Menu
  • Link do mapy serwisu
  • Pl
  • 14. Jak Jeżyk i Borsuczek przygotowali Misiowi legowisko
  • 14. Jak Jeżyk i Borsuczek przygotowali Misiowi legowisko
 

14. Jak Jeżyk i Borsuczek przygotowali Misiowi legowisko

Pewnego dnia, gdy Jeżyk wyjrzał ze swego mieszkania w starym dębie, zdziwił się ogromnie. We mgle jesiennego poranka, na polance połyskiwały białe plamy szronu. Było bardzo zimno, oddech Jeżyka zamieniał się zaraz w obłoczek pary. Na krzakach i badylach iskrzyły się drobne gwiazdki, a kałuże na ścieżce pokrywała cienka lodowa tafla.

– Ojej! – zawołał Jeżyk – to wygląda tak, jakby zima była już tuż, w nocy musiał przyjść mróz i pewnie lada dzień spadnie śnieg. Jak dobrze, że przygotowałem sobie wszystko, nawet kubraczek ociepliłem puchem znalezionym w porzuconym gnieździe. – Tak mówiąc sam do siebie, Jeżyk spróbował łapką, czy warstwa lodu na kałuży jest gruba. Ale lód pękał od razu, był jeszcze bardzo cienki.

– Czy ty chcesz dostać kataru? – zawołał na niego Borsuczek, wychodząc na polankę. – Poczekaj, jeszcze lodu będzie dość, a dzisiaj miałeś mnie zaprowadzić do bukowego lasu, pokazać buczynę.

– A prawda! – przypomniał sobie Jeżyk, ale teraz chodź do mnie, zjemy coś i poczekamy aż będzie cieplej.

Rzeczywiście, gdy tylko słońce wychynęło z za porannych mgieł, szron zniknął i zostały tylko błyszczące krople rosy na gałązkach.

Po śniadaniu przyjaciele ruszyli w drogę i niedługo odnaleźli najpierw leszczynowy zagajnik, a później bukowy las. Buczynki leżały pod drzewami, ale Borsuczek po spróbowaniu uznał, że nie są zbyt dobre i nie będzie ich zbierać.

– Nigdy tu jeszcze nie byłem – mówił od Jeżyk – Mama mi opowiadała, że to jest podobno najstarsza i najbardziej niedostępna część lasu, to reszta pradawnej puszczy, w której niegdyś mieszkały wielkie i groźne zwierzęta, z którymi lepiej się nie spotykać.

– To może zawrócimy do domu? – poddał Jeżyk, którego trochę strach ogarnął na widok ciemnego boru i szeregów wielkich strych dębów, sosen i buków, które widniały przed nimi.

– Coś ty! – roześmiał się Borsuczek – póki tylko jest jasno, nie mamy czego się obawiać, do wieczora daleko, a gdy kogoś spotkamy to i tak nic nam nie zrobi – dodał zuchowato.

– No zobaczymy, zobaczymy – z powątpiewaniem powtarzał Jeżyk, ale sam był bardzo ciekawy, bo nigdy dotąd nie widział tak starych i wielkich drzew. Nawet jego dąb, w którym mieszkał, wydał mu się teraz jakiś mniejszy.

Ruszyli więc przed siebie, posuwali się powoli, gdyż ścieżka była tu ledwo widoczna, zarośnięta ostrymi kolczastymi krzakami tarniny, pokrzywami i trawą. Teren był nierówny, pojawiały się niewielkie jary i rozpadliny. Niekiedy leżały w nich zwalone przez wiatr wielkie pnie starych drzew ze sterczącą na końcu plątaniną wyrwanych z ziemi korzeni. Droga robiła się coraz trudniejsza i stara puszcza wydawała się nie mieć końca.

Właśnie kiedy Jeżyk odwrócił się, aby powiedzieć do idącego za nim Borsuczka, że chyba czas już pomyśleć o powrocie do domu, usłyszeli obaj w leśnej ciszy jakby potężne sapnięcia i pomruki.

– Ojej! – pisnął Borsuczek – ktoś nas napadnie i zaraz zje, to na pewno wilk, albo jeszcze ktoś groźniejszy! – Wyszeptał płaczliwie. Wcale już nie wyglądał na takiego zucha, jakiego udawał niedawno przed Jeżykiem.

– To na pewno nie wilk – odparł cichuteńko Jeżyk – wilki nie mruczą tylko wyją. Schowajmy się tu między liśćmi i rozglądnijmy się, kto to taki.

Przycupnęli pomiędzy gęstymi krzakami i popatrzyli pilnie przed siebie. Z boku niewielkiego pagórka zaznaczała się skalna rozpadlina, widać było nawet pojedyncze pokryte mchem głazy. Wydawało się, że sapanie i wyraźne teraz mruczenie dochodziło właśnie stamtąd. Zwierzątka posuwały się powolutku, aż wreszcie podniosły łebki i zajrzały z bliska do rozpadliny. Stanęły jak wryte.

Z boku rozpadliny czerniał otwór wielkiej jaskini przykryty częściowo przez powalone pnie drzew. Na nich to właśnie siedział ogromny brunatny niedźwiedź. Był bardzo stary, futro przyprószyła siwizna, a miejscami przez wyleniałą sierść połyskiwała goła skóra. Miś wydawał się być bardzo nieszczęśliwy. Niezdarnymi ruchami usiłował wlec do swej jamy sosnowe gałęzie, a wielka kupa liści zebrana widocznie wcześniej leżała jeszcze w połowie drogi.

– Uf, uf! A niech to licho! – mamrotał Miś pod nosem – już chyba nie dam rady, takie to jakieś wszystko ciężkie. Ech, gdzie tam ciężkie – zamruczał siadając na chwilę, aby nabrać sił – po prostu jestem stary i słaby. No cóż nic nie poradzę, trzeba się brać do roboty.– I znowu powstał z widocznym wysiłkiem i zaczął ciągnąć nową gałąź. Po chwili jednak usiadł z powrotem i zamruczał żałośnie – ale to ciężkie!

Jeżyk był już prawie zdecydowany, co zrobić. Pociągnął za sobą opierającego się Borsuczka i śmiało stanął na wprost odpoczywającego Misia.

– A wy tu, czego szukacie? – zapytał dość groźnie Miś, ale nie powstał z miejsca. Poznaję, że to Jeżyk i Borsuczek i to całkiem młodzi, ale nie znam was, nigdy was tu nie widziałem, pewnie zbłądziliście. No zmykajcie żywo! Tam na dole jest ścieżka.

– Panie Misiu – powiedział odważnie Jeżyk, chociaż miał wielkiego stracha – przepraszam, ale myśmy słyszeli, że Pan nie ma bardzo dużo sił, a pewnie przygotowuje Pan legowisko na zimę. My bardzo chętnie Panu pomożemy.

– Naprawdę? – Zdziwił się niezmiernie Stary Miś – muszę wam powiedzieć, że bardzo się martwię, chyba nie zdążę. Moje stare kości mówią mi, że lada dzień spadnie duży śnieg, a wtedy wszystkie porządne niedźwiedzie powinny już dawno spać. Ja zaś nie tylko nie mam przygotowanego posłania, ale nawet nie najadłem się borówek i żurawin. Oj niedobrze to, niedobrze – narzekał. – Stare łapy bolą, stare kości bolą, sił nie ma, a roboty jeszcze tyle, że na pewno nie zdążę!

– Panie Misiu, co trzeba zrobić? – Zapytał rzeczowo Borsuczek, który przestał się już bać. – Ja będę szukać takich sosnowych gałęzi jak ta, a ty Jeżyku zbieraj więcej liści, dobrze?

Stary Miś wyraźnie się ucieszył. Powstał i ruszył wraz z nimi do jamy. Zabrali się do pracy. Najpierw musieli posprzątać stare legowisko, gdzie leżało dużo zeszłorocznych liści, połamanych gałęzi i śmieci. Później długo znosili świeże sosnowe miękkie gałązki, które Miś bardzo starannie układał w norze. Pomrukiwał przy tym, ale nie był już tak zmęczony, widocznie pewność, że zdążą przed śniegiem, poprawiła mu humor.

– Czy nie masz żadnych krewnych ani przyjaciół? – dopytywał się nieśmiało Jeżyk, znosząc teraz całe naręcz suchych liści, które Misiowi służyć miały za kołdrę.

– Stare niedźwiedzie nie mają wielu przyjaciół – mruczał smutno – właściwie same są temu winne, łatwo się złoszczą, a wtedy wszyscy ich unikają. A krewni – no cóż – opowiadał nieco weselej – mam wprawdzie wnuka, ale to wielki ladaco. Opowiadała mi przelatująca sroka, która zbiera wszelkie plotki, że podobno wyrzucili go z jakiejś Borsukowej czy Zajęczej Szkoły. On bardzo rzadko mnie odwiedza, taki nicpoń!

– Nasz Misio! – zawołali z radością obaj przyjaciele. – To nasz kolega – tłumaczyli z zapałem – on wcale nie jest taki zły, wcale nie został wyrzucony ze szkoły, tylko no tam trochę narozrabiał, ale mimo tego ma dostać w tym roku świadectwo, naprawdę! – mówili jeden przez drugiego.

Stary Miś wyglądał na uradowanego.

– Może rzeczywiście ta sroka naplotła trzy po trzy – pomrukiwał – może nie jest tak źle jak opowiadała?

– Na pewno – potakiwali gorąco Jeżyk i Borsuczek – on przyrzekł, że się poprawi. I opowiedzieli, jak to było na zakończeniu roku szkolnego.

Wkrótce legowisko Misia było gotowe, jeszcze zasłonili część wykrotu dużymi gałęziami i Stary Miś patrzył z zadowoleniem na wspólne dzieło.

 – No jeszcze jutro najem się borówek i idę spać na całą zimę – mruczał, ziewając szeroko – już teraz mam ochotę na drzemkę. Dziękuję wam bardzo za pomoc drodzy przyjaciele.

Późnym popołudniem dotarli obaj do mieszkania Jeżyka, bardzo zadowoleni, że mogli pomóc Staremu Misiowi w przygotowaniu zimowego legowiska.

All rights reserved © 2017 Akademia Górniczo-Hutnicza