13. Jak Jeżyk ukończył pierwszą klasę

Zajęcia w leśnej szkole kończyły się zwykle w jesieni, gdyż zwierzątka były później bardzo zajęte przygotowywaniem zapasów na ciężki dla nich okres zimowy. Wiele z nich przesypiało czas śnieżyc i wichrów w przytulnych, zabezpieczonych dobrze przed mrozem norach. Inne budziły się od czasu do czasu, aby wyjść na świat, a jeszcze inne jak zajączki biedowały jakoś, czekając aż przyjdzie wiosna.

Mama Borsukowa zapowiedziała, że za dwa dni odbędzie się uroczyste zakończenie lekcji w szkole, którą tak pilnie prowadziła. Mówiła nawet na ostatnich zajęciach, że zwierzątka mogą w tym tak ważnym dla nich dniu przyprowadzić do szkoły swoich rodziców. Jeżyk zmartwił się tym, gdyż o jego mamusi ciągle nie było wiadomości. Raz tylko przechodzący przez las bardzo stary jeż mówił, że gdzieś daleko spotkał Panią Jeżową, która szukała zagubionego synka.

– Zobaczysz, że wcześniej czy później Mama cię odszuka, na razie ja jestem twoją mamą – pocieszała Jeżyka Mama Borsukowa.

W wyznaczonym dniu, od samego rana na ścieżce wiodącej do szkoły panował ożywiony ruch. Zwierzątka z rodzicami maszerowały na ostatnie w tym roku zajęcia. Niektóre były odświętnie ubrane, a wszystkie miały szczególnie dokładnie umyte łapki i mordki.

Pierwsze przybiegły dwie wiewiórki. Ruda i Czarna Wiewiórka miały niebieskie kokardki zawiązane na ogonkach, a za nimi biegły skacząc po ścieżce, to po sąsiednich pniach i gałęziach bardzo zdenerwowane ich Mamy. Gdy tylko znalazły się przy starym pniu buka, gdzie była zwierzątkowa szkoła, z głębi lasu rozległy się ciężkie stąpania i pochrząkiwania. Na polanie pojawił się nieśmiały Dziczek, jak zwykle bardzo zaaferowany, a za nim pochrząkując kroczył powoli Tatuś Odyniec, za którym tłoczyła się, pokwikując cichutko cała gromadka młodszych braciszków i siostrzyczek Dziczka. Pochód zamykała Mama Dzikowa, popychając czasem ryjem bardziej opieszałe dzieci i pilnując, aby nikt się nie zgubił.

Jeżyk przyszedł nieco później, gdyż czekał na Chomiczka, który koniecznie chciał zobaczyć koniec roku. Był on nawet na ostatnich zajęciach, w czasie, których Mama Borsukowa opowiadała jak w zimie rozpoznawać ślady niebezpiecznych zwierząt takich jak wilki, czy lisy i w szkole bardzo mu się podobało. Widząc zapał Chomiczka, Mama Borsukowa zgodziła się, że w następnym roku przyjmie go do szkoły. Teraz szli, więc razem przez las. Jeżyk wyczyścił starannie swój stary kubraczek, Chomiczek uzbierał na łące ogromny bukiet kwiatów, który chcieli ofiarować swojej nauczycielce w tym uroczystym dniu.

Zaraz za nimi pojawiła się na dróżce cała rodzina Zajęcy. Starszy Zajączek trzymał za łapkę Młodszego, który ciągle pytał braciszka, czy aby na pewno przejdzie do następnej klasy. Za nimi kicał poważnie stary posiwiały Tata Zając i niespokojna Mama Zającowa w kraciastej chustce na głowie.

Byli więc już prawie wszyscy, gdyż brakowało tylko Misia. Mama Borsukowa postanowiła już dłużej nie czekać, kiedy nagle rozchyliły się gęste zarośla młodych sosenek i ogromna, bura Mama Niedźwiedziowa wtoczyła się, sapiąc ciężko na polankę przed szkołą. Łapą trzymała mocno małego Misia, który miał bardzo przerażona minę i widać było, że dzisiaj nie ma zupełnie ochoty do zwykłych figlów.

– Przepraszam Panią za moje spóźnienie – zamruczała zasapana Mama Niedźwiedziowa, – ale ten łobuz nic mi nie powiedział, że dzisiaj koniec roku, pewnie ze strachu, że nie dostanie świadectwa. Dopiero przypadkiem, przelatująca koło naszej jamy Sroka, która wie wszystko, co tylko się dzieje w lesie, powiedziała mi o dzisiejszym zakończeniu zajęć. Dlatego nie zdążyłam wcześniej, tym bardziej, że mój synek, z którym niestety, jak Pani wie, mam dużo kłopotów, wcale nie miał zamiaru przyjść dzisiaj, dzisiaj nawet schował się przede mną

– Proszę, proszę – powiedziała z westchnieniem Mama Borsukowa – nic nie szkodzi, siadaj Misiu na swoim miejscu, a Pani, Pani Niedźwiedziowo i wszyscy rodzice niech podejdą bliżej, aby mogli patrzeć przez okna, bo niestety klasa wszystkich nie pomieści.

Jeżyk i pozostałe zwierzątka zajęły miejsca w ławkach i wtedy Borsuczek szepnął, trącając łapką Jeżyka:

– Popatrz! Mama zaprosiła nawet Dziadka Bobra na zakończenie nauki. On, jak wiesz, bardzo pomagał przy budowie szkoły, a i teraz często doradza, jak nas uczyć. Dziadek Bóbr jest bardzo mądry i prawie wszystko potrafi sam zrobić.

W tej chwili właśnie Dziadek Bóbr wystąpił do przodu i rozpoczął przemówienie.

– Moi mali przyjaciele, wasza Pani, Mama Borsukowa, poprosiła mnie, aby dzisiaj w ostatnim dniu szkolnym powiedzieć wam to, co uważam za najważniejsze z całej tegorocznej nauki. Długo myślałem, idąc do was, co takiego wam powiedzieć. Czy najważniejsze jest poznawanie pożytecznych i szkodliwych roślin i innego pożywienia, czy najważniejsze jest zapamiętywanie wrogów i przyjaciół, czy też przygotowywanie nory i zapasów. Myślę jednak, że są ważniejsze rzeczy dla młodych zwierzątek. Sądzę, że najważniejsze to: uważne patrzenie na wszystko dookoła, zapamiętywanie tego, co ważne i pomaganie wzajemnie sobie w potrzebie. Gdy potrafi się robić te trzy najważniejsze rzeczy, to na pewno łatwo będzie nauczyć się wszystkiego, co wam będzie potrzebne. W tym właśnie tak bardzo pomaga wam nasza kochana Mama Borsukowa.

To mówiąc Dziadek Bóbr skłonił się nisko przed Mamą Borsukową, która była niezwykle wzruszona. Zaraz jednak wyjęła opakowane w zielone liście, pięknie napisane na brzozowej korze świadectwa ukończenia zajęć, przygotowane na dzisiejszy dzień.

– Moje dzieci – powiedziała – nadszedł czas, abyśmy się pożegnali, jesień już w pełni, czas przygotować się do zimy chcę, więc dać wam dzisiaj świadectwa na zakończenie naszych zajęć.

– Ojej, a czy ja też dostanę! – nie wytrzymał Mały Zajączek.

– Dostaną wszyscy, którzy na nie zasłużyli – odpowiedziała Mama Borsukowa – i to w takiej kolejności, w jakiej wykazywali pilność i postępy – to mówiąc, podniosła łapę w górę.

W klasie zapadła cisza, słychać było tylko dolatujące z lasu brzęczenie pszczół i świergot ptaków.

– Najlepiej w tym roku uczył się w młodszej klasie Jeżyk i Mały Zajączek, oni też dostaną najlepsze świadectwa – rzekła Mama Borsukowa.

Jeżyk zupełnie nie mógł uwierzyć, kiedy to usłyszał, a Mały Zajączek aż pisnął z wielkiej radości.

– W klasie starszej – ciągnęła dalej Mama Borsukowa – najlepiej uczył się Dziczek, później mój synek Borsuczek, Starszy Zajączek i obie Wiewiórki. Tu wręczyła im po kolei świadectwa.

Wszyscy patrzyli teraz na Misia, który nie dostał świadectwa i siedział teraz ze spuszczoną głową, bardzo zmartwiony. Mama Borsukowa pokiwała głową.

– No cóż – powiedziała po chwili milczenia – naprawdę nie bardzo wiem, co z tobą zrobić Misiu. To, że nie chodziłeś czasem do szkoły, to jeszcze pół biedy, ale doszły mnie tu brzydkie wieści o pszczołach, pszczołach barci. W klasie często dokuczałeś i płatałeś figle kolegom. Powiedz czy zasłużyłeś na świadectwo?

– Chyba nie – zamruczał cichutko Misio i duża łza kapnęła mu z pyszczka. – Ale może, może ja się poprawię, na pewno – dodał prawie szeptem.

– On na pewno się poprawi! – zawołał głośno Dziczek i zaraz się zawstydził i powiedział swoje „przepraszam”.

– My mu pomożemy jeszcze to wszystko nadrobić przed zimą – podsunął Starszy Zajączek, a Młodszy zawołał – ja sam ci wszystko pomogę napisać w zeszycie!

– A ja będę Pani pomagał jeszcze w robieniu zapasów, za te ucieczki ze szkoły – cichutko i nieśmiało dorzucił Misio, który nagle się uśmiechnął widząc, że jeszcze nie wszystko stracone.

– Już ja go sama dopilnuję, proszę Pani – wtrąciła nieco lękliwie Mama Niedźwiedziowia, której było bardzo przykro, kiedy słyszała, co Mama Borsukowa mówiła o jej synku.

– No dobrze – machnęła wreszcie łapą Mama Borsukowa – zgadzam się. Ale pamiętaj Misiu, będziesz tu do mnie przychodzić aż spadnie pierwszy śnieg, dopóki się wszystkiego nie nauczysz. Wtedy dopiero dostaniesz swoje świadectwo.

Na te słowa zwierzątka, a nawet ich rodzice podniosły radosny wrzask i pisk. Słychać było skrzeczenie wiewiórek, chrząkanie dzików, a najgłośniej chyba piszczał Mały Misio, który zaraz z radości zaczął tańczyć na ławce. Później wszyscy rzucili się do Mamy Borsukowej, Jeżyk z Chomiczkiem obdarowali ją kwiatami, mamy ściskały ją, a nawet Dziadek Bóbr wzruszył się i co chwila ocierał łapą wąsy.

I była jeszcze jedna niespodzianka. Na zakończenie uroczystości Mama Borsukowa zaprosiła wszystkich na wielkie przyjęcie. Zwierzątka zasiadły przy zesuniętych ławkach i opychały się różnymi smakołykami aż do późnego wieczora. Wtedy dopiero Jeżyk zmęczony, ale szczęśliwy powrócił do swego mieszkania. I tak zakończyły się zajęcia w zwierzątkowej szkole.