Czemu pralka czasem skacze?

  AUDIOBOOK
Teksty prof. Ryszarda Tadeusiewicza o przygodach Ralfa i Asi czytają uczniowie I LO im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie.

 

Ralf jest miłośnikiem prania. To wcale nie znaczy, że sam potrafi prać. O nie! Znacznie lepiej wychodzi mu brudzenie. Nikt już nie zliczy tych ubrań Asi, które musiały przedwcześnie trafić do pralki ze względu na „pieczątki” brudnych psich łapek. Bo gdy Ralf wraca ze spaceru, to jest taki szczęśliwy, że mimo zakazów musi, no po prostu musi skoczyć i przytulić się do Asi. Przednimi łapkami opiera się przy tym na spodniach czy sukience swojej małej Pani, którą przecież KOCHA całym swoim psim serduszkiem! Niestety zapomina przy tym, że chociaż serce ma złote, to łapki po spacerze ma z reguły bardzo brudne...

No i pobrudzone ubranie trzeba pospiesznie zdejmować i wkładać właśnie do pralki!

Pralka zastępuje Ralfowi telewizor. Może godzinami siedzieć w łazience i przyglądać się, jak za szklanymi okrągłymi drzwiczkami kotłują się prane ubrania, chlusta i rozpryskuje się woda i tworzy się piana. Czasami jednak pralka odpompowuje wodę i zaczyna szybko odwirowywać praną bieliznę. Bęben pralki wiruje przy tym tak szybko, że kontury obiektów wewnątrz stają się niewidoczne i widać tylko smugę pędzących w kółko obiektów i słychać pracę napędzającego bęben silnika.

Czasem jednak dzieje się coś dziwnego: zamiast ze świstem wirować pranie, pralka zaczyna cała dygotać, słychać jakieś niepokojące stukania, a czasem cała pralka zaczyna skakać i wydaje się, że zaraz sama wyjdzie z łazienki!

Ralf zawsze w takim przypadku szybko zmyka z łazienki, piszcząc ze strachu, ale prawdę powiedziawszy, te przygody ze skaczącą pralką całkiem mu się podobają, bo wnoszą coś nowego do codziennej monotonii. Z tym jest trochę tak, jak z Asią, która lubi oglądać w telewizji filmy o duchach, wampirach i innych straszydłach. Niby jest się czego bać, ale wszyscy wiedzą, że to się dobrze skończy, więc się boją i nie boją równocześnie.

Ralf jest jednak psem, który lubi się dowiadywać nowych rzeczy, więc pewnego razu gdy swoim zwyczajem kibicował pracującej pralce, a ta zaczęła wyczyniać te swoje zwariowane tańce — Ralf zamiast uciec na swoje posłanie, pobiegł do Asi. Asia czytała właśnie ciekawą książkę i wcale nie miała ochoty zajmować się czymkolwiek innym, ale zimny nosek psa trącający jej bosą nogę zmusił ją do skupienia uwagi na machającym ogonem jamniku.

— O co chodzi tym razem Ralfie? — zapytała sama ciekawa, co też znowu się zalęgło w kudłatej psiej łepetynie.

Ralf w sposób zdecydowany prowadził ją do łazienki, gdzie szalała i skakała pralka.

— Hau?

Asia zrozumiała pytanie pieska, ale najpierw pospiesznie wyłączyła pralkę i pozwoliła się jej całkowicie uspokoić — a potem włączyła ją ponownie. Pralka ruszyła, bęben się rozpędził i szybko wirował, ale skoków i hałasów już więcej nie było.

Skoro w pralce nic ciekawego się nie działo, to Ralf całą swoją uwagę skupił na Asi, oczekując, że wytłumaczy mu ona, co się właściwie działo?

Asia wiedziała, że lekcja jej nie minie, więc chociaż nie dokończona książka bardzo ją kusiła, to jednak zaczęła gromadzić w łazience różne przedmioty, czemu jamnik przyglądał się z rosnącym zaciekawieniem. A więc w kąciku obok wanny najpierw pojawiła się miska, do której Asia nalała wody. Potem Asia przyniosła z szafy w pokoju kilka kolorowych, płóciennych chusteczek, a z kuchni mały kieliszek, który napełniła proszkiem do prania stojącym na półce nad pralką. Przy nasypywaniu, z dużego pudła do małego kieliszka, w powietrze pofrunęło trochę białego pyłu i jamnik kichał jak najęty, wycierając łapkami długi nos i przecierając załzawione oczka. Asia przeprosiła go za tę niewygodę i pobiegła do lodówki. Ralf zerwał się radośnie na cztery łapy i popędził za nią, aż mu kłapciate uszy łopotały, ale się bardzo rozczarował. Zamiast bowiem wyciągnąć jakiś smakołyk i zaoferować pieskowi w ramach przeprosin za ten proszek drażniący psi nosek — Asia wyjęła z lodówki butelkę z oliwą i dokładnie zamknęła jej drzwiczki — grube i metalowe, jak wrota skarbca.

— Nie mogłabyś kiedyś zapomnieć zamknąć?! — pomyślał smutno Ralf. — Och, gdyby tak zastać lodówkę otwartą i bez dozoru, i oczywiście pełną dobrych kiełbasek — to dopiero byłoby prawdziwe psie szczęście!

Tak się rozmarzył, że nawet nie zauważył kiedy Asia zaniosła oliwę i postawiła ją obok miski z wodą, sterty chusteczek i kieliszka z proszkiem. Dużo tego było, ale Asia wyraźnie jeszcze czegoś potrzebowała. Nieoczekiwanie poszła do przedpokoju i zaczęła ciągnąć w kierunku łazienki... rower.

Ralf aż przysiadł na ogonie ze zdziwienia. Żeby dać do zrozumienia, czego oczekiwał po wyprawie do lodówki, kichnął jeszcze raz bardzo głośno, chociaż nic go już w nosku nie drażniło — ale przybiegł szybko zobaczyć, co się będzie dalej działo.

Asia wzięła niebieską, czystą chusteczkę i nalała na nią odrobinkę oliwy. Na chusteczce zrobiła się duża tłusta plama.

— Ta chusteczka jest teraz brudna, prawda Ralfie? — zapytała Asia, podsuwając zaplamiony przedmiot pod nos jamnika.

— Hau! — potwierdził Ralf.

— No to spróbujemy ją teraz oczyścić — mówiła dalej Asia.

Postawiła na podłodze miskę z wodą, sama przysiadła na podłodze przy niej i włożyła do wody zaplamioną chusteczkę. Potrzymała ją chwilę w wodzie i wyjęła. Wyjęta z wody chusteczka była wprawdzie całkiem mokra, ale plama z oliwy nadal na niej była widoczna.

— Widzisz Ralfie — powiedziała Asia — sama woda nie była w stanie oczyścić chusteczki!

Ralf przyjrzał się dokładnie niebieskiej chusteczce. Nawet ją dla pewności polizał. Nie da się ukryć — była nadal brudna.

Teraz Asia wzięła chusteczkę czerwoną, też specjalnie zrobiła na niej plamę, a potem włożyła do wody i zaczęła ją ugniatać i wyciskać. Ralf przyglądał się temu z rozbawieniem, nawet próbował pomagać wkładając łapkę do miski, ale dostał klapsa i zapowiedź, że ma siedzieć grzecznie — no więc siedział grzecznie.

Po chwili Asia wyjęła chusteczkę z wody i pokazała pieskowi.

— No i co o tym sądzisz, Ralfie?

Piesek pokiwał niepewnie ogonkiem. Plama na czerwonej chusteczce była jakby mniejsza i słabsza niż na niebieskiej, ale jednak była.

—  Jak widzisz, próbowaliśmy na różne sposoby prać te brudy w samej wodzie, ale to nie pomogło. Prawda? — powiedziała Asia.

— Hau! — potwierdził Ralf.

— No to teraz zastosujemy trochę chemii — powiedziała Asie i wsypała do wody proszek z kieliszka.

Ralf trochę się przestraszył, że znowu go to zakręci w nosku, ale nic takiego się nie stało, tylko woda zrobiła się pachnąca. Znał ten zapach — tak zwykle pachniała susząca się wyprana bielizna. Zapowiadało się, że będzie sukces, więc piesek usiadł wyprostowany i bystro patrzył na wszystko, co robiła Asia.

Tymczasem jego mała Panienka wzięła chusteczkę zieloną, zrobiła na niej plamę jak na poprzednich chustkach i włożyła zaplamiona chusteczkę do wody. Chusteczka sobie pływała po wodzie w misce, przypominając zielony liść jakiejś wodnej rośliny, ale nic się nie działo.

Ralf popatrzył niecierpliwie na Asię. Jak długo jeszcze będą się przyglądać temu jak chusteczka się moczy?

Ale Asia wiedziała co robi. Gdy po chwili wyjęła wreszcie chusteczkę z wody, w której był rozpuszczony proszek — jamnik aż uszka podniósł do góry ze zdziwienia. Chusteczka była PRAWIE czysta!

No może nie całkiem, bo zaplamione miejsce trochę się odróżniało od reszty materiału, ale była z pewnością czyściejsza nawet niż chusteczka czerwona, nad którą Asia przed chwilą tak się napracowała.

— Widzisz Ralfie, tak działają detergenty! — powiedziała Asia.

Jamnik posmutniał. Już mu się wydawało, że rozumie, co się stało: to rozpuszczony w wodzie proszek pomógł oczyścić chusteczkę! A tu nagle takie trudne słowo: dete-... Nawet powtórzyć by go nie potrafił, a co dopiero zrozumieć, co ono oznacza.

Ala Asia tylko się roześmiała z jego skonfundowanej miny.

— Ralfie, to nic trudnego! Detergenty to są te składniki proszku do prania, które rozpuszczają brud i pomagają go usunąć z materiału!

Ralf wiedział, co to są SKŁADNIKI. Jak dostawał kaszę z mięsem, to zawsze najpierw próbował zjeść same kawałeczki mięsa, o których Mama mówiła, że są składnikiem tej jego potrawy i że powinien zjadać całość, a nie osobno poszczególne składniki. Ale Ralf wiedział swoje i najpierw wyjadał mięso, a dopiero potem zjadał kaszę. Tutaj widocznie jest podobnie. W proszku do prania są te wartościowe składniki, jak smakowite kawałki mięsa, tylko w postaci bardzo drobnych drobinek zmieszanych z całą resztą proszku. Nazywają się detergenty (o już sobie przyswoił tę nazwę!) i to one nadają proszkowi sprawność podczas prania, jak to mięso w kaszy nadaje całości wspaniały smak.

Na myśl o mięsie zaczął się oblizywać, ale Asia szturchnęła go mówiąc:

— Tobie zawsze tylko jedzenie w głowie. Skup się na tym, co ja mówię!

Ralf niechętnie porzucił wyobrażenie miski pełniej mięsa (kaszy nie lubił sobie nawet wyobrażać!) i zaczął obserwować Asię, która wzięła chustkę żółtego koloru, zrobiła na niej plamę (oliwy w butelce już wyraźnie ubyło!), a potem włożyła ją do wody z proszkiem i zaczęła miętosić, tak jak poprzednio chusteczkę czerwoną. Po krótkim czasie wyjęła chusteczkę z wody — i jamnik aż przetarł łapkami oczy ze zdziwienia.

Plamy nie było! Znikła! Całkiem!

Chciał to sprawdzić, liżąc żółtą chusteczkę, ale Asia zdecydowanie odsunęła jego pyszczek, mówiąc:

— Zostaw głuptasie! Przecież to jest z proszkiem! Jak się taka woda z proszkiem dostanie się do twojego brzuszka, to nie wiadomo, co tam zacznie rozpuszczać! A brzuszek może boleć, albo możesz nawet poważnie od tego zachorować!

Ralf przezornie odsunął się od miski z taką groźną zawartością. Z przerażeniem myślał o tym, że przecież on nie raz lizał różne wyprane rzeczy, na przykład prześcieradło, którym Mama nakrywała jego legowisko, więc nie wiadomo, co się teraz dzieje w jego brzuszku!

Ale Asia go uspokoiła:

— Podczas normalnego prania bielizna po kontakcie z detergentem jest wielokrotnie płukana, więc na tym, co wyjmujemy z pralki, detergentu już nie ma!

Ralfowi jedna rzeczy jeszcze nie dawała spokoju.

Żółta chusteczka została całkiem wyprana, bo Asia ją ugniatała i pocierała w wodzie z proszkiem. Ta Asia to ma bardzo zręczne rączki i świetnie jej takie wygniatanie wychodzi! Ale przecież w pralce żadnych wygniatających rączek nie ma!

Asia domyśliła się, co nurtuje jamnika, więc powiedziała:

— Bieliznę można prać RĘCZNIE, tak jak ja to zrobiłam z tą żółtą chusteczką — ale to bardzo męczące i stosuje się tylko do bardzo delikatnych ubrań. Więc większość bielizny pierze się MASZYNOWO, właśnie za pomocą pralki. Popatrz jak to działa:

Wzięła ostatnią chusteczkę, koloru białego, poplamiła oliwą (tak jak te poprzednie) i włożyła do wody z proszkiem. Ale tym razem nie wygniatała chusteczki, tak jak to robiła w przypadku żółtej, ani nie pozwoliła jej swobodnie pływać, tak jak w przypadku chusteczki zielonej — tylko zaczęła szybko i mocno mieszać wodę. Biała chusteczka wciągnięta w ten wodny wir raz nurkowała w głębi szybko poruszającej się wody, a raz wypływała na powierzchnię. Nurt wody kotłował ją podobnie, jak miętoszona była żółta chusteczka w eksperymencie z praniem ręcznym, ale tym razem Asia nie dotykała chusteczki ręką tylko napędzała nią wodę, żeby szybko wirowała. Zupełnie jak ta woda w pralce, napędzana stalowym bębnem i elektrycznym silnikiem!

Po krótkiej chwili takiej wodnej karuzeli Asia wyciągnęła z niej białą chusteczkę i pokazała Ralfowi. Po plamie nie pozostał żaden ślad!

Piesek był bardzo dumny z siebie. Nauczył się, jak się pierze brudną bieliznę, czemu wsypuje się proszek, dlaczego bęben pralki miesza bieliznę i wymusza chlapanie zawartej w pralce wody, co się tak fajnie ogląda przez szklane drzwiczki. Wiedział już prawie wszystko — ale nadal nie wiedział, czemu pralka czasem skacze?

Asia jednak nie skończyła jeszcze lekcji i teraz się okazało, po co jej był potrzebny ten rower wcześniej przyciągnięty z przedpokoju i postawiony do góry kołami.

— W czasie prania trzeba często usuwać z pranej bielizny wodę — mówiła głaszcząc Ralfa po ciepłym od myślenia łebku. — Najpierw po praniu z proszkiem trzeba usunąć z bielizny tę wodę z proszkiem, w której jest też rozpuszczony brud. Potem pralka wielokrotnie dobiera wodę i płucze bieliznę, po każdym płukaniu też usuwając z niej wodę, zabierającą ze sobą resztki rozpuszczonego przez detergenty brudu.

Ralf nie wiedział, jak się usuwa tę wodę? Bo on potrafił usunąć Kraska od znalezionej w krzakach kości, ale to zwykle wymagało groźnego warczenia. Czy pralka też warczy na wodę, żeby ta się usunęła?

Ale Asia nie pozwoliła mu na to, żeby zbyt długo tkwił w błędzie.

— Do usuwania wody z pranej bielizny używa się wirowania!

Ralf potrafił wirować. Jego ulubioną zabawą był przecież „taniec ogonowy”, w którym kręcił się szybko i usiłował pochwycić pyszczkiem koniec swojego ogona. Oczywiście im szybciej gonił, tym szybciej ten ogon uciekał i wynik końcowy był łatwy do przewidzenia. Owszem, bywało że się przy tej gonitwie mocno spocił, więc może na tym polega to „usuwanie wody”?

Ale Asia szybko naprowadziła go właściwą drogę rozumowania.

— Czy wiesz Ralfie, co to jest siła odśrodkowa?

Ralf oczywiście nie wiedział i patrzył tylko na Asię szeroko otwartymi oczami, prosząc o wyjaśnienie.

— A pamiętasz Ralfie, co się z tobą dzieje w samochodzie, gdy ten szybko zakręca?

— Hau! — potwierdził smutno Ralf.

Oczywiście wiedział, co się dzieje, ale bardzo tego nie lubił. Jak każdy pies jeździł w aucie na tylnym siedzeniu, które było dosyć szerokie i zrobione ze śliskiej imitacji skóry. Gdy samochód jechał prosto — Ralf siedział pośrodku i pomiędzy fotelami Mamy i Taty przez przednią szybę patrzył, dokąd samochód jedzie. Gdy jednak samochód gwałtownie zakręcał — jakaś niewidzialna siła przesuwała pieska na bok. Gdy samochód skręcał w lewo, to psiak jechał na pupie do prawego końca siedzenia, gdzie zwykle przy oknie siedziała Asia, więc tam Ralf miał zapewnione „miękkie lądowanie”. Gdy jednak samochód skręcał w prawo — to psiak leciał bezwładnie w lewą stronę i często zdarzało my się palnąć łepetyną o twardą ściankę samochodu, o lewe okno albo o lewe drzwi. Bardzo tego nie lubił!

— Ta siła, która ciebie przemieszcza w skręcającym samochodzie, nazywa się właśnie siłą odśrodkową. I właśnie ta siła usuwa wodę z bielizny podczas jej wirowania. Popatrz uważnie:

Piesek ze zdziwieniem zobaczył, że Asia pozbierała teraz te wszystkie mokre kolorowe chusteczki, które przed chwilą były wykorzystane do eksperymentów z różnymi metodami prania, i zaczęła je przytwierdzać do tylnego koła stojącego „do góry nogami” roweru. Chusteczki wciśnięte pomiędzy szprychy roweru wyglądały jak małe chorągiewki, równomiernie rozmieszczone na obwodzie koła.

— A teraz uważaj Ralfie! — powiedziała Asia i zaczęła szybko kręcić pedałami. Oczywiście kręciła ręką, bo na rower w tej pozycji nie można było wsiadać!

Gdy tylne koło roweru zaczęło wirować, wszystkie chusteczki ułożyły się tak, żeby być jak najdalej od osi koła i jak najbliżej jego opony. Zrobił się z tego ładny, wielokolorowy wiatraczek! Ponieważ oś koła była ŚRODKIEM, wokół którego wszystko wirowało, więc widać było wyraźnie, że na chusteczki działa jakaś siła odpychająca je od środka, czyli właśnie SIŁA ODŚRODKOWA. Gdy koło wirowało coraz szybciej i szybciej, z chusteczek zaczęły odrywać się kropelki wody, rozlatując się z impetem na wszystkie strony. Kilka takich kropelek spadło na łepek Ralfa, który otrząsał się z nich łopocząc długimi uszami jak podczas prawdziwego deszczu! Ależ to była fajna zabawa!

Dobrze jednak, że tę zabawę zaplanowała Asia w łazience, gdzie wszystkie ściany aż do sufitu pokryte były kafelkami i rozpryskująca się woda nie zrobiła żadnej szkody. W normalnym pokoju byłoby to nie do pomyślenia!

Po chwili Asia przestała kręcić pedałami i rozpędzone koło roweru najpierw zwolniło obroty, a potem zatrzymało się. Asia zdjęła przyczepione do szprych chusteczki i pokazała je Ralfowi. Były prawie całkiem suche! Widać było, że siła odśrodkowa w czasie wirowania usunęła z nich wodę!

— A teraz będzie najciekawsze! — zapowiedziała Asia.

Ponownie zamoczyła te ładnie odwirowane chusteczki i ponownie je przyczepiła do rowerowego koła, ale tym razem wszystkie w jednym miejscu, a nie — jak poprzednio — równomiernie na całym obwodzie. Namoczone chusteczki były na tyle ciężkie, że pod wpływem umieszczenia ich wszystkich w jednym miejscu — koło obróciło się samo i tak się ustawiło, że część, gdzie znajdowały się przyczepione chusteczki znalazła się na samym dole. Ralf przyglądał się temu wszystkiemu z rosnącym zaciekawieniem.

Gdy Asia zaczęła znowu kręcić pedałami stało się coś dziwnego. Spokojnie poprzedni wirujące koło zachowywało się teraz jak narowisty osioł! Siła odśrodkowa pochodząca od nierównomiernie rozłożonego ciężaru szarpała nim w różne strony, aż cały rower zaczął trząść się i podskakiwać!
Poprzednio tego nie było, bo siły działające na poszczególne chusteczki równoważyły się. Gdy chusteczki rozmieszczone były równomiernie, to jak jedna ciągnęła w prawo — to druga w tym czasie w lewo. Jedna w górę — a druga w dół. Koło wirowało, a mimo to była równowaga.

A teraz, gdy wszystkie chusteczki były w tym samym miejscu równowagi nie było! W efekcie siła odśrodkowa tak mocno szarpała rowerem, że Asia musiała przestać kręcić, bo by się rower przewrócił!

— Wiesz już Ralfie, dlaczego pralka czasem skacze jak się prana bielizna nierównomiernie ułoży w bębnie? — zapytała Asia.

Ralf już wiedział.

A czy Wy także już wiecie?

 

Prof. Ryszard Tadeusiewicz