Czy piec musi oddychać?

Dla Ralfa, który był małym i bardzo jeszcze głupiutkim pieskiem, wszystko w tej góralskiej chacie było nowe i nieznane. I tajemnicze, skrzypiące, drewniane schody. I pachnąca całą symfonią zapachów spiżarnia. I kuchnia z wielkim piecem. I leżące w różnych miejscach, fascynujące baranie skóry…

Asia, która jest wprawdzie małą dziewczynką, ale w odróżnieniu od swojego pieska jest bardzo mądra, też była okropnie podniecona. Nareszcie doczekała się upragnionego wyjazdu w góry. Co więcej, mieszkała — tak jak obiecała Mama — w prawdziwej góralskie chacie! Takie ferie to są dopiero prawdziwe ferie!

Dlatego wieczorem oboje — i Asia i Ralf — długo nie mogli zasnąć. Wszystko było tu przecież takie inne, niż w ich stałym mieszkaniu w bloku… Trudno było zamknąć oczy, gdy tyle ciekawych i niezwykłych rzeczy było dookoła! Pocieszali się jednak tym, że nazajutrz rano nie trzeba wcześnie wstawać do szkoły i będzie można odespać wieczorne szaleństwa.

Ranek okazał się jednak zupełnie inny, niż sobie wyobrażali. Nic nie wyszło z planów długiego wylegiwania się w łóżku. Roziskrzonej bieli śniegu za oknem towarzyszył bowiem przeraźliwy chłód w izbie.

Asia najpierw usiłowała wylegiwać się w ciepłym łóżku, ale jak poczuła, że marznie jej nosek — to zebrała się na odwagę i zdecydowanie wyskoczyła spod kołdry. Zimno natychmiast ją zaatakowało, więc dziarsko zabrała się do palenia w piecu. Ralf spoglądał z nadzieją na krzątającą się Asię, przebiegle myśląc, że jak już się rozpali w piecu, to może też coś ugotuje, a jak ugotuje, to na pewno coś też się i jemu dostanie...

Tu wyobraźnia pieska zaczęła mu podsuwać różne pomysły, co też on by najchętniej zjadł. Aż mu się od tego kudłata mordka zaczęła uśmiechać! Przymknął oczy, żeby lepiej sobie wyobrazić miskę pełną różnych pyszności…   

Nie zwracając uwagi na rozmarzonego jamnika, Asia energicznie zabrała się do palenia.

— Żeby w piecu dobrze się paliło, trzeba najpierw oczyścić palenisko! — oznajmiła. — A wiesz Ralfie dlaczego?

Piesek nie wiedział, ale ani myślał się do tego przyznawać.

— Do tego, żeby drzewo czy węgiel mogły się palić, dając miłe ciepło — potrzebne jest powietrze. Jeżeli do palącego się drewna nie będzie dostępu powietrza, to nie będzie się dobrze palić!

Jamnik zainteresował się. Wiedział, co to jest powietrze: przynosiło przecież do jego noska wszystkie interesujące zapachy! Dotychczas jednak zawsze przypuszczał, że powietrze służy wyłącznie do łopotania jego długimi uszkami, kiedy biegł z wiatrem w zawody. A tu tymczasem okazuje się, że powietrze ma coś wspólnego z paleniem?

Ralf odwrócił się więc i otworzył oczka na znak, że może się łaskawie zgodzić na kilka informacji przed śniadaniem.

— Jeśli w palenisku jest dużo popiołu, to nie dopuszcza on powietrza do palących się kawałków drewna i ogień się dusi — tłumaczyła cierpliwie Asia. — To jest tak, jak gdyby ktoś tobie zatkał nosek — to mówiąc, Asia przyłożyła dłoń do ruchliwego, czarnego nosa psa.

Ralf kichnął oburzony. Też pomysł — zatykać psu nos!

Patrzył jednak ciekawie, bo chciał się koniecznie dowiedzieć, co ma wspólnego palenie się drewna z jego oddychaniem?

Asia zrozumiała jego wątpliwości i postanowiła mu to wytłumaczyć bardziej poglądowo.

— Czy twój brzuszek jest ciepły, Ralfie?

— Nie!!! — chciał z oburzeniem krzyknąć zmarznięty piesek, ale na wszelki wypadek zaczął od tego, że sprawdził noskiem. Brzuszek jednak był ciepły!

— A wiesz, dlaczego twoje ciało jest ciepłe? — pytała dalej Asia. — Bo w nim też stale coś się spala.

— Co takiego? To w moim brzuszku jest palenisko i ogień?! — nie mógł wyjść ze zdziwienia jamnik.

Asia postanowiła mu to dokładniej wytłumaczyć.

— Jedzenie, które zjadasz, służy do tego, żeby dostarczać energii dla twojego ciała.

— No, nareszcie mówisz o czymś ciekawym! — pomyślał uradowany Ralf.

O jedzeniu mógł rozmawiać od rana do wieczora — byle się tylko nie kończyło na samych rozmowach! Ale co to jest ta energia, o której mówi Asia? — zastanowił się, wpatrując się w swoją opiekunkę brązowymi oczkami.

— Z tego bierze się siła twoich łapek i ciepło twojego brzuszka — wyjaśniła mu domyślnie Asia. — Na to jednak, żeby jedzenie zamieniło się w energię, musi zostać spalone.

Ralf z powątpiewaniem spojrzał na kamienne palenisko pieca. Wprawdzie teraz nie było w nim jeszcze ognia, ale pamiętał, że wczoraj wielkie kawałki drewna płonęły w nim, sypiąc iskrami na wszystkie strony. I on miałby mieć w brzuszku coś takiego.

Asia zrozumiała, że musi to wytłumaczyć bardziej przystępnie.

— Wiesz Ralfie, że wszystkie części ciała składają z takich maleńkich części, które się nazywają komórkami?

Ralf wiedział o tym, bo już kiedyś Asia mu to tłumaczyła. Ale miał stale wątpliwości, bo nawet jak bardzo dokładnie oglądał kawałki mięsa, które dostawał na obiad, to nie widział w nich żadnych komórek. Inna rzecz, że nigdy nie mógł ich oglądać zbyt długo, bo w tajemniczy sposób oglądane kąski najpierw same trafiały do psiego pyszczka, a potem do brzuszka…

— W każdej komórce są takie maleńkie miejsca, gdzie pożywienie powoli i bezpiecznie się spala. Nazywają się mitochondria.

Jamnik położył mordkę na podłodze i zatkał uszy łapkami. Nie mógł znieść, jak Asia mówiła takie długie i skomplikowane słowa!

— To właśnie podczas spalania jedzenia w komórkach ciała wytwarzana jest energia potrzebna do biegania i skakania. I to właśnie przy okazji tego spalania organizm się rozgrzewa — tłumaczyła dalej niezrażona Asia.

— O, taką wiedzę da się wykorzystać! — ucieszył się Ralf. Wykład Asi przypomniał mu, że może się rozgrzać właśnie bez czekania na rozpalenie w piecu — właśnie skacząc i biegając!

Puścił się więc w swój ulubiony taniec ogonowy, to znaczy zaczął się szybko obracać, usiłując złapać zębami koniec swojego puszystego ogona. Nie jest to łatwe, kiedy się jest jamnikiem i ma się bardzo daleko od pyszczka do ogona!

Tak się zmęczył tym bieganiem i skakaniem, że aż się zadyszał.

— No widzisz! — powiedziała triumfalnie Asia do pieska. — Kiedy zacząłeś biegać, twój organizm zaczął spalać większe ilości jedzenia i od tego spalania zrobiło ci się gorąco. No, powiedz, sam czujesz wyniki tego spalania, prawda?

— Hau! — potwierdził jamnik.

— A dlaczego tak sapiesz, Ralfie?

— Głupie pytanie! Biegałem, więc się zadyszałem! — rozzłościł się piesek.

— No widzisz! Twój organizm potrzebował więcej powietrza, żeby spalić to dodatkowe jedzenie. — Szybko oddychając, dostarczyłeś mu tego dodatkowego powietrza i dlatego spalanie jedzenia bardzo dobrze się udało. Gdybyś tego nie robił, to mógłbyś tylko przez bardzo krótką chwilę biegać, a potem musiałbyś przerwać wysiłek z powodu braku energii.

To się wyraźnie zgadzało z codziennym doświadczeniem Ralfa. Pamiętał on doskonale, że musiał bardzo szybko i głęboko oddychać, ile razy biegał czy — jak to jamnik — kopał głębokie doły na łące. Teraz już wiedział dlaczego: trzeba było dostarczyć powietrza w celu spalenia zjedzonego pożywienia. A to spalanie pożywienia było potrzebne po to, żeby mogła powstać energia. Wszystko jasne!

— Gdyby zatkać ci nosek — nie mógłbyś ani biegać, ani kopać, bo spalanie w twoim organizmie byłoby utrudnione z powodu braku powietrza! — dopowiedziała tryumfalnie Asia.

Ralf wiedział, że to są tylko takie teoretyczne rozważania i że naprawdę żadnego zatykania noska nie będzie, ale na wszelki wypadek odsunął się trochę dalej.

Asia powróciła do wątku związanego z piecem, koło którego cały czas się uwijała.

— Gdybym nie usunęła popiołu, to drewienka w piecu nie mogłyby się dobrze palić, bo też by im brakowało powietrza. Ogień dusiłby się, tak jak ty byś się dusił z zatkanym noskiem — rozumiesz Ralfie?

— Hau! — potwierdził radośnie jamnik.

Asia nadal krzątała się przy piecu. Piesek ciekawe przyglądał się, jak wygarniała popiół z paleniska. Wiedział już, jakie to ważne, żeby ogień się nie dusił, więc pilnie uważał, żeby Asia dokładnie wykonała swoją pracę. Usiłował nawet pomagać, wtykając kudłatą mordkę do paleniska i wyciągając zimne już węgielki, ale szybko mu się to znudziło.

Asia skończyła czyszczenie paleniska i zaczęła w nim układać drewienka. Wybierała same drobne, cienkie patyczki, które jeszcze wczoraj przyniosła z drewutni. Widząc ciekawe spojrzenia swojego jamniczka uznała, że musi także to skomentować.

— Żeby coś się paliło — trzeba to podgrzać do odpowiednio wysokiej temperatury. Jeśli temperatura będzie za niska, to się palić nie będzie.

Jamnik kiwał ogonem, że rozumie. Widział wiele razy, jak Asia coś zapalała, na przykład świeczkę. Rzeczywiście, trzeba było do knota przyłożyć zapałkę i chwilę zaczekać. Pewnie w tym czasie knot świecy się nagrzewał od płomienia zapałki do tej wysokiej temperatury! Jeśli nie udało się go wystarczająco zagrzać — to mimo przykładania zapałki świeczka się nie zapalała i trzeba było użyć następnej zapałki. Asia zawsze się wtedy złościła, bo Tata mówił, że harcerz powinien jedną zapałką podpalić nawet największe ognisko — a tu czasem do byle świeczki trzeba było użyć trzech lub czterech zapałek!

— Ale jaki to ma związek z tym, że do rozpalenia ognia potrzebne są cienkie patyczki? Ralf ciągle nie rozumiał.

Asia domyśliła się, co jamnika nurtuje, więc tłumaczyła dalej:

— Cienki patyczek łatwiej jest nagrzać. Wystarczy niewielka ilość ciepła, na przykład od płomyka zapałki, żeby uzyskać w nim temperaturę wystarczającą do tego, żeby się sam zaczął palić. A gruby kawałek drewna potrzebuje wchłonąć dużo ciepła, żeby się rozgrzać do takiej temperatury, w której może się już sam palić!

Ralf trochę niepewnie pokiwał ogonem. Trochę trudne były dla niego te wszystkie nowe wiadomości.

Asia odłożyła na chwilę drewienka, które układała w piecu, i postanowiła wyjaśnić to przystępniej.

— Pamiętasz Ralfie zjadanie chleba z sosem?

— No pewnie! — wykrzyknęły podniesione nagle do góry uszy pieska. Bardzo dobrze pamiętał, że kiedyś dostał smakowity kawałek pieczeni z sosem. Mięso pochłonął w mgnieniu oka, ale z sosem nie umiał sobie poradzić. Nawet umoczył w miseczce koniuszki swoich długich uszu, ale sosu nie udawało się dobrze przenieść z miseczki do brzuszka.

Asia wtedy przyniosła mu kawałek chleba i zamoczyła w sosie. Ale pyszny był taki nasączony sosem chleb! Jak Asia moczyła w sosie małe kawałki chleba, to szybko nasiąkały sosem. W efekcie nielubiany przez pieska chleb stawał się pysznym kąskiem wspaniałej maczanki.

Pieskowi zaświeciły się oczka. Taki przykład odwołujący się do jedzenia zawsze był go w stanie zainteresować!

— A pamiętasz, jak próbowałeś namoczyć w sosie duży kawałek chleba? — przypominała Asia.

Ralf posmutniał.

Przypominał sobie bardzo dobrze, że rozochocony smakiem tych małych, moczonych w sosie kawałeczków chleba, porwał z talerza całą kromkę i wsadził do miseczki. Niestety mała ilość sosu nie zamieniła niedobrego chleba w pyszną maczankę…

— No widzisz — kończyła Asia — Mała ilość ciepła z zapałki może tak nagrzać mały patyczek, że zacznie się on palić. Ale dla dużego kawałka drewna ta ilość ciepła będzie niewystarczająca!

Jamnik nareszcie wszystko rozumiał i z zaciekawieniem kibicował Asi przy rozpalaniu ognia. Rzeczywiście, od zapałki zapaliły się najpierw małe patyczki, od małych patyczków — gdy się już dobrze rozpaliły i wytwarzały o wiele więcej ciepła niż zapałka — udało się zapalić grubsze kawałki drewna. Za chwilę ogień już wesoło płonął w piecu dając rozkoszne ciepło.

Uradowany Ralf z przyjemnością położył się na kamiennych płytach, które w pobliżu pieca zastępowały drewnianą podłogę. Trochę mu się nie podobało, że przytulne, ciepłe deski ustępowały tu miejsca szorstkim i zimnym kamieniom, ale Asia mu wytłumaczyła, że to dla ochrony przed pożarem.

— Jak z pieca wyskoczy iskra, to może podpalić drewnianą podłogę, a od tego może spłonąć cały drewniany dom! Ale jeśli taka iskierka upadnie na te kamienie, to zgaśnie i nic złego się nie stanie.

Piesek nie do końca mógł sobie wyobrazić, jak taka mała iskierka może zapalić cały wielki dom, ale i tak był bardzo zadowolony. Wiele rzeczy dzisiaj zrozumiał i wielu się nauczył. Uważał też, że opłacało mu się wstać wcześnie zimnym rankiem, chociaż na ciepłą miseczkę ze śniadaniem musiał jeszcze dość długo poczekać...



Prof. Ryszard Tadeusiewicz