Dlaczego rower się nie przewraca?

— Czy wyście byli na wojnie?! — zawołała z przerażeniem Mama.

Jej zdenerwowanie było więcej niż uzasadnione: w drzwiach stała Asia w spodniach rozdartych na kolanie i Ralf z podkurczoną boleśnie łapką.

— Właśnie jechałam z górki i Ralf wyskoczył z boku, i wpadł mi pod koło, i ja upadałam, i podarłam spodnie, i trochę się skaleczyłam, i... — tłumaczyła się trochę przestraszona Asia.
 
Piesek też wyraźnie miał coś do powiedzenia, ale tylko cichutko i boleśnie skomlił.

— No, zobaczmy, co się komu stało. — powiedziała już całkiem spokojnie Mama.  Miała ona rzadki dar zachowywania zimnej krwi i rozsądku we wszystkich domowych katastrofach, co zawsze okazywało się zbawienne. Tak było także i tym razem. Pod wpływem szybkich i skutecznych działań Mamy podrapany siniak na kolanie Asi zniknął pod starannie przyklejonym opatrunkiem, a łapka pieska — na szczęście niezłamana — została rozmasowana i przestała boleć. Jak jeszcze Asia dostała filiżankę wspaniałej, gorącej czekolady a Ralf miseczkę pachnącej zupy — oboje poszkodowani pogodzili się z losem (i ze sobą nawzajem).

Gorzej było z rowerem, który Tata przyniósł z podwórka w stanie dalekim od świetności i pomrukując gniewnie, zaczął go naprawiać. Asia wolała mu się w tych okolicznościach nie pojawiać w polu widzenia, poszła więc do kuchni i przysiadła na podłodze obok legowiska Ralfa. Piesek wciąż jeszcze obrażony z powodu obolałej łapki odwrócił się ostentacyjnie do ściany.

— Czy wiesz Ralfiku, dlaczego rower nie przewraca się podczas jazdy? — zaczęła Asia.

— Głupie pytanie — pomyślał Ralf. — Przecież właśnie dopiero co się przewrócił!

Asia domyśliła się jego wątpliwości.

— Ja nie mówię o takich wypadkach, jak dzisiaj, tylko NORMALNIE jak się jeździ na rowerze, to on się nie przewraca, prawda? A wiesz dlaczego?

Jamnik nie wiedział, ale ciągle jeszcze był obrażony, więc tylko wcisnął się w kąt i zamknął oczy.

Asia znała go jednak dobrze i wiedziała, że jest już trochę zaciekawiony, więc udawała, że nie widzi tych jego demonstracji niechęci — i objaśniała dalej:

— A wiesz Ralfuniu, dlaczego się przewróciłam? — spytała, głaszcząc pieska po mądrym łebku.

— No pewnie! — pomyślał Ralf — to przez moją łapkę...

— Bo za wolno jechałam! — oznajmiła Asia.

Ralfuś skrzywił się z niesmakiem. Biorąc pod uwagę dzisiejszy wypadek piesek zdecydowanie nie uważał, by szybka jazda na rowerze wychodziła komukolwiek na zdrowie. Polizał nawet swoją łapkę, która już wprawdzie nie bolała, ale stale pamiętał, jak nie zdążył jej usunąć sprzed szybko nadjeżdżającego roweru i jak bardzo się wtedy przestraszył. Asia zauważyła te manewry i roześmiała się wesoło.

— Naprawdę! Rower im szybciej jedzie, tym łatwiej jest utrzymać jego równowagę. Zaraz Ci to pokażę.

Asia szybko pobiegła do przedpokoju, gdzie Tata zmagał się z zepsutym rowerem, usiłując go naprawić, i przyniosła wymontowane koło. Postawiła je na podłodze i zaczęła demonstrować jamnikowi.

— Popatrz Ralfuniu, jakie to łatwe: w takim położeniu jest koło w pionowo stojącym rowerze, a teraz mogę je łatwo położyć, tak, że będzie poziomo, jak w rowerze, który się przewrócił. A teraz to samo w drugą stronę...

Asia przewracała koło w prawo, potem w lewo, a potem znowu w prawo. Szło to zupełnie łatwo i nie wymagało żadnego wysiłku. Przeciwnie — wystarczyło, że Asia trochę popchnęła stojące pionowo koło, a zaraz się samo dalej przewracało. Piesek uważnie śledził jej ruchy, przechylając główkę najpierw w jedną, a potem w drugą stronę. Sprawa wydawała się prosta i oczywista — nieruchome koło bardzo łatwo można przewrócić. Asia pozwoliła zresztą pieskowi samemu spróbować — wystarczyło małe pchnięcie nosem i koło upadło z trzaskiem i łoskotem. Ralfuś odskoczył i zaczął szczekać.

— Co się tam znowu dzieje?! — zawołała z kuchni zaniepokojona Mama.

— Nic się złego nie dzieje, robimy doświadczenia fizyczne — odpowiedziała Asia.

Mama tylko wzruszyła ramionami z powątpiewaniem, ale wróciła do przerwanego przygotowywania obiadu, zaś Asia kontynuowała swój wykład.

— Popatrz teraz Ralf, co się stanie, jeśli koło będzie się szybko kręciło.

Wystarczyło kilka szybkich ruchów i koło rowerowe zaczęło wirować wokół ośki, którą Asia mocno trzymała w ręce. Ralfuś zaczął bardzo bystro obserwować, co się stanie, bo świetlisty, migocący dysk, jaki utworzyły szybko mknące szprychy obracającego się koła roweru, bardzo mu się podobał. W dodatku szybko obracające się koło wydawało bardzo ciekawy, furkoczący dźwięk i powodowało wiatr, który zaczął poruszać długie, jedwabiste frędzle futerka jamnika. To była dopiero zabawa!

— A teraz popatrz Ralf, co się stanie, jak takie wirujące koło zechcę przechylić — powiedziała Asia. Trzymając oburącz ośkę po dwóch stronach wirującego koła, Asia próbowała je przechylać — tak jak poprzednio.

Ralfuś aż podniósł uszy ze zdziwienia: wirujące koło nie dawało się przewrócić! Wyraźnie widać było, że przy każdej próbie przechylenia jego oś wyraźnie sprzeciwiała się wysiłkom Asi i usiłowała zachować to samo położenie, co poprzednio.

Asia zrobiła jeszcze jeden eksperyment: rozkręciła koło trzymane poziomo i podparła ośkę jednym palcem. Koło wirowało szybko i wcale nie miało tendencji do spadania! Trzymało się jak przyśrubowane, chociaż Asia podnosiła i opuszczała rękę, a nawet powoli przesuwała ją do przodu i do tyłu. Ralfuś aż pyszczek otworzył ze zdziwienia.

— Nie ma w tym żadnych czarów — powiedziała Asia. — Wszystkie szybko obracające się przedmioty mają tendencję do zachowywania stałego kierunku swojej osi. Na przykład pociski podczas strzelania z nowoczesnych karabinów lub pistoletów szybko wirują i dlatego po wystrzeleniu lecą dalej i skuteczniej trafiają w cel!

Ralfusiowi było jednak wszystko jedno, co robią wystrzeliwane pociski, bo sam okropnie nie lubił huku i był przeciwny wszelkiemu strzelaniu. Nie rozumiał tylko, dlaczego niby wytrzelony pocisk miałby się kręcić. Kto mu każe tak robić?

Asia uznała, że potrzebna jest kolejna pomoc naukowa. Wybiegła na chwilę do przedpokoju, gdzie coraz bardziej zły Tata naprawiał rower i za chwilę wróciła ze śrubą i nakrętką. Jamnik przyglądał się jej działaniom z coraz większym zainteresowaniem.

— Popatrz Ralfusiu — powiedziała Asia, wkręcając śrubę w trzymaną w ręce nakrętkę. — Żeby ta śruba posuwała się naprzód, musi się obracać.

Jamnik uważnie obejrzał najpierw śrubę, potem nakrętkę, potem nawet przyłożył łapkę do końca kręcone przez Asię śruby — i poczuł, że naprawdę śruba posuwała się naprzód, kiedy się obracała w gwintowanej nakrętce.

— Kiedy strzela się z pistoletu albo z karabinu, to wybuch prochu znajdującego się w łusce naboju popycha pocisk do przodu — wyjaśniała dalej Asia.

— Wybuch? Jaki wybuch?! — zaniepokoił się Ralf.

— To właśnie jest ten huk, towarzyszący wystrzałowi!

Jamnik aż się zatrząsł na wspomnienie. Owszem, słyszał huk towarzyszący wystrzałowi i BARDZO mu się nie podobał. Więc teraz skulił się na swoim legowisku i trochę przestraszony słuchał dalszych wywodów Asi.

— Wybuch prochu wyrzuca pocisk z lufy pistoletu albo karabinu — ale ta lufa jest w środku gwintowana, tak jak ta nakrętka.

Ralfuś powąchał pokazywaną przez Asię metalową część. Była krótka i pachnąca oliwą, a nie długa i pachnąca prochem, jak lufa strzelby — ale tak jak lufa miała otwór w środku, no i miała gwint, w którym poruszała się śruba.

— Dzięki temu gwintowi w lufie strzelby pociski otrzymują szybki ruch obrotowy w czasie przechodzenia przez taką gwintowaną lufę, więc gdy wylecą ze strzelby i zmierzają do wybranego celu — to szybko wirują. Dzięki temu nie koziołkują w powietrzu, nie zmieniają kierunku i zapewniają większą celność i większy zasięg strzału!

Ralfusia zaczął nudzić ten długi wykład, w dodatku odwołujący się do przykładu strzelania, którego psy mające bardzo wrażliwe uszy zdecydowanie nie lubią. Dlatego zaczął się kręcić niespokojnie i wyraźnie zamierzał położyć się spać.

Żeby go ponownie zainteresować Asia szybko wróciła do przerwanego wątku.

— Rozumiesz teraz Ralf, jak to jest z tym rowerem? Kiedy szybko jadę — to jego koła szybko wirują i wytwarzają siłę prostującą rower. Ta siła pomaga mi utrzymać rower w pionie ilekroć się zaczyna przechylać. W dodatku przednie koło ciągnie przy tym kierownicę w takim kierunku, by zapobiegać możliwemu upadkowi. Jeśli jednak zwolnię...

Jamnik usiłował patrzeć przez okno i udawał, że nie rozumie aluzji.

— Jeśli na przykład muszą zwolnić, bo KTOŚ wlezie mi prosto pod koła...

Ralfuś nie mógł dłużej udawać, że nie wie o czym mowa. Polizał przepraszająco rękę Asi i zaczął się przymilać. Zrozumiał, że po zatrzymaniu się roweru siła prostująca, którą dawały wirujące koła — nagle znika! A skoro nie ma siły prostującej — to rower może się łatwo przewrócić. I tak się właśnie stało, kiedy rozbawiony wpadł pod rower Asi!

— Gdzie się podziało koło i śruba?! — zawołał z przedpokoju Tata. — Potrzebuję tylko tych części i rower będzie naprawiony!

Asia pobiegła szybko, żeby zwrócić brakujące składniki roweru i za chwilę mogła już odprowadzić naprawiony pojazd do wózkowni na klatce schodowej.

A Ralfuś, który jest rozsądnym i mądrym pieskiem, zapamiętał na zawsze, że podczas jazdy na rowerze szybkość sojusznikiem równowagi rowerzysty, a każde niespodziewane zatrzymanie roweru — grozi przykrym upadkiem. Od tej pory jamnik zawsze trzymał się z daleka od dzieci bawiących się jazdą na rowerach. Wiedział, że wprawdzie miło i zabawnie jest ścigać rowerzystę pędzącego z wiatrem w zawody, ale przy takiej zabawie łatwo o wypadek, zaś im szybszy ruch, tym więcej bólu w momencie upadku! Dlatego piesek polubił także zabawy z nowym rowerem Asi, ale zawsze pilnował, żeby to były bezpieczne zabawy!


Prof. Ryszard Tadeusiewicz