Menu
  • Link do mapy serwisu
  • Pl
  • 16. Jak Jeżyk zrobił choinkę ptaszkom i spotkał Myszki
  • 16. Jak Jeżyk zrobił choinkę ptaszkom i spotkał Myszki
 

16. Jak Jeżyk zrobił choinkę ptaszkom i spotkał Myszki

Zima w tym roku była bardzo ciężka. Las tonął w śniegu. Ledwo zaznaczały się w nim ścieżki, na których widać było głębokie ślady różnych wędrujących po nich zwierzątek. Mróz nieco zelżał, ale słonko pokazywało się rzadko. Dął mocny północny wiatr i codziennie padał gęsty śnieg. Także pola i łąki otaczające las pokryte były grubą, puchową pierzyną. Zajączki z trudem wyszukiwały pożywienie, ale najbiedniejsze były ptaki. Całymi gromadami przylatywały do lasu, aby tutaj wyszukać pod korą owady, czy znaleźć przemarznięte jagody. Nawet gile, które przyleciały z dalekiej północy, gdzie zimy są jeszcze bardziej srogie nie miały w lesie łatwego życia.

– Bardzo trudno tego roku znaleźć coś dobrego do zjedzenia – narzekał stary gil, siedząc na gałązce naprzeciwko mieszkania Jeżyka. Ubrany był w piękny czerwony kubraczek i czarny kapelusik. – Nie mówię już o doskonałej jemiole, ale nawet jarzębiny znaleźć nie można, tym bardziej, że pierwszy raz przyleciałem do tego lasu.

– Ja ci poradzę – powiedział Jeżyk, ciesząc się, że może pomóc nowemu znajomemu. – Polecisz wzdłuż tej ścieżki, a w miejscu, gdzie dochodzi ona do pól, skręć w lewo. Jest tam duży zagajnik, gdzie rośnie mnóstwo jarzębiny. Są to wysokie krzewy i na pewno ich owoce nie będą przysypane śniegiem. A jemioły to chyba w naszym lesie nie ma wcale. Podobno w pobliżu wsi jest kilka starych drzew, na których rosną całe ich pęki, ale ja tam nie byłem.

– Dziękuję ci bardzo – zawołał stary gil uradowany. – Prawdę mówiąc, nie jadłem jeszcze dziś śniadania, a już południe, dziękuję! – Zerwał się szybko i pofrunął we wskazanym przez Jeżyka kierunku.

– Ptaszkom jest naprawdę trudno tej zimy – potwierdził zasępiony Borsuczek, kiedy w chwilę później spotkali się na ścieżce i Jeżyk powtórzył mu swą rozmowę z gilem.

– Opowiadały mi też sikorki – ciągnął dalej – że bardzo muszą się napracować, aby coś znaleźć pod korą. Owady pochowały się głęboko i nie łatwo ich wyszukać.

– Wiesz co – zawołał nagle Jeżyk – mam świetny pomysł. Niedługo przecież będą Święta i Nowy Rok, jak mówiła Mama Borsukowa, zróbmy dla ptaszków specjalną choinkę!

– Doskonale, że też mnie to nie przyszło do głowy – odparł Borsuczek, – wiesz wyszukamy mały świerczek rosnący osobno na polanie i…

– Tak, wiem już – przerwał szybciutko Jeżyk – powiesimy tam suszone owoce, trochę ziarenek w koszyczkach i nasiona buku, i jarzębinę, i po troszeczce ze wszystkich naszych zapasów.

– No chyba grzybów i miodu ptaszki nie lubią – zażartował Borsuczek – ja jeszcze poproszę Mamę o trochę ziarna.

– O ziarno to by nam pewnie dał Chomiczek, ale on chyba teraz śpi tak mocno, że nie potrafimy go obudzić.

– Spróbujmy, a nuż nam się uda! – zaproponował Borsuczek.

Następnego dnia wczesnym rankiem obaj zabrali sanki i ruszyli w drogę do nory Chomiczka. Na polach leżała bardzo gruba warstwa śniegu i tylko dzięki sankom udało się Borsuczkowi i Jeżykowi dotrzeć do znajomej kotlinki. Długo jednak szukali miejsca, gdzie znajdowało się wejście do nory przyjaciela. Pod śniegiem wszystko dookoła wyglądało inaczej. Wreszcie Borsuczek kopiąc w śnieżnej zaspie w miejscu, które wskazał Jeżyk, natrafił na szczelnie zamknięte wejście do chomiczkowego mieszkania. Razem zaczęli mocno stukać i nawoływać. Ale odpowiadała im głucha cisza, ale gdy Jeżyk przyłożył ucho do drzwi, wyraźnie słyszał mocne chrapanie Chomiczka. Po wielu próbach, zmęczeni zamierzali już zrezygnować.

– Łapki mnie już bolą od tego walenia – narzekał Borsuczek – a to śpioch, nie zbudzi się pewnie, aż samą wiosną. Wracajmy do domu.

– Kiedy kończył te słowa, coś zachrobotało po drugiej stronie, drzwi uchyliły się nieco skrzypiąc okropnie i zaspany Chomiczek wysunął z nich nosek. Patrzył zdumiony i przecierał oczka, nie wierząc, że to jego przyjaciele stoją przed nim.

– Co się stało? – zawołał ziewając – czy to może wiosna, czemu mnie budzicie i tak okropnie hałasujecie?

– Przepraszamy cię bardzo! – zawołali razem Jeżyk i Borsuczek – do wiosny jeszcze daleko, ale my bardzo, ale to bardzo potrzebujemy trochę ziarna dla ptaszków, możesz nam pożyczyć, chociaż ze dwa woreczki?

– No dobrze, dobrze – odpowiedział Chomiczek, który dopiero teraz trochę oprzytomniał, – dla ptaszków, no niech będzie, chociaż ciężko się napracowałem żeby te łobuzy nie kradły mi ziarna w jesieni. Ale dobrze, powiadacie, że taka bieda w lesie, weźcie, więc ile wam potrzeba. Tylko się spieszcie, bo wpuszczacie tu zimno, a mnie się tak strasznie chce się spać. – To mówiąc, znowu ziewnął szeroko i zaczął przecierać swoje małe oczka.

– Dzięki! – krzyknęli przyjaciele i zaraz załadowali na sanki, ile tylko mogli. Kiedy opuszczali norę, Chomiczek już z powrotem zakopał się w legowisku, mrucząc – Do wiosny!

Zmęczeni, ale zadowoleni powrócili, więc obaj na polankę, ciągnąc załadowane sanki. Wcześniej jeszcze wybrali mały świerczek i starannie otrząsnęli go ze śniegu. Później zaczęli zawieszać na gałązkach koszyczki z kory i różne ptasie przysmaki. Z wierzchołka sąsiedniej sosny obserwowała pilnie ich poczynania wszędobylska Sroka. Wreszcie nie wytrzymała:

– Co wy takiego robicie? – zapytała zaciekawiona.

– Choinkę dla ptaszków – odparł Jeżyk – teraz jest im ciężko, więc będą miały niespodziankę.

– Niespodziankę, jaką niespodziankę? – wrzasnęła ogromnie podniecona Sroka – powiedzcie zaraz, co to za niespodzianka? – skrzeczała, podskakując niecierpliwie na gałęzi.

– Ziarenka i różne inne smakołyki – objaśnił ze spokojem Borsuczek. – Jeśli chcesz, możesz to rozgłosić po całym lesie, bo już kończymy.

– Pewnie, że wszystkim to opowiem – odrzekła Sroka – już lecę. To mówiąc, znikła w lesie i tylko z daleka dochodziło jej przeraźliwe skrzeczenie:

– Kre, kre! – wołała – na polance jest dla ptaków niespodzianka, he, he, doskonała, smaczna niespodzianka, spieszcie się, spieszcie, bo już jej nie będzie, zaraz ją wszyscy zjemy! Kre, kre! Spieszcie się wszyscy!

Sroka narobiła takiej wrzawy, jakiej w lesie dawno nie słyszano. Wszyscy ją znali, że lubi plotki i że zawsze można się od niej czegoś nowego dowiedzieć. Nic dziwnego, że głodne i zaciekawione ptaki zleciały się tłumnie na polankę. Koło przybranej już choinki stali jeszcze Jeżyk i Borsuczek.

– Czy to może coś dla nas? – zapytała najmniej bojaźliwa błękitna sikorka – coś do jedzenia?

– Tak – odrzekł Borsuczek – to choinka od nas dla wszystkich ptaszków, proszę bardzo!

Ptaszki nie czekały już dłużej i z głośnym świergotem obsiadły ustrojone drzewko. Każdy z nich znalazł coś dla siebie. Przez chwilę widać było tylko chmurę kolorowych skrzydeł dookoła choinki i słychać było radosny szczebiot uradowanych ptaków.

Jeżyk cofnął się, odwrócił i już miał ruszyć w stronę domku, kiedy ujrzał nagle coś dziwnego. W gęstych zaroślach błyszczały liczne małe ślepka. Gdy podszedł bliżej, zobaczył, że była to chyba bardzo liczna rodzina zabiedzonych myszek.

– Cóż wy tutaj robicie? – zapytał zaciekawiony.

– Och! – Tata Mysz aż podskoczył, gdy usłyszał głos Jeżyka. – My jesteśmy Myszki Polne, to moja żona i pięcioro naszych dzieci. Postanowiliśmy na zimę przenieść się do wsi, w stodole było nawet nie najgorzej. Ale cóż – ciągnął dalej żałośnie – wczoraj sprowadzono kota i musieliśmy uciekać w popłochu. Trochę rzeczy zabraliśmy w zawiniątka i jeszcze w nocy ruszyliśmy na pola. Wszędzie głęboki śnieg, bardzo mroźno i nie wiedzieliśmy, gdzie się udać.

– Przypadkiem – wtrąciła nieśmiało Mama Mysz – zobaczyliśmy dziwny ślad, a co parę kroków leżały obok niego ziarna zboża. Poszliśmy, więc tym śladem i tak dotarliśmy aż na tę polankę, ale dalej już nie mamy sił iść i nie wiemy, co robić. – To mówiąc zachlipała żałośnie.

– To pewnie nasz ślad – domyślił się Borsuczek – pamiętam, że jeden z woreczków był troszeczkę dziurawy. Podrapał się łapką za uchem. – No i co teraz zrobimy – szepnął do Jeżyka – to wprawdzie nie są ptaszki, ale tak jakoś głupio nic im nie pomóc i zostawić w nocy na mrozie.

– Hm – zadumał się Jeżyk – Wiesz co, ja chyba zaproszę je na dzisiaj do siebie, a potem zobaczymy.

– Słuchaj – powiedział nagle Borsuczek – przecież pod twoim mieszkaniem w dębie są jeszcze jakieś nory, sam mi to mówiłeś.

– Wspaniałe! – zawołał Jeżyk – nawet Dziadek Bóbr wspominał, że można by tam zrobić piwnicę. Ja jej nie potrzebuję, ale dla Myszek będzie to doskonałe mieszkanie.

– Chodźcie – zwrócił się do patrzących na niego z napięciem i uwagą Myszek – przenocuję was u siebie, a i do jedzenia coś się znajdzie.

Myszki początkowo nie dowierzały, ale gdy Jeżyk wskazał drogę, ruszyły za nim szeregiem. Najpierw maszerował Tata Mysz, za nim Mama Mysz, a za nią wszystkie cztery małe Myszki, najmniejszą niosła Mama Mysz w łapkach. Gdy dotarli do domu Jeżyk ugościł ich i wkrótce cała rodzina Polnych Myszek, ogrzana, najedzona przycupnęła nieśmiało w kąciku i wszyscy zasnęli. Tak to Myszki zamieszkały w domku Jeżyka.

All rights reserved © 2017 Akademia Górniczo-Hutnicza