mały Zajączek. – Zupełnie nic? A ja widziałem, jak na piasku też rosła trawa.

– Trawa to pewnie może rosnąć wszędzie, ale na pewno tam też było trochę prawdziwej ziemi – dorzuciła Wiewiórka.

– Jak jest sam piasek, to na nim prawie nic nie rośnie i to wtedy nazywa się wydma, A jak jest duże, to pustynia. – Objaśnił Borsuczek. – Mama mi o niej opowiadała, jest tam gdzieś daleko, w ciepłych krajach.

– Pewnie tam, dokąd odlatuje na zimę Pan Bocian – przypomniał sobie Jeżyk.

Tak rozmawiając, zwierzątka nawet nie zauważyły, że pracowity Dziczek już od dawna zabrał się do rycia wybranego kawałka ziemi po dębem. Mocnym ryjkiem odrzucał trawę, poplątane korzonki tak, że wkrótce cała ta część była dokładnie jakby przekopana. W miejscu, gdzie przed chwilą rosła jeszcze trawa, czerniła się teraz, starannie spulchniona ryjkiem, ziemia. Dziczek aż sapał ze zmęczenia. Od czasu do czasu tylko zatrzymywał się, gdy znalazł zeszłoroczną żołądź. Wówczas zajadał ją mlaskając i pomrukiwał:

– Stara, ale jeszcze zupełnie niezła, zupełnie dobra, – ale kiedy zauważył, że ktoś na niego patrzy, powtarzał swoje zwykłe – „przepraszam” – i ruszał szybko dalej.

Wkrótce miejsce pod ogródek było gotowe.

– Trzeba je koniecznie czymś ogrodzić – doradzał – najlepiej kamieniami, żeby nikt tu nie wchodził.

Zaraz podzielono się pracą. Borsuczek przynosił ciężkie kamyki, które leżały koło dróżki. Jeżyk z Wiewiórką poszli w las po krzaczki poziomkowe. Oba Zajączki tymczasem przygotowywały grządki, a pomiędzy nimi ubijały tylnymi, mocnymi łapkami wąskie ścieżki. Dziczek odpoczywał przez chwilę, ale zaraz pomyślał, że tylko on leniuchuje.

– Przepraszam – powiedział znowu – teraz będę robić małe dołki dla roślinek na grządkach. I znowu zabrał się do kopania.

Wkrótce powrócili Jeżyk z Wiewiórką, niosąc pierwsze krzaczki poziomek. Wsadzali je ostrożnie w dołki. Zajączki obsypywały sadzonki ziemią. Na końcu sięgnęły do koszyka Mamy Zającowej, który wspólnie przydźwigały.

– To same doskonałe rzeczy – objaśniał Starszy Zajączek – tutaj są malutkie sałatki, a to jest kapustka, mniam, mniam – pogłaskał się po brzuszku. – Tu Mama dała nasionka. Te to marchewka, a te to rzodkiewka. Nawet mamy trochę grochu. Nasionka trzeba wrzucać po kilka do dołków i przysypać ziemią. Weź je Wiewiórko, ty umiesz doskonale zakopywać orzeszki, będziesz najlepiej umiała to zrobić.

Wiewiórka zabrała się do roboty tak szybko, że ledwo Mały Zajączek nadążał podawać jej nasionka.

W tym czasie Borsuczek ułożył już ze wszystkich stron grządki mały murek z kamyczków i patrzył właśnie zadowolony na swe dzieło, gdy Dziczek powiedział:

– Można by tuż koło tego murku posadzić maliny. Ich gałązki mają ostre kolce i jak krzaczki wyrosną duże, to nikt tu nie wejdzie, nawet ja – to znaczy – przepraszam – przecież ja i tak nie będę tu wchodzić.

– Zawsze możesz tu przyjść, kiedy masz ochotę – odparł Jeżyk – i w ogóle wy wszyscy, przecież to będzie nasz wspólny ogródek. Zwłaszcza, że ja nie bardzo lubię kapustkę – powiedział już całkiem do siebie.

Posadzili dookoła długie pędy malin, a później jeszcze razem nosili wodę ze strumyka i podlewali sadzonki. Na szczęście wieczorem spadł deszcz i zmęczone zwierzątka pobiegły do domów. I tak właśnie powstał ogródek Jeżyka koło jego mieszkania na polance, pod starym dębem.