Czemu pociągi jeżdżą po żelaznych torach?

  AUDIOBOOK
Teksty prof. Ryszarda Tadeusiewicza o przygodach Ralfa i Asi czytają uczniowie I LO im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie.

 

Ralf bardzo lubi wszelkie wyjazdy. Gdy Asia wyciąga swoją torbę podróżną i zaczyna pakować różne rzeczy, to jamnik „dostaje małpiego rozumu”: Biega, poszczekuje, wyciąga wkładane do torby rzeczy, próbuje wkładać tam swoje zabawki (albo co gorsza wyciągnięte z miski kawałki jedzenia), a raz sam siebie „spakował” — wlazł cichaczem do stojącej na podłodze torby i udawał, że go wcale nie ma. Ale zdradził go wystający z torby ogonek, więc został wyrzucony i skrzyczany. Ale na Ralfa niepodobna się gniewać, taki jest zabawny w tym swoim zaaferowaniu wyjazdem i w tym psim niepokoju, czy aby na pewno Asia nie zapomni go zabrać z sobą?!

Ale Asia zawsze pamięta o swoim pupilku, zakłada mu obrożę ze znaczkiem i numerem telefonu (na wypadek gdyby się zgubił), przypina mocną smycz i wszyscy wychodzą z mieszkania: pierwszy oczywiście Ralf, który tak pędzi na swoich krótkich łapkach i tak ciągnie smycz, że Tata żartem zapowiada, że następny wyjazd rodzinny będzie psim zaprzęgiem z Ralfem ciągnącym sanie.

Nie przejmując się tymi pogróżkami, Ralf pognał z przyzwyczajenia w kierunku zaparkowanego samochodu, ale Asia zdecydowanie powstrzymała te jego zapędy.

— Dzisiaj jedziemy pociągiem, więc wsiadaj do taksówki!

W taksówce Ralf nie czuł się za dobrze, bo zamiast wylegiwać się na tylnym siedzeniu, co zwykle robił w samochodzie, musiał siedzieć na podłodze i uważać, żeby go ktoś nie nadepnął. Na szczęście podróż była krótka i cała rodzina wkrótce wysiadła z nieprzyjaznej dla pieska taksówki, zabierając bagaże. Ralf był skłonny dołączyć się do tego transportowania, niosąc w pyszczku swoją smycz, co często robił podczas spacerów w parku, ale Asia zdecydowanie mu ją zabrała, mówiąc:

— Tu jest duży ruch, mnóstwo ludzi, więc musisz być zdyscyplinowanym pieskiem!

Ralf smutno opuścił ogon. Znał słowo „zdyscyplinowany” i wiedział, że oznacza ono zakaz robienia tego wszystkiego, co czyni życie psa radosnym i beztroskim. Potulnie jednak szedł tuż przy nodze Asi, zwłaszcza, że ludzi naprawdę kręciło się bardzo dużo, a niektórzy z nich nie szli, tylko pędzili na oślep, tak że mogliby stratować nie tylko małego jamnika, ale nawet bardzo dużego słonia!

Na szczęście wędrówka zatłoczonym, podziemnym tunelem wkrótce się skończyła i cała rodzina wyszła na rozległy i ładnie oświetlony peron.

Ralf rozglądał się bystro, bo wszystko tu było dla niego nowe i ciekawe. Szczególnie zainteresowały go tory kolejowe — biegnące po obu stronach peronu podwójne stalowe szyny z mnóstwem betonowych podkładów. Bardzo mu się nie podobały! Przyglądał się więc im, przekrzywiając łepek to w jedną, to w drugą stronę, aż wreszcie zaintrygowało to także Asię. Ponieważ do przyjazdu ich pociągu było jeszcze trochę czasu — postanowiła trochę dokształcić swojego jamniczka.

— Wiesz Ralfie, do czego służą te tory?

Ralf nie wiedział, ale udawał, że go to wcale nie obchodzi. Nagle do jego kłapciatych uszu dobiegł jakiś dziwny odgłos. Było to metaliczne stukanie połączone ze zgrzytaniem i szumem. Ralf nigdy wcześniej niczego podobnego nie słyszał! W dodatku ten odgłos najwyraźniej się zbliżał, a pod ciężarem tego zbliżającego się potwora aż dygotała ziemia!

Jamnik z wrażenie zamknął oczy i aż się cały skulił ze strachu...

Ale Asia pogłaskała jego aksamitny łepek i piesek zaraz nabrał odwagi. Otworzył najpierw jedno oko, potem drugie — i zobaczył jadący po torze pociąg. Było to mnóstwo różnokolorowych wagonów które ciągnęła wielka, głośno szumiąca maszyna. Ralf na wszelki wypadek ją obszczekał, żeby pokazać, że już się wcale nie boi.

— To jest lokomotywa, Ralfie!

Piesek popatrzył niedowierzająco. Pamiętał wierszyk, który Asia mu czytała, gdy miał skaleczoną łapkę i musiał leżeć w domu, zamiast uganiać się między blokami ze swoim kolegą Kraskiem.

— Stoi na stacji lokomotywa...

Teraz też pociąg się zatrzymał, więc ta część, która mówi, że „stoi na stacji...” się zgadzała.

Ale reszta zdecydowanie nie! W wierszyku była mowa, że „żar z rozgrzanego jej brzucha bucha”. Dalej pisało, że w lokomotywie poruszają się jakieś tłoki i że pod kotłem pali się węgiel. Na obrazku w książce lokomotywa miała także komin i był dym lecący z komina, i kłęby pary...

A tu — nic podobnego! Żadnej pary, żadnego węgla, żadnego żaru... Po prostu duże metalowe pudło na kołach. Owszem, trochę szumiące, nawet może troszkę rozgrzane — ale to wszystko. Lokomotywę z wierszyka przypominało o tyle, że pachniało oliwą.

Zdezorientowany piesek popatrzył bezradnie na Asię.

— To ma być lokomotywa?!

Asia roześmiała się widząc zakłopotaną mordkę jamnika.

— Oj Ralfie, Ralfie, ty śliczny głuptasie! W wierszyku była mowa dawnej lokomotywie, napędzanej parą i opalanej węglem. Obecne lokomotywy są elektryczne, więc nie ma w nich ognia ani kotła, ani komina. Są tylko elektryczne silniki napędzające koła. Takie same jak w pralce, tylko o wiele mocniejsze. Wiesz przecież, jak elektryczny silnik kręci bębnem z bielizną podczas prania?

— Hau! — potwierdził Ralf.

Bardzo lubił zakradać się do łazienki i obserwować przez szklane drzwiczki pralki, jak piorą się w niej różne rzeczy. Bęben z bielizną kręcił się wtedy raz w jedną stronę, potem w drugą, czasem na chwilę nieruchomiał, a czasem wirował bardzo, bardzo szybko — aż piesek bywał trochę przestraszony. Ale uwielbiał nawet ten przestrach, tak jak Asia lubiła oglądanie filmów o duchach i wampirach.

Przypomnienie wirowania bębna pralki nastąpiło we właściwym momencie, bo właśnie koła lokomotywy zaczęły się ponownie obracać, najpierw powoli, potem coraz szybciej — i pociąg odjechał. Pozostał pusty tor i coraz większa nuda.

Asia postanowiła nie dopuścić do tego, żeby jej jamnik się nudził. Wróciła więc do przerwanego wywodu.

— Wiesz już Ralfie, do czego służą te tory?

Piesek był już o wiele mądrzejszy, więc radośnie popatrzył na Asię. Pewnie, że wie! Tory służą do tego, żeby jeździł po nich pociąg!

Ale Asia nie zamierzała na tym poprzestać.

— A wiesz Ralfie, dlaczego pociąg jeździ po torach, a nie zwyczajnie po ziemi albo po ulicy?

Zuchowato podniesione w górę uszka psa znowu smutno opadły na dół. Nie wiedział...

Ale Asia zadała pytanie tylko po to, żeby samodzielnie na nie odpowiedzieć.

— Ludzie budują tory i układają całe kilometry szyn, żeby pociągi mogły przewozić ludzi i towary bardzo tanio!

Ralf nie bardzo rozumiał. Wiedział, że bywają rzeczy tanie i drogie. Te tanie można łatwo dostać. Na przykład sztuczną kość, którą wyprosił w sklepie z zabawkami dla psów, którą Mama Asi chętnie mu kupiła, bo stwierdziła, że ta kość była bardzo tania. Ale jak mu się spodobało w tym samym sklepie śliczne psie łóżeczko, to chociaż ostentacyjnie przymierzał się do tego nowego legowiska, układał się na nim na brzuszku i łapkami do góry — Mama mu go jednak nie kupiła, a na pytanie Asi, czy nie można by było sprawić Ralfowi tego nowego mebelka, odpowiedziała:

— Ależ on jest bardzo drogi!

No więc Ralf rozumiał, że lepiej jest wozić ludzi i towary tanio. Ale dlaczego do tego potrzebne są te stalowe tory — tego nadal nie wiedział.

Asia postanowiła mu to wytłumaczyć dokładnie.

— Wiesz Ralfie, że pociągi są bardzo ciężkie, prawda?

Ralf pokiwał ogonkiem. Pamiętał bardzo dokładnie, jak ziemia dygotała, gdy ten ostatni pociąg nadjeżdżał. O tak, z pewnością on był bardzo ciężki!

— Dzięki temu, że koła pociągu toczą się po twardych szynach, a nie po miękkiej ziemi, do napędu pociągu można zużywać znacznie mniej energii!

Jamnik nie rozumiał. Wiedział, co to jest zużywanie energii, bo jak szalał z Kraskiem na trawniku, to potem był tak zmęczony i osłabiony, że wejście po schodach na drugie piętro wydawało się absolutnie niemożliwe. Patrzył prosząco, żeby go wziąć na ręce, a po powrocie do mieszkania od razu szedł na swoje legowisko i dosłownie padał z nóg, więc Mama wtedy mówiła:

— O, ile energii Ralf dzisiaj zużył! Widać, że dużo biegał i skakał!

Natomiast jak żadnego czworonożnego kolegi nie udało się na spacerze spotkać, to Ralf dosłownie wbiegał do domu po schodach, wpadał do mieszkania i biegał z kąta w kąt, a Mama śmiała się, że nadmiar energii go roznosi. Dlatego wiedział, o czym jest mowa, gdy Asia objaśniała dalej:

— Za energię zużywaną do napędu pociągu kolej musi zapłacić.

— Komu? — chciał zapytać jamnik, ale Asia już tłumaczyła dalej:

— Energię do napędu nowoczesnych lokomotyw dostarcza elektrownia. Przychodzi ona tymi drutami u góry, widzisz je Ralfie?

Piesek popatrzył do góry i zauważył to, na co wcześniej nie zwracał uwagi: nad torami wisiały druty przytwierdzone do dużych stalowych słupów, a białe izolatory, które oddzielały te druty od słupów wyraźnie sugerowały, że jest to jakaś instalacja elektryczna.

— Za tą energię kolej musi elektrowni zapłacić, przy czym płacić trzeba tym więcej, im więcej energii zostanie zużyte.

Ralf musiał przyznać, że to jest słuszna zasada. Energia jest dla pociągu tym samym, czym jedzenie dla pieska. Gdy Asia idzie do sklepu z Majką, właścicielką Kraska, to Asia płaci mało, bo Ralf (chociaż łakomczuch) je stosunkowo mało, a Majka płaci dużo, bo Krasek je bardzo dużo, a gdyby mógł — to by jadł jeszcze więcej.

Ale co to ma wspólnego z torami?

Asia postanowiła, że Ralf powinien sam się przekonać, jak to jest. Wyszukała więc okrągły kamień i położyła go na gładkiej i twardej nawierzchni peronu.

— Spróbuj Ralfie przetoczyć ten kamień!

Ralf ochoczo spróbował, bo zawsze wolał coś robić, a nie tylko słuchać wykładu.

Mimo, że kamień był spory, a łapki jamnika są krótkie i niezbyt mocne — Ralf bez trudu toczył go z miejsca na miejsce. Tak mu się ta zabawa spodobała, że o mało nie zrzucił kamienia z peronu na tory. Na szczęście Asia w samą porę schwytała toczący się kamień i nie zwracając uwagi na podskakującego pieska, który domagał się oddania mu tej zabawki — podeszła z kamieniem i z szalejącym na smyczy jamnikiem do wprawionej w płyty peronu grządki z ziemią. Na wiosnę i latem na tej grządce rosną kwiaty sadzone przez kolejarzy dla przyozdobienia dworca. Teraz jednak była już jesień, więc zwiędłe kwiaty usunięto, a grządkę przekopano, żeby w przyszłym roku zasadzić na niej nowe ozdobne rośliny.

Na tej miękkiej, przekopanej ziemi Asia położyła kamień i zachęciła Ralfa, żeby spróbował go poturlać tak jak przed chwilą na gładkich, twardych, kamiennych płytach nawierzchni peronu. Piesek ochoczo spróbował, ale okazało się to prawie niemożliwe. Kamień nie chciał się toczyć, a każde jego przesunięcie wymagało dużego wysiłku.

— Widzisz Ralfie? Toczenie nawet bardzo ciężko wyładowanego pociągu po twardych i gładkich torach jest łatwe i nie wymaga dużej energii. Natomiast przewiezienie tego samego ładunku zwykłymi drogami, ciężarówkami lub autobusami na miękkich kołach wymaga znacznie więcej energii. No i dlatego więcej kosztuje!

Ralf popatrzył z uznaniem na stalowe tory obok peronu. Już mu się nie wydawały takie brzydkie! Zrozumiał, że dzięki ich twardej i gładkiej powierzchni pojedzie teraz tanio na wycieczkę, więc może Mamie zostanie tyle pieniędzy, żeby kupić to wspaniałe psie legowisko, o którym tak marzył?


Prof. Ryszard Tadeusiewicz