19. Jak Jeżyk urządził Wigilię

Zima nadal panowała w lesie. Po niewielkiej odwilży znowu nastał mróz i śnieg sypał przez parę dni. Wreszcie przestało padać, ukazało się nawet blade słońce, ale nie dawało ono żadnego ciepła. Wielkie śnieżne czapy okrywały gałęzie świerków i jodeł. Promienie słońca odbijały się w płatkach śniegu i tysiące iskierek błyszczało wszędzie dookoła. Nigdy jeszcze las nie wydawał się Jeżykowi tak piękny i dostojny jak teraz w śnieżnej szacie. Wyszedł on właśnie w południe ze swej nory i patrzył zachwycony zimową urodą drzew.

A jednocześnie Jeżyk czuł się jakoś dziwnie. Coś mu mówiło, że to bardzo ważny, ten dzisiejszy najkrótszy dzień w roku i najdłuższa noc. Mama Borsukowa mówiła o Świętach w szkole. Mówiła też o tym, o czym Jeżyk pamiętał, że właśnie w taką noc przed wieloma, wieloma laty narodził się Ktoś, kto miał sprawić, że świat stanie się lepszy i wszystkie zwierzątka, a nawet ludzie będą dla siebie dobrzy. Jeżyk głowił się mocno, czy rzeczywiście tak się stało, przecież są i wilki i inne zwierzęta, z którymi lepiej się nie spotykać. Ale z drugiej strony – pomyślał – ile mnie w lesie spotkało dobrego, ilu spotkałem przyjaciół i ile razy mi wszyscy pomagali!

Trudna sprawa – zadumał się Jeżyk – pójdę do Taty Myszy, on widział wiele miejsc, zachodził nawet czasami do ludzi, pewnie będzie wiedział coś więcej.

Ale Tata Mysz, zapytany przez Jeżyka, gdy ten zziębnięty nieco schował się do swej norki, niewiele więcej potrafił powiedzieć. Wiedział tylko, że to było Dzieciątko i że w tę noc dzieją się zawsze dziwne rzeczy, i że ludzie w ten najważniejszy dzień Świąt przygotowują wieczerzę, którą nazywają Wigilią. Ofiarowują sobie również prezenty i układają je pod choinką – taką samą, jaką wy zrobiliście dla ptaszków – powiedział.

– No to roboty! – zawołał Jeżyk – dopiero ranek, na pewno zdążymy przygotować choinkę, a Mama Mysz zajmie się Wigilią.

– Pewnie! – pisnęła uradowana mama Mysz – jak mi wszyscy pomożecie, to będzie wspaniale.

Jeżyk i Tata Mysz okutani w ciepłe, podbite puchem spencerki, wyruszyli zaraz na polankę. Nie musieli daleko szukać. Pod starym świerkiem, gdzie śniegu było znacznie mniej, znaleźli piękne małe drzewko, oczywiście był to też młody świerczek.

– Szkoda go wycinać – powiedział Jeżyk, gdy Tata Mysz już zaczynał przymierzać się ząbkami do cienkiego pnia.

– No to wykopiemy i weźmiemy z ziemią – odparł Tata Mysz.

Wprawdzie ziemia była zamarznięta, ale z wielkim wysiłkiem udało się im wreszcie wykopać drzewko z dużą grudą ziemi.

– A później – powiedział Tata Mysz – przyniesiemy je z powrotem i zasadzimy w to samo miejsce.

I wtedy Jeżykowi wydało się, że w powietrzu popłynęło szeleszczące igłami słowo – Dziękuję! Jeżyk był ogromnie zdumiony! Czy drzewa umieją mówić, czy tylko tak mu się wydawało, czy może to właśnie tylko w ten dzień mogło się to zdarzyć? Nie wiedział i wkrótce o tym zapomniał, gdyż Mama Mysz wzięła się ostro za sowich pomocników. Jeżyk rozpalał wielki ogień w swoim piecyku, Mama Mysz z pomocą wszystkich swoich dzieci przygotowywała w garnuszkach i miseczkach jakieś smakowite potrawy. Wspaniały zapach unosił się w całej kuchence.

– Ależ to musi być smaczne – pomyślał Jeżyk i już sięgał do największego garnuszka, kiedy nagle dostał mocno po łapce.

– Nie teraz – zgromiła go zaaferowana Mama Mysz – nie wolno nic jeść przed Wigilią – masz tutaj miotełkę i ślicznie wysprzątasz całą norę.

Jeżyk ani pisnął, zabrał się potulnie do roboty, nie ominął nawet kącika, w którym stała choinka. Krzątał się dookoła niej Tata Mysz i pilnie przystrajał ją znalezionymi w komórce Jeżyka świecidełkami i kolorowymi wstążkami. Nie bardzo jednak mu to dobrze szło, Tata Mysz był niewielki, a choinka spora.

Jeżyk już prawie kończył zamiatać podłogę, gdy do drzwi norki ktoś zapukał. Był to Borsuczek.

– O co wy tutaj takiego robicie? – zdumiał się niezmiernie. – Jaka piękna choinka – zawołał – tylko niewiele na niej ozdób – zauważył.

– U mnie w domu nic się nie przygotowuje – powiedział nieco markotnie. – Mama tak się zakopała w swoim zimowym legowisku, że pewnie prześpi pół zimy.

– Zostań z nami na Wigilię – powiedział zaraz Jeżyk, widząc, że Borsuczkowi jest smutno, – pomożesz nam ubierać choinkę – dodał Tata Mysz.

– Ale czym ją ubrać? – powiedział Jeżyk – właściwie to już nic nie mam.

– Wiesz co? – wpadł mu w słowo Borsuczek – może pójdziemy w tą stronę, gdzie rosną jarzębiny i ich czerwonymi owocami ozdobimy nasze drzewko?

Ruszyli zaraz w drogę. Ścieżka była prawie niewidoczna pod śniegiem, ale na szczęście był on zamarznięty i zwierzątka nie zapadały się zbyt głęboko. Dotarli do jarzębiny i tu okazało się, że gruba puchowa pierzyna może czasem okazać się przydatna. Jarzębina była teraz prawie do połowy pnia przysypana śniegiem i po jej czerwone owocki łatwo było sięgnąć. Uszczęśliwione zwierzątka narwały dwa pełne koszyki, które przezornie zabrały ze sobą i wróciły prędziutko do starego dębu, bo mróz był siarczysty.

W norze panował wielki ruch. Tata Mysz kończył ubierać choinkę, zaraz też porwał czerwone jarzębinowe owocki i porozwieszał je na gałązkach. Choinka wyglądała teraz przepięknie.

Jeżykowi znowu przez chwilę wydawało się, że wyraźnie szepnęła – „dziękuję, cieszę się, że jestem z wami” – a może tylko tak mu się wydawało?

W kuchni Mama Mysz kończyła już gotować i smażyć różne dobre rzeczy. Pomagały jej w tym dzielnie małe myszki, trzech synków i dwie córeczki. W piecyku buzował wielki ogień, a w garnuszkach coś bulgotało i wspaniałe zapachy rozchodziły się po całej norze.

Wreszcie nadszedł wieczór. Tata Mysz twierdził, że trzeba siadać do stołu w chwili, gdy pokaże się pierwsza gwiazdka. Wszyscy wyglądali przez otwarte drzwiczki norki, ale sypał gęsty śnieg i było bardzo zimno. Już zamykali drzwiczki, gdy nagle mała Córeczka Mysz pisnęła, pokazując łapką:

 – Mamo, mamo, tam pod świerkiem coś się chowa! Ja się boję! – i z całym rodzeństwem czmychnęła do środka. Mama i Tata też mieli nietęgie miny, ale Jeżyk udawał zucha.

– Tam rzeczywiście chyba coś siedzi, ale się nie rusza – powiedział. Ostrożnie zrobił parę kroków i rzeczywiście, coś małego, skurczonego siedziało ledwo żywe w wielkiej śnieżnej zaspie. Gdy Jeżyk zbliżył się, widział już, że to coś jest podobne do myszki, ale ma większe okrągłe uszka i rudawe futerko.

– To chyba nasza kuzynka Myszka Leśna – szepnął zdumiony Tata Mysz i zupełnie pozbył się strachu.

Stworzonko było rzeczywiście prawie zamarznięte i nawet nie bardzo wiedziało, że ktoś do niego podchodzi.

– Musimy się nią zaopiekować – zawołał Jeżyk – to pewnie jest ten Gość Wigilijny, na którego się czeka. – Tak mówiła Mama Borsukowa.

Ostrożnie wnieśli Myszkę Leśną do norki, zaczęli ją nacierać, ubrali w ciepły stary kubraczek Jeżyka, wlewali gorącą zupkę w zmarznięty pyszczek. Po chwili Myszka oprzytomniała i spojrzała zdziwiona dookoła.

– Gdzie ja jestem? Czy jeszcze żyję? – zapytała drżącym głosem.

– Jesteś u przyjaciół – powiedział Jeżyk. – Skąd wędrujesz Kuzynko? – Dodał Tata Mysz.

– Z bardzo, bardzo daleka, tam za wielką puszczą są dalej lasy i lasy, i tam jest teraz wielki głód. Wędrowałam długo, parę razy ledwo uszłam z życiem przed lisem i kuną, a teraz to już chyba umarłam i jestem w mysim raju.

– Jesteś u nas, w norce Jeżyka i Myszek – powiedział Jeżyk – i wcale nie umarłaś, bo właśnie przywróciliśmy cię do życia.

Myszka Leśna powoli przyszła do siebie i rozglądała się teraz z zachwytem dookoła.

– Ale tu pięknie i ciepło, a to, to przecież choinka! – zawołała.

– Koniec tego dobrego! – powiedziała stanowczo Mama Mysz. – Siadamy do wigilijnego stołu, ale najpierw życzenia. – Przystąpiła do Jeżyka i rzekła, ściskając go serdecznie. – Tobie życzę, żeby się wreszcie twoja mama znalazła!

– To ty zgubiłeś się Mamie? – wtrąciła się niespodziewanie Myszka Leśna – nie dalej jak późną jesienią przyczłapała do nas Pani Jeżowa, była bardzo strudzona i mówiła, że prawie rok już szuka swego zagubionego synka.

– To moja Mamusia – wyszeptał wzruszony Jeżyk – na pewno moja Mamusia! Nie wiesz, co się z nią stało?

– Teraz pewnie gdzieś przesypia ciężki zimowy czas – powiedziała Myszka Leśna – myślę, że jak przejdzie mróz, to może tutaj przywędruje. – Mówiła, że będzie szukać w wielkiej puszczy i jeszcze dalej.

– To najwspanialszy podarunek gwiazdkowy! – wykrzyknął Jeżyk i serdecznie uściskał Leśną Myszkę.

– Podarunki po Wigilii! – zakomenderowała Mama Mysz – wszyscy mają umyć łapki i usiąść przy dużym stole.

Stół z kilku zesuniętych stolików Jeżyka wyglądał wspaniale. Była i zupka grzybowa, i wielkie pierogi z kapustą, które tylko Mama Mysz umiała zrobić i ogromny placek z miodem i suszonymi owocami.

– Nigdy czegoś tak dobrego nie jadłam, dziękuję wam bardzo i zaraz wędruję dalej – pisnęła Mysz Leśna – chociaż widać było, że sił ma niewiele.

– Powędrujesz zaraz, ale do legowiska – zadecydował Jeżyk. Od początku czuł, że musi spełnić dzisiaj dobry uczynek i przygarnąć małą Myszkę Leśną.

– Chyba u nas jest dość miejsca – powiedział Tata Mysz – jeśli nas gospodarz się zgadza.

– Dawno już zgodziliśmy się wszyscy – odrzekł Jeżyk trochę szorstko, aby nie okazać wzruszenia. – Ale najpierw prezenty – dodał.

Pod choinką piętrzyły się paczuszki i zawiniątka. To oczywiście Mama Mysz i Jeżyk zaraz po południu w tajemnicy przygotowywali niespodzianki.

Tata Mysz dostał nowy ciepły kubraczek. Jeżyk miał dwa, więc Mama Mysz przerobiła jeden na swego męża. Jeżyk dostał piękny szalik, który Mama Mysz już wcześniej zrobiła na drutach. Myszątka piszcząc radośnie, otwierały paczuszki ze słodyczami. Nie zapomniano także o Borsuczku, którego Jeżyk zaprosił oczywiście, aby pozostał z nimi na Wigilię. Dostał on od Jeżyka wielkie rękawiczki na zimową porę.

– A to dla ciebie Myszko Leśna – rzekł Jeżyk, wyjmując ze schowka wspaniałą ocieplaną puchem czapeczkę.

– Dziękuję, dziękuję – pisnęła Myszka, – wreszcie coś, pod czym skryję moje duże uszka!

Potem wszyscy usiedli w cieple, zadowoleni i szczęśliwi. Choinka błyszczała wspaniale. I wówczas, gdy już było bardzo późno, wszyscy nagle wyraźnie wyczuli, że coś wielkiego i dobrego przeszło powoli przez zimowy las i nastała ogromna cisza Wigilijnej Nocy.