Menu
  • Link do mapy serwisu
  • Pl
  • Jak działa elektrownia?
  • Jak działa elektrownia?
 

Jak działa elektrownia?

— Tato, co to jest?! — z nieukrywanym zaciekawieniem zapytała sześciolatka siedząca na tylnim fotelu w samochodzie, wskazując palcem wielkie budynki i kominy, które rysowały się za oknem samochodu.

— Olu, to jest elektrownia. Tutaj produkowany jest prąd, który mamy w domku, w gniazdkach i dzięki temu możemy do nich podłączać wszystkie elektryczne sprzęty i one działają. Pamiętasz, jak ci mówiłem, żebyś nie bawiła się przy gniazdkach, nic tam nie wkładała i że to jest niebezpieczne, prawda?

— Tak. Pamiętam — odpowiedziała Ola. — Myślałam, że prąd po prostu jest w gniazdkach i już, a nie, że trzeba go produkować... — dodała zdziwiona. — A jak się go produkuje i przenosi do gniazdek? Wozi się go ciężarówkami? A może trzeba kupić w sklepie i tam się go wkłada, tak jak mama kupuje jogurty i wkłada do lodówki? — dziewczynka dumna ze swojego pomysłu, zapytała tatę.

— Ha, ha, ha — ojciec zaśmiał się przyjaźnie. — Nie Olu, prąd do gniazdek z elektrowni jest dostarczany przez te wielkie kable, które wiszą na słupach wzdłuż drogi. O, na przykład takie jak ten, widzisz? — wskazał na najbliższy stalowy słup połączony z drugim słupem oraz kolejnym i kilkoma linami.

— Aha, więc to nie są jednak przystanki dla ptaków, żeby mogły sobie odpocząć... — zastanowiła się Ola. Tata wyrozumiale uśmiechnął się do córy.

— Są — powiedział. — Ale dodatkowo transportują prąd do mieszkań.

— No dobrze, ale jak działa ta cała elektrownia? — ciekawska Ola nie dawała za wygraną, ponieważ akurat przejeżdżali obok wielkich pękatych kominów, usytuowanych na terenie elektrowni. — I dlaczego aż tyle dymu z niej wylatuje? A tak właściwie to czemu ten dym jest biały? I w ogóle, co to za kominy wyglądające jak przerośnięta klepsydra? — pytania mnożyły się z sekundy na sekundę.

— Widzę, że bardzo cię interesuje ten tajemniczy ogromny budynek — powiedział tata, widząc dociekliwość córki. Zatrzymali się więc na pobliskim parkingu. Ojciec wyciągnął ciekawską sześciolatkę z fotelika samochodowego i trzymając ją za rękę, zaczął tłumaczyć:

— Widzisz moja droga, to jest elektrownia węglowa, co znaczy, że tam — wskazał na wielki kwadratowy budynek — spala się węgiel zupełnie tak samo jak u babci w kuchni węglowej albo u dziadka w piecu. Różnica tkwi jednak w tym, że ten węgiel jest strasznie drobny, drobniejszy niż piasek, ponieważ jest on mielony w specjalnych młynkach, a potem spala się w ogromniastych piecach — wyjaśnił z fascynacją w głosie tata, przy tym energicznie gestykulując.

— Aha! Pewnie dużo tych młynków muszą mieć, prawda?

— Tak! — z dumą potwierdziła tata. — Potrzeba bardzo dużo młynków, żeby zmleć aż tyle węgla do takiego ogromnego pieca. — Ojciec nie ukrywał zadowolenia z dociekliwości córki.

— No i co dalej? Węgiel spala się u babci w kuchni, a jak to jest, że działa telefon? Nie naładują go węglem? — Ola zasypywała ojca kolejnymi pytaniami.

— Oczywiście, bo to jeszcze nie wszystko — powiedział tata, tłumacząc dalej zniecierpliwionej Oli. — Ciepło ze spalonego węgla podgrzewa woda, która płynie rurami otaczającymi cały piec. Chłodna woda wlatuje do rurek na dole pieca, potem się podgrzewa, leci w górę i na samej górze już praktycznie cała zamienia się w parę! Spaliny z węgla lecą tym cienkim wysokim kominem, ale zanim wylecą, przechodzą przez różne filtry, żeby powietrze było czyste i zdrowe!

— Aaa… A z tą parą to zupełnie tak, jak w czajniku na kuchence u babci! — zauważyła radośnie Ola.

— Dokładnie tak — potwierdził tata. — Tak samo było, kiedy babcia postawiła czajnik na kuchni węglowej i zapomniała go odstawić. Cała woda zamieniła się w parę. Natomiast para w elektrowni leci specjalnymi rurkami do pary, a potem dmucha tak, jak w czajniku dmucha w gwizdek, tak w elektrowni dmucha w łopatki wielu specjalnych, zlepionych ze sobą wiatraczków, które nazywają się turbiną. Taka turbina połączona jest z generatorem prądu, to znaczy z takim dużym silnikiem elektrycznym. Generator, w czasie kiedy się obraca, to wytwarza prąd i przekazuje go do tych właśnie kabli na słupach, a one jak ci już mówiłem, doprowadzają nam bezpiecznie prąd do domu, a i ptaki mogą sobie odpocząć jak się zmęczyły. I stąd prąd w telefonie, telewizorze i reszcie sprzętów — wyjaśnił tata, uśmiechając się przyjaźnie.

— Aha, to znaczy, że para dmucha w wiatraczki, a wiatraczki tak jakby nakręcają ten cały generator i on daje nam prąd, tak?

— Dokładnie tak, moja droga — uśmiech satysfakcji pojawił się na twarzy ojca. Był on bardzo zadowolony, że jego córka jest zainteresowana tym, co ją otacza i próbuje znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania. Sam pamiętał, jak też wypytywał swojego tatę o takie sprawy.

— No dobra. Nie powiedziałeś mi jeszcze, dlaczego te kominy są takie pękate, a dym biały? — Ola nie poddawała się i chciała uzyskać odpowiedź na każde pytanie.

— To nie są kominy Olu! To są chłodnie kominowe. Ta para, która napędzała te wiatraczki, z powrotem musi zmienić się w wodę i lecieć znowu do pieca i tak w kółko. Ale żeby ona się w tą wodę zmieniła, to musimy ją trochę ostudzić. Na przykład: kiedy masz gorącą herbatę, to ona paruje, natomiast gdy się ją ostudzi, przestaje parować. I właśnie ta para wlatuje do takich chłodni i trochę z niej ulatuje w postaci, jak to nazwałaś, białego dymu. Jednak nie jest to dym, tylko mała część tej pary, która napędza wiatraczki.

— Och, to dużo tej pary musi być, jak to jest tylko mała część!

— Bardzo dużo Olu, bo taka elektrownia produkuje bardzo dużo prądu.

— Ok, no to teraz już wiem jak to działa.

Ojciec był zadowolony, że udało mu się odpowiedzieć na pytania córki. Powoli zaczęli wracać w stronę samochodu. Ola wciąż jednak była jakaś zamyślona.

— Tato, ale ta woda i para to tak cały czas w kółko? Bez przerwy? A jak jej trochę ucieka tymi chłodniami, to czy ktoś dolewa tej wody?

— Tak, cały czas w kółko. Oczywiście trzeba dolewać troszkę wody do rurek, żeby zawsze było tyle samo. Tym na szczęście zajmuje się komputer. Program sam oblicza, ile wody uciekło kominem i ile musi dolać, by był optymalny poziom w rurkach — dokończył ojciec i pocałował córkę w czoło. — Ale jestem z ciebie dumny. Wszystko już rozumiesz?

— Teraz to mi się zgadza, bo myślałam, że im ta cała woda wyparuje z rurek, jak babci z czajnika i nie będzie miało co obracać wiatraczkami! A one wtedy nie nakręcą generatora i braknie nam prądu w domu! Wtedy nie będę mogła obejrzeć „Kucyków”! — z przejęciem odpowiedziała dziewczynka. — Skoro mówisz, że dolewają wody, to super! Nawet zaczęłam już myśleć, że musimy im powiedzieć, bo przecież babuni woda wyparowała…

Ojciec roześmiał się i wziął córkę do samochodu, zapiął pasy w jej foteliku i ruszyli w dalszą drogę. Dziewczynka patrzyła na oddalający się krajobraz elektrowni i cieszyła się w duchu, że dzisiaj wieczorem obejrzy swoją ulubioną bajkę. Stwierdziła, że koniecznie musi wszystko opowiedzieć babci i dziadkowi, jak to jest z tą elektrownią.

 

Obrazek jest kompilacją dwóch różnych pochodzących z serwisów: www.hamon.de oraz poznajatom.pl

 

mgr inż. Mateusz Malicki

Mgr inż. Mateusz Malicki — jest doktorantem w Katedrze Energetyki Jądrowej na Wydziale Energetyki i Paliw AGH. Zawodowo interesuje się zagadnieniami projektowymi elektrowni jądrowych oraz bezpieczeństwem ich pracy. W wolnych chwilach biega, nawiązuje nowe znajomości i gra na gitarze.

All rights reserved © 2017 Akademia Górniczo-Hutnicza