Nie ma dymu bez ognia, ale czy może być ciepło bez dymu?

Ralf z Asią od tygodnia przebywali z daleka od swego krakowskiego domu na wspaniałych zimowych wakacjach. Piesek przyzwyczaił się już do spacerów po głębokim śniegu, do pięknych widoków gór i przepaści, do mieszkania w drewnianej góralskiej chacie. Nie mógł się tylko przyzwyczaić do tego, że w chacie nocami bywało zimno, a każdy dzień trzeba było rozpoczynać od rozpalania w piecu. Najpierw Asia wyjmowała z pieca popiół. Chociaż robiła to ostrożnie i z uwagą – trudno było uniknąć rozsypania lekkiego, ale bardzo brudzącego pyłu.

 

Dzięki kaloryferom w nowoczesnych mieszkaniach o wiele łatwiej zachować czystość! – wzdychała smutno Asia, zamiatając popiół rozsypany koło paleniska. Trudno zaprzeczyć, że była to prawda. Wyjmowany z pieca popiół unosił się w powietrzu i łaskotał delikatny nos jamnika. Ralf kręcił się niespokojnie, wycierał nosek i oczka łapkami, ale wreszcie nie wytrzymał i kichnął, jak z armaty!

 

No, to teraz już wiesz, co mam na myśli mówiąc, że łatwiej utrzymać czystość, gdy nie ma pieca! – powiedziała śmiejąc się Asia.

 

Ralf zaczął się zastanawiać – jak to się dzieje, że w piecu wytwarzający ciepło ogień pozostawia brudzący popiół i wytwarza dym, który unosi się nad chatą i który można z daleka wywęszyć, ale który czasem szczypie w oczy i brudzi śnieg na pochyłym dachu chaty – a w domu w Krakowie jest ciepło bez popiołu i bez dymu?

 

Widzisz piesku, ogień, który ogrzewa nasze mieszkanie w Krakowie, płonie daleko od naszego domu, w specjalnej fabryce ciepła – powiedziała Asia. – Ta fabryka ciepła nazywa się elektrociepłownią i widać ją z każdego miejsca w Krakowie, bo ma ona wielkie kominy, wiesz?

 

Ralf wiedział.

 

Ponieważ kominy elektrociepłowni są bardzo wysokie – dym z tego ognia, który nas ogrzewa, nie dokucza mieszkańcom Krakowa, bo jest wyrzucany wysoko, wysoko i szybko rozpływa się w powietrzu – mówiła dalej Asia.

 

Jamnik dobrze rozumiał, co Asia miała na myśli. On miał także okazję zobaczyć te kominy i inne tajemnicze urządzenia elektrociepłowni całkiem z bliska, ponieważ Mama miała jakąś sprawę do załatwienia w Łęgu i zabrała Asię i pieska na wycieczkę. Dopiero wtedy Ralf pojął, jak niesłychanie wysokie są kominy elektrociepłowni! Aż się trochę ich bał – stały takie ogromne, jak gdyby sięgały do samego nieba! Tylko czy dym z tych kominów nie dokucza na przykład wysoko latającym ptakom?

 

Nie martw się o ten dym, Ralfie! – pocieszała go Asia. – Dzięki specjalnym paleniskom w elektrociepłowni można wytworzyć bardzo dużo potrzebnego ciepła i bardzo mało szkodliwego dymu. Gdyby tę samą ilość ciepła miały wytworzyć zwykłe piece – dymu byłoby o wiele więcej i w dodatku snułby się nisko nad ziemią, dokuczając ludziom, psom, a także budynkom, bo dym zmieszany z wilgotnym powietrzem potrafi okropnie niszczyć stare mury!

 

Ralf pokiwał niepewnie ogonkiem. Mniej dymu – to dobrze, ale to nie znaczy wcale, że tego dymu nie będzie zupełnie! A skoro dym będzie – i to z takich ogromnych kominów – to też może zagrozić starym murom Krakowa, nie mówiąc już o młodych jamnikach!

Asia dostrzegła zaniepokojenie pieska i uznała, ze musi to wyjaśnić dokładniej.

 

Widzisz Ralfie, w dymie są różne składniki, powstające podczas spalania. Jedne z nich są bardziej szkodliwe, a inne mniej. Można jednak starać się tak palić, żeby szkodliwych substancji było jak najmniej.

Piesek popatrzył ciekawie na swoją panią. To miało sens: spalać tak, żeby nie było brzydko pachnącego dymu i uciążliwego popiołu! Tylko jak to zrobić?

 

Asia potrafiła mu to wytłumaczyć:

Wszystko zależy od temperatury. Pamiętasz Ralfie, jak ci opowiadałam o temperaturze?

 

Hau! – potwierdził piesek i usadowił się wygodniej. Wiedział, że jeśli Asia zaczyna od temperatury, to będzie opowiadała długo i ciekawie.

 

Jeśli paliwo spala się przy niskiej temperaturze – opowiadała Asia – to powstaje dużo bardzo szkodliwych substancji i dym jest bardzo dokuczliwy dla ludzi i dla budynków. 

 

Wyjaśniając pieskowi tajniki spalania, Asia nie przestawała pracować nad rozpaleniem porannego ognia w piecu. Ponieważ palenisko było całkiem puste, bo cały popiół i niespalone kawałki drewna zostały wygarnięte, Asia zaczęła teraz rozpalać ogień. To był moment, na który oboje zawsze czekali ze szczególnym zainteresowaniem. Po wrzuceniu do pieca zmiętej gazety i kilku drobnych szczapek drewna i po przyłożeniu zapałki w piecu zapłonął mały ogienek. Jednak wyziębione przez noc i nie całkiem suche drewno nie chciało się dobrze palić, płomyk więc co chwilę przygasał, za to z paleniska podnosiły się całe kłęby dymu.

 

No właśnie – powiedziała krztusząc się Asia. – Nasze palenisko ma jeszcze bardzo niską temperaturę i dlatego spalanie jest mało wydajne – produkuje mało ciepła i bardzo dużo dymu!

 

Jasny płomyk przeskakiwał z drewienka na drewienko, lizał większe szczapki, ogień powiększał się i wzmacniał – a zarazem dym stawał się coraz jaśniejszy i było go coraz mniej. Ogień zaczął wesoło trzaskać, a w kominie zaszumiało.

 

Jeśli temperatura spalania jest wyższato spalanie jest dokładniejsze i powstaje przy tym mniej szkodliwych substancji – mówiła dalej Asia. – W bardzo wysokiej temperaturze większość palnych rzeczy zamienia się wręcz na parę wodną i na dwutlenek węgla, czyli składniki zupełnie nieszkodliwe!

 

Ralf zamyślił się. Para wodna na pewno szkodliwa nie jest – jak będzie jej w powietrzu dużo, to najwyżej skropli się i spadnie deszcz. W końcu deszcz jest potrzebny i pożyteczny, chociaż moczy psie futerko – dlatego parą wodną można się rzeczywiście nie przejmować. Jamnik nie był jednak pewny, co to jest ten dwutlenek węgla – skoro ta substancja nazywa się tak tajemniczo, to może być nawet jakąś potężną trucizną!

 

Asia jednak natychmiast go uspokoiła: – Dwutlenek węgla nie jest szkodliwy. To on właśnie robi bąbelki w wodzie mineralnej albo w pepsi coli, a poza tym ty sam wypuszczasz dużo dwutlenku węgla z każdym wydechem — bo produkują go także wszystkie żywe istoty!

 

Ralf zawstydził się. Jak to – żeby porządny pies wytwarzał jakiś tam dwutlenek węgla? To oburzające! Pies może wytwarzać pchły, albo przynajmniej przynosić je do domu ze spotkań z kudłatymi kolegami – ale żeby dwutlenek?!

 

Dwutlenek węgla naprawdę nie jest szkodliwy, oczywiście jeśli nie ma go w powietrzu zbyt dużo – pocieszała go Asia.

 

Ralf postawił czujnie uszka do góry. Zaraz, zaraz – pomyślał. Jeśli każdy spalany patyczek wytwarza dwutlenek węgla, jeżeli każdy człowiek i każdy pies go wydycha – to na pewno tego dwutlenku w powietrzu przybywa. Skoro Asia mówi, że małe ilości nie są szkodliwe – to na pewno tak jest. Ale jeśli tego dwutlenku będzie ciągle przybywać, to będzie go coraz więcej. Wtedy może się okazać, że jednak jest szkodliwy – bo jest go dużo! 

 

Asia była jednak pewna swojej racji: – Dwutlenku węgla nie przybywa, chociaż stale go wydychamy, ponieważ wszystkie rośliny pochłaniają dwutlenek węgla i od tego rosną. Dwutlenkiem węgla można się więc naprawdę nie przejmować – no, chyba ze zaczniemy niszczyć rośliny, na przykład wycinając całe lasy. Ale aż tacy głupi ludzie chyba nigdy nie będą. Natomiast bliski kuzyn dwutlenku węgla – tlenek węgla jest strasznie niebezpieczny. Truje niezwykle skutecznie wszystko co żyje, a ponieważ nie ma żadnego zapachu – robi to podstępnie i dlatego jest bardzo groźny.

 

Ralf zaczął się niespokojnie rozglądać. Czy nie ma tu gdzieś tlenku węgla? Pociągnął noskiem, ale zaraz sobie przypomniał, ze Asia mówiła o braku zapachu i jeszcze bardziej się zaniepokoił. 

 

Asia pogłaskała go po kudłatej główce.

 

Nie bój się Ralfie! – powiedziała. – Ogień ślicznie się już pali, temperatura w palenisku jest wysoka, wiec się tlenek węgla nie pojawi. Co innego, gdyby ogień zaczął przygasać, dusić się, wydzielać ciemny dym i podstępny czad – wtedy można by się zatruć. Teraz, przy takim pięknym ogniu już na pewno nie!

 

Ralf przysunął się bardzo blisko, bo chciał jak najszybciej ogrzać swój zmarznięty nos.

 

Poczekaj, nie tak od razu! Piec musi się nagrzać – śmiała się z niego Asia. – Widzisz, to także jest cecha odróżniająca piec od kaloryfera. W kaloryferze wystarczy dokręcić zawór i już po chwili kaloryfer jest gorący, a wkrótce potem robi się ciepło w całym pokoju – opowiadała dalej Asia, starannie dokładając do pieca coraz większe szczapki drzewa.

 

Ralf wiedział dokładnie, o czym mowa. Nieraz bywało tak, że wracali do chłodnego domu w Krakowie po wczasach lub po dłuższej wycieczce, podczas której pozostawione puste mieszkanie miało zakręcone kaloryfery, żeby nie marnować cennego ciepła, gdy nie jest ono nikomu potrzebne. Wystarczyło wtedy odkręcić kaloryfery – by po kilku minutach cały dom wypełnił się miłym ciepłem. Natomiast w chacie opalanej piecem trzeba było czekać blisko pół godziny, zanim efekty rozpalonego ognia dawały się odczuć w postaci ciepła rozchodzącego się po całej izbie. Piesek zapatrzył się na tańczące w palenisku płomienie i pomyślał, jak ogromny musi być ogień w elektrociepłowni, skoro wystarcza go na ogrzanie całego miasta!

 

Asia też milczała, patrząc w ogień. Myślała o tym, że powinna jeszcze opowiedzieć jamnikowi o specjalnych elektrofiltrach, które dodatkowo oczyszczają dym w elektrociepłowni, tak, że jest on jeszcze mniej szkodliwy dla środowiska. Myślała o katalizatorach montowanych w samochodach, które także właśnie dzięki bardzo wysokiej temperaturze spalania usuwają zanieczyszczenia ze spalin produkowanych przez silniki nowoczesnych pojazdów. Czuła jednak ogarniające ją coraz większe rozleniwienie – ciepło ognia i tańczące płomienie nie nastrajały do myślenia o rzeczach poważnych, tylko do słodkich marzeń… Siedzieli więc w milczeniu, a ogień szumiał w kominie i odpędzał siwy mróz coraz dalej i dalej…

 

Prof. Ryszard Tadeusiewicz