Jak działają noworoczne fajerwerki?

  AUDIOBOOK
Teksty prof. Ryszarda Tadeusiewicza o przygodach Ralfa i Asi czytają uczniowie I LO im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie.

 

Błysk! i Bum!

I znowu:

Błysk i Bummm!

To, co się działo za oknem przypominało prawdziwą wojnę!

Ralf nie cierpiał wszelkich wystrzałów, wybuchów, błyskawic, grzmotów. I chociaż Asia tłumaczyła mu, że jako jamnik jest psem myśliwskim, a na polowaniu przecież się dużo strzela, więc on się NIE POWINIEN bać — to on jednak bał się i już.

Teraz też bał się okropnie. Wsadził mordkę pod kanapę, żeby nie widzieć tych okropnych błysków, ale bardzo wrażliwych jamniczych uszek zatkać nie potrafił i tylko dygotał przy każdym kolejnym wystrzale.

W takim opłakanym stanie znalazła go Asia, która biegła od okna, przez które podziwiała noworoczne fajerwerki, do lodówki, w której chłodził się przygotowany na tę okazję bezalkoholowy szampan.

W pierwszej chwili rozbawiona nie zauważyła, w jakim stanie jest piesek, tylko potarmosiła jego jedwabiste futerko mówiąc:

— Szczęśliwego Nowego Roku, Ralfie!

Potem jednak spostrzegła, że jej ulubieniec cały drży, więc porzuciła myśl o szampanie i przysiadła na podłodze obok wystraszonego zwierzątka, głaszcząc go i przytulając. Jamnik trochę się uspokoił, zwłaszcza że kanonada za oknem też wyraźnie zmalała — widocznie strzelającym brakowało amunicji. Nadal jednak patrzył na Asię rozżalonymi oczkami, jakby to ona była wszystkiemu winna. No bo on przecież cierpiał, więc ktoś musiał być winny, prawda?

Asia postanowiła zająć czymś uwagę pieska, żeby przestał się nad sobą użalać, więc zaczęła mu tłumaczyć:

— Ralfie, te fajerwerki za oknem są z tego powodu, że właśnie nadszedł Nowy Rok!

Piesek pokręcił główką. Czyżby ktoś nadszedł i on by tego nie wykrył? Przecież psim obowiązkiem jest właśnie wykrywanie wszystkich nadchodzących — czasem, żeby radosnym skakaniem i piskiem powitać kogoś z domowników, a czasem żeby groźnym szczekaniem ostrzec nieznajomego, że jeśli ma złe zamiary, to pies zrobi z nim porządek!

A tu nadszedł jakiś Nowy Rok — i on tego nie zauważył?!

Asia domyśliła się, czym się jamnik znowu trapi, więc z uśmiechem wyjaśniła:

— Nowy Rok to nie osoba, tylko taki szczególny dzień w kalendarzu, więc gdy nadchodzi, to nawet ty twoim długim noskiem go nie wywąchasz!

Ralf pokiwał pojednawczo ogonem. Uznał, że skoro Asia do niego nie ma pretensji, że on nie zauważył nadchodzącego Nowego Roku, to on też nie będzie się już gniewał za te hałasy za oknem. Ledwie jednak tak postanowił — kolejny wybuch zmusił go do wtulenia mordki w ciepły sweter Asi.

— O nie! On tego naprawdę nie lubi! I w dodatku nie wie, co się dzieje?

Asia postanowiła wyjaśnić pieskowi, czym jest wybuch, żeby przestał się bać. Bo jak się coś dobrze zrozumie, to przestaje to być źródłem strachu.

— Fajerwerki wybuchają, bo w ich wnętrzu jest substancja, która się bardzo szybko pali!

Ralf nadstawił ucha.

Wiedział, że jak się coś pali, to wytwarza ciepło i światło. Uwielbiał leżeć przed kominkiem, grzać się w jego cieple i obserwować światło tańczących w nim płomieni. Lubił też, jak przy specjalnych okazjach Mama Asii zapalała świecę. Jej miłe, ciepłe światło było o wiele przyjemniejsze dla psich oczu, niż jaskrawy blask używanych na co dzień żarówek!

— Świeczka pali się powoli, a jej płomień nie jest nadmiernie gorący, więc daje światło długo, ale tego światła nie jest zbyt wiele — tłumaczyła cierpliwie Asia. — Natomiast ta substancja wewnątrz fajerwerku spala się bardzo szybko i wytwarza na chwilę bardzo wysoką temperaturę, więc całe związane z tym światło musi się uwolnić w bardzo krótkim czasie. Stąd taki silny, ale krótkotrwały błysk!

Jamnik polizał z wdzięcznością rękę Asi. Jak to miło rozumieć co się dzieje! Bo wtedy nie trzeba się bać!

O, właśnie jakiś spóźniony fajerwerk błysnął za oknem, ale jamnik wcale się nie zląkł. Spojrzał tylko z zainteresowaniem na rozjaśnione przez chwilę niebo nad blokami i przez jego kudłatą główkę przemknęła myśl o tym płomieniu, który tak szybko spalił zawartość fajerwerku, że zamiast świecić długo i słabo — rozświetliła na krótką chwilę całą okolicę gwałtownym błyskiem. I już się go wcale nie bał!

Ale chwilę po błysku nadleciał znowu ten okropny huk !!!

Ralf ponownie się przestraszył, więc cały się skulił i zapiszczał.

Ale Asia miała także i na to mądrą radę. Przytulając i głaszcząc swojego jamniczka, tłumaczyła mu dalej:

— Szybkie spalanie materiału wybuchowego — takiego jak w tym fajerwerku, który przed chwilą wystrzelił — powoduje powstanie bardzo wielkiego ciśnienia.

Ralf popatrzył na nią bezradnie. To było za trudne dla jego psiego łebka!

Asia postanowiła wyjaśnić to dokładniej.

— Pamiętasz Ralfie, jak na ostatnim ognisku wrzuciłeś do ognia pustą butelkę?

— Hau! — potwierdził Ralf, chociaż nie było to miłe wspomnienie.

Przypomniał sobie bowiem, że dostał wtedy klapsa za psotę, której się dopuścił. A było to tak…

Gdy na jesiennej wycieczce wszyscy siedzieli wokół ogniska i zajadali wciągane z żaru pieczone ziemniaki — psiak się nudził. Ziemniaki mu nie smakowały, a od siedzenia przy ogniu wolał uganianie się po polach, czego jednak Asia stanowczo mu zabroniła. Znalazł sobie wtedy wspaniałą zabawkę: pustą, mocno zakręconą plastikową butelkę po jakimś napoju. Toczył ją łapką po ziemi, podrzucał pyszczkiem do góry, zamiatał ją puszystym ogonem — i był szczęśliwy. Zakręcona pusta butelka bywa fajniejsza niż piłka!

Niestety w pewnym momencie mocniej podrzucona przez niego butelka wylądowała w samym środku ogniska.

— Kto wrzuca plastik do ognia?! — zawołał groźnie Tata. — Nie wolno, bo spalany plastik wydziela okropne trucizny!!!

Asia szybko patykiem wygarnęła butelkę z ognia, a Mama dała mocnego klapsa w kudłaty psi tyłek.

Ralf przestał baraszkować z butelką i usiadł smutny. Pupa go specjalnie nie bolała, ale było mu przykro, że został skarcony, bo przecież on zawsze starał się być grzecznym pieskiem i zasługiwać na pochwały. Markotnie popatrzył na butelkę i zdumiał się, jak bardzo się ona zmieniła: z wysmukłej eleganckiej butli zrobił się nadęty kulisty balon!

Asia zorientowała się, że ta psota to trochę jej wina, bo zaniedbany piesek miał prawo się nudzić, więc postanowiła powiedzieć mu coś ciekawego.

— Zastanawiasz się Ralfie pewnie, co tak tę butelkę nadęło od środka?

Piesek pomachał ogonem. Rzeczywiście dziwiło go to, bo butelka wyglądała, jakby ją jakiś olbrzym nadmuchał!

— To ciepło ognia nagrzało powietrze w butelce, a nagrzane powietrze wywarło ciśnienie na ścianki butelki i tak ją rozdęło!

Ralf szybko się przekonał, że to prawda. Wyciągnięta z ognia butelka niemal natychmiast wystygła i wtedy jej ścianki pomarszczyły się, i zapadły do środka, tak że zrobiła się jeszcze mniejsza, niż była przed wrzuceniem do ognia. No i brzydko pachniała, więc nie dało się nią już więcej bawić!

Teraz sobie to wszystko przypomniał i ze zrozumieniem patrzył na Asię, która tłumaczyła dalej:

— Skoro spokojnie płonące ognisko mogło tak nagrzać powietrze w butelce, że ta mało nie pękła, to gwałtownie i szybko spalający się materiał wybuchowy wytwarza wewnątrz fajerwerku bardzo wielkie ciśnienie!

Ralf nadal nie rozumiał. Co ma wspólnego jakieś ciśnienie z tym paskudnym hałasem, który drażnił jego delikatne uszka?

Asia zdjęła ze ściany jeden z baloników stanowiących noworoczną dekorację domu, odwiązała nitkę, którą balonik był zabezpieczony przed tym, żeby powietrze z niego nie uciekło, i mówiła dalej:

— Dla nauki czasem coś trzeba poświęcić, więc ja poświęcę ten balonik. Patrz uważnie Ralfie!

Ralf usiadł na kudłatym ogonku i wpatrywał się uważnie w to, co Asia robiła — a ona zaczęła ten balonik dalej nadmuchiwać. Męczyła się przy tym bardzo, bo trzeba było coraz mocniej dmuchać, żeby balonik robił się coraz większy, ale Asia pompowała wytrwale.

— Ciśnienie w baloniku jest teraz coraz większe — mówiła zdyszana Asia gdy zrobiła sobie dla odpoczynku chwilę przerwy w tym dmuchaniu — więc muszę coraz mocniej dmuchać oraz muszę bardzo mocno zaciskać otwór, przez który go nadmuchuję, bo powietrze chce z niego uciec!

Ponownie wzięła głęboki wdech i dalej z całej siły dmuchała. Balon jeszcze się trochę powiększył, jeszcze trochę, jeszcze trochę — a potem nagle i hukiem pękł!

Ralf aż podskoczył i popatrzył na Asię z dezaprobatą. Nie dość, że za oknem są takie wybuchy — to jeszcze tutaj Asia go dręczy wybuchającym balonem!

Ale w tym momencie zrozumiał: balon pękł, bo ciśnienie w jego wnętrzu zrobiło się za duże. A jak w jakimś pojemniku jest wysokie ciśnienie i ściany tego pojemnika pękną — to rozprężający się gaz ucieka gwałtownie i słychać huk.

Balonik jest pojemnikiem i fajerwerk też jest pojemnikiem.

Z balonika uciekło powietrze nadmuchane tam przez Asię, a z wybuchającego fajerwerku po jego rozerwaniu uciekają gazy powstałe w trakcie spalania materiału wybuchowego.

W baloniku ciśnienie było w sumie niezbyt duże, chociaż Asia bardzo się starała mocno dmuchając. Natomiast w fajerwerku w trakcie błyskawicznego spalania jego ładunku wybuchowego wytwarza się naprawdę bardzo wielkie ciśnienie. Stąd balonik pękł z niewielkim hukiem, którego nie usłyszała nawet Mama nalewająca w kuchni szampana do wysokich kieliszków, a wystrzeliwane fajerwerki pękają z wielkim hukiem, który słychać na całym osiedlu!

Jamnik już wszystko wiedział, więc tylko pokiwał ogonem, gdy za oknem wybuchnął z błyskiem, hukiem i snopem iskier kolejny fajerwerk. Gdy się coś rozumie, to nie trzeba się tego bać!

Jedna rzecz jednak nie dawała mu jeszcze spokoju: jak to się dzieje, że wybuchające fajerwerki wyrzucają różnokolorowe snopy iskier?

Same iskry tworzące na niebie piękne formy ognistych kul, parasoli, palm, wodospadów itp. łatwo wytłumaczyć: po prostu materiał wybuchowy fajerwerku jest tak uformowany w trakcie produkcji, że jego płonące fragmenty, powstające w momencie wybuchu, lecą dokładnie określonych kierunkach. To one właśnie powodują, że na strzelające fajerwerki się tak miło patrzy (gdy się już psia główka przestanie bać błysku oraz huku).

Ale skąd te kolory?

Przecież ogień zapałki, świecy czy płomienia na kominku jest po prostu zwykle tylko biały, czasem trochę żółty, pomarańczowy albo czerwony — a tymczasem fajerwerki są właściwie we wszystkich kolorach!

Asia, która już się wybierała do łóżka po wypiciu noworocznego toastu bezalkoholowym szampanem, zauważyła zafrasowaną minę pieska i postanowiła go oświecić także i w tym zakresie.

— Ralfiku, ogień można zabarwić, dodając do palącego się materiału wybuchowego domieszkę odpowiedniej substancji.

Ralf nadstawił ciekawie ucha. Jakąż to tajemniczą substancję trzeba dodać, żeby ogień wybuchającego fajerwerku był taki kolorowy?

Ale Asia już miała pomysł prostego doświadczenia. Zaprowadziła pieska do kuchni, ale celowo nie zaświeciła światła, żeby efekt był mocniejszy. Zapaliła palnik kuchenki gazowej, który — jak zwykle gaz — zaświecił na niebiesko. Następnie wyjęła z szafki solniczkę.

— Co to jest Ralfie?

Piesek powąchał, polizał i szczeknął znacząco:

— Hau!

Znał on bardzo dobrze sól, bo lubił, jak jego jedzenie było nią dobrze doprawione. Solona zupka smakowała mu zawsze o wiele lepiej, niż nie solona. No więc teraz rozpoznał sól bez cienia wątpliwości.

— No to teraz patrz! — powiedziała Asia i sypnęła obficie soli na płonący palnik gazowy. Płomień zamigotał, rozjaśnił się i zmienił kolor na jaskrawo żółty.

— Po dodaniu zwykłej soli płomień świeci światłem żółtym, ale po dodaniu różnych innych substancji światło ognia może być jaskrawo czerwone, zielone, intensywnie błękitne albo perłowo białe — tłumaczyła dalej Asia.

Jamnik wiedział już wszystko. A ponieważ te wcześniejsze emocje związane z noworoczną kanonadą, a potem długi wykład Asi bardzo go zmęczyły, więc pomachał tylko ogonkiem z wdzięczności i poszedł do kąta, gdzie było jego posłanie.

Ależ dobrze mu się spało!

prof. Ryszard Tadeusiewicz