17. Jak Jeżyk znalazł Myszkom dom

Następnego zimowego ranka Jeżyk obudził się wcześnie. Śnieg nie padał, nad lasem świeciło blade słoneczko i było trochę cieplej.

– To dobrze – pomyślał zadowolony Jeżyk – będzie nam lepiej kopać pod korzeniami, może tam ziemia nie będzie taka zamarznięta. Wygrzebał się z legowiska i zajrzał do kuchenki. Myszki już dawno nie spały. Siedziały bardzo nieśmiało w najciemniejszym kąciku, tak, że ledwo można było je dostrzec. Na widok Jeżyka prawie zamarły i utkwiły w nim błyszczące jak paciorki ślepka.

– Czy już musimy sobie pójść? – zapytał z drżeniem w głosie Tata Mysz – bardzo dziękujemy za gościnę, ale naprawdę już się zabieramy…

Jeżyk przerwał mu w pół słowa. – Nigdzie nie pójdziecie! A raczej Tata Mysz pójdzie na zwiady, czy pod moim mieszkaniem nie uda się dla was zrobić pięknej norki.

Radosny pisk mysiej rodziny był odpowiedzią na propozycję Jeżyka. Tata Mysz ogromnie przejęty obszedł powoli dookoła pień dębu i we wskazanym miejscu znalazł pomiędzy korzeniami niewielki otwór. Wkrótce poszerzył go i zniknął Jeżykowi z oczu. Po chwili rozległ się jego pełen podziwu okrzyk:

– Ależ tutaj jest wspaniałe mieszkanie!

Jeżyk wścibił nosek w szparę między korzeniami, niewiele jednak zobaczył w ciemnościach, gdy tymczasem Tata Mysz wykrzykiwał w podnieceniu:

– To bardzo piękne mieszkanie, pomiędzy dwoma dużymi korzeniami jest wypłukane przez wodę miejsce, ale teraz jest zupełnie suche. Trzeci korzeń wypróchniał i utworzył korytarzyk, który idzie w górę. Zaraz, zaraz tutaj przebłyskuje światło.

Słychać było chrobotanie, to Tata Mysz pracował pilnie zębami i pazurkami. Jeżyk, który przez cały czas trzymał nosek w szparze wiodącej do nory, zobaczył w pewnej chwili, że w pomieszczeniu pod korzeniami pojaśniało. Mógł teraz sam ocenić, jak wygodna to mogła być nora dla całej mysiej rodziny. Nagle zauważył ze zdumieniem, że Tata Mysz gdzieś zniknął. Zaniepokojony powrócił do swojego domku i zdziwił się jeszcze bardziej! Tata Mysz bardzo zawstydzony siedział na środku jego kuchenki, a w jednym jej kącie czernił się wielki otwór.

– Skąd się tu wziąłeś? – zapytał Jeżyk – przecież wyszliśmy razem, a później ty tam w środku gdzieś zniknąłeś.

– No właśnie – zaczął ogromnie zażenowany Tata Mysz – właśnie, kiedy zobaczyłem ten wypróchniały korzeń, pomyślałem, że dobrze byłoby trochę powiększyć znajdujący się w nim korytarz i tak jakoś niechcący, trochę podrapałem w ścianę i nagle wpadłem do twojej kuchenki…

– Co teraz będzie? Zapiszczała przerażona Mama Mysz – ledwo przyszliśmy tutaj i już zrobiłeś szkodę, ty zawsze jesteś taki nieostrożny… – zaczęła.

– Jaką szkodę – roześmiał się Jeżyk. – Przecież lepiej stać się nie mogło. Jeśli chcecie tutaj zamieszkać razem ze mną, to takie wejście dla was do kuchenki będzie bardzo wygodne. Trzeba więc starannie zabezpieczyć tę szparę pomiędzy korzeniami, a może lepiej w ogóle ją zamknąć i będziemy gospodarować razem. Prawdę mówiąc, ciągnął dalej rozglądając się po swej kuchence, przydałby mi się ktoś do pomocy w gospodarstwie. Nie zawsze jakoś udaje mi się tutaj utrzymać porządek.

Jeżyk chyba mówił prawdę. W kuchence był wielki bałagan, zwłaszcza po wczorajszej krzątaninie dookoła choinki dla ptaszków. Wszędzie leżały porozrzucane woreczki Chomiczka, resztki kory, z której robili z Borsuczkiem koszyki, a nawet zapasy ziarna, buczyny, suszone jagody, których Jeżyk nie poukładał z powrotem w spiżarce.

– Och! – pisnęła uszczęśliwiona Mama Mysz – mogłabym ci pomóc w przygotowywaniu jedzenia, znam się na kuchni. Jako mała myszka mieszkałam u pewnej gospodyni i zawsze podglądałam jak gotuje.

Jeżyk już dawno się zdecydował, ale teraz powiedział poważnym głosem:

– Zamieszkacie u mnie, to znaczy pod moim mieszkaniem, pomiędzy korzeniami dębu i będziemy razem gospodarzyć.

Myszki przez chwilę nie mogły po prostu w to uwierzyć, ale gdy Jeżyk jeszcze raz to powtórzył Tata Mysz i Mama Mysz bardzo wzruszeni uściskali mu serdecznie łapki. Małe myszki piszczały radośnie i skakały w górę. Zaraz wszyscy zabrali się do pracy. Tata Mysz powrócił do podziemi zrobionym przed chwilą otworem i zaczął z zapałem poszerzać i pogłębiać norę. Wiórka i ziemię zaczęli wyrzucać przez otwór między kamieniami na zewnątrz, ale po chwili Mama Mysz odezwała się:

– Może lepiej nie zostawiać takich śladów dookoła dębu, nie wiadomo, kto może tutaj przechodzić i zobaczy, że w starym dębie ktoś sobie zrobił nowe mieszkanie.

– Racja – potwierdził Jeżyk – ja jestem duży i mój domek wszyscy znają, ale małe myszki muszą bardziej uważać. Jest tu w lesie i stara sowa, i sporo chytrych wron, lepiej być ostrożnym, nigdy nic nie wiadomo.

– Już wiem – odezwał się Tata Mysz – odgarnę tutaj trochę śniegu i w jednym tylko miejscu będziemy wysypywać to, co usuwamy z nory.

– Zrób to w miejscu, gdzie mam swój ogródek – zaproponował Jeżyk – przyda się na wiosnę moim roślinkom porcja próchnicy.

Jeżyk pomagał najpierw trochę Myszkom w porządkowaniu nory, a później razem zamknęli szparę pomiędzy korzeniami dużym kamieniem. Można go było jednak szybko odsunąć od wewnątrz i wyjść z norki drugim wyjściem wprost na zewnątrz. Gdy nora była już gotowa zasypali starannie śniegiem rozrzuconą w ogródku Jeżyka ziemię. Już nikt nie mógł więc zauważyć, że w starym dębie zamieszkali nowi lokatorzy. Wreszcie Myszki przeniosły swój skromny dobytek do środka i zaczęły urządzać mieszkanko.

Kiedy Jeżyk powrócił do swej kuchenki zdziwił się ogromnie. Wszystko było ślicznie posprzątane, zapasy zostały schowane w spiżarce, a przy kuchence krzątała się Mama Mysz ubrana w ogromny kraciasty fartuch i pilnie coś mieszała w garnuszkach. Ogień buzował na palenisku, a w powietrzu rozchodził się tak smakowity zapach, że Jeżyk od razu przypomniał sobie, że jeszcze nie jadł śniadania.

– Czy już wszystko gotowe? – spytała Mama Mysz – przygotowałam dla wszystkich doskonałą polewkę. Masz tutaj wspaniałe zapasy Jeżyku, można z nich robić bardzo smaczne posiłki.

– Naprawdę? – zdziwił się Jeżyk – nie wiedziałem, że z suszonych jarzyn, bo to z mojego ogródka – dodał – można ugotować coś, co tak ślicznie pachnie.

Jeżyk chciał, aby wszyscy zasiedli razem do posiłku, ale okazało się to niemożliwe. Nie było tylu krzesełek, a zresztą Mama Mysz nakarmiła małe Myszki wcześniej i zaraz zapędziła je do spania w nowym mieszkaniu. Tak, więc usiedli we trójkę, Jeżyk, Tata Mysz i Mama Mysz.

– Urządzę jeszcze dobre legowiska – mówił bardzo z siebie zadowolony Tata Mysz – i trochę półeczek, tam są zresztą takie zakamarki, że pomieszczą się i nasze rzeczy, i zapasy żywności.

– Tylko skąd wziąć te zapasy? – zapytała nieco markotnie Mama Mysz – przecież teraz zima i jak widać nawet w lesie wyżyć niełatwo.

– Nic się nie martwcie – powiedział Jeżyk, podzielę się z wami, a coś tam zawsze znajdzie się pod śniegiem, jakoś razem przetrwamy do wiosny.

Myszki ucieszyły się bardzo, a i Jeżyk był zadowolony, że przez długie zimowe wieczory nie będzie zupełnie sam, gdyż Myszki zamieszkały z nim razem.