Menu
  • Link do mapy serwisu
  • Pl
  • 12. Jak Jeżyk, Borsuczek i Chomiczek zbierali grzyby i robili zapasy
  • 12. Jak Jeżyk, Borsuczek i Chomiczek zbierali grzyby i robili zapasy
 

12. Jak Jeżyk, Borsuczek i Chomiczek zbierali grzyby i robili zapasy

Zbliżała się już jesień i cały las stroił się na jej przyjęcie. Pierwszy sygnał dały jarzębiny, których koralowe owoce czerwieniały wśród zieleni drzew. Później tu i ówdzie zaczynały połyskiwać żółte i pomarańczowe liście buków i klonów. Ranki stawały się już chłodne i często Jeżyk budził się zziębnięty.

Pewnego razu, gdy wyszedł przed swoje mieszkanie i patrzył na poranna mgłę, zasnuwającą polankę, zauważył po drugiej stronie dróżki coś brązowego w wysokiej trawie. Był to kapelusz dorodnego grzybka, który niespodzianie wyrósł w zaroślach.

– To na pewno kozaczek – stwierdził Borsuczek, kiedy Jeżyk pokazał mu swoją zdobycz. Kozaczki są bardzo smaczne. Mama suszy je i robi później w zimie doskonałą zupę.

– Wiecie w lesie pełno grzybów! – zawołała nadbiegając Wiewiórka, ale ja nie mam czasu ich zbierać, Mama wysłała mnie po orzechy – i już znikła wśród gałęzi.

– Myślę, że warto by wybrać się na grzyby – powiedział Borsuczek – weźmiemy koszyczki, pójdziemy po Chomiczka i razem nazbieramy ich bardzo dużo.

– Doskonale! – Ucieszył się Jeżyk – dalej w drogę!

Po chwili byli już na skraju lasu i skierowali się do nory Chomiczka. Zastali go przy pracy. Kopiąc pilnie, powiększał swoje komory na zboże. Ucieszył się bardzo z ich przybycia.

– Co tam nowego w lesie? – zapytał – Ja, jak widzicie przygotowuję się do jesiennych zbiorów. Zboża już dojrzałe, wkrótce będę miał bardzo dużo pracy ze zgromadzeniem zimowych zapasów.

– Przyszliśmy zapytać, czy nie masz może ochoty zbierać z nami grzybów – powiedział Borsuczek.

– W lesie jest ich podobno mnóstwo – dorzucił Jeżyk.

– Grzyby? – zdziwił się Chomiczek – a co to takiego? Nigdy dotąd grzybów nie widziałem. Czy są one może dobre do jedzenia? Czy można je schować na zimę?

– O ej! – Ty nie wiesz, co to są grzyby – nie dowierzał Jeżyk – chodź z nami, poznasz je i sam się przekonasz, jakie są smaczne.

Powrócili więc w trójkę do lasu, zabrali koszyczki i pomaszerowali na poszukiwanie grzybów. Zaglądali pod młode świeczki, pomiędzy gęsty mech rosnący pod drzewami. Szukali na rozświetlonych polankach, pod młodymi brzózkami. Borsuczek najlepiej znał się na różnych gatunkach grzybów.

– O popatrzcie! Znowu kozaczki, a tutaj takie z wilgotnym kapeluszem to maślaki. Nagle zagłębił się w świerkowy zagajnik i krzyknął triumfalnie.

– Borowiki, prawdziwe borowiki! One są najlepsze do jedzenia! Ile ich tutaj wyrosło!

Rzeczywiście, pękate grzybki o niewielkich, prawie nieodstających od nóżki, brązowych kapeluszach, siedziały ledwo widoczne w mchu. Borsuczek zbierał je starannie, odcinając ostrym kawałkiem szkiełka od podłoża.

– Dlaczego ich po prostu nie wyrywasz? – zapytał ciekawy Chomiczek – przecież to łatwiej i szybciej.

– Wtedy właśnie niszczy się grzybnię – odparł Borsuczek – i grzyby więcej w tym miejscu nie rosną.

– A co to takiego ta grzybnia? – wtrącił się Jeżyk, który szukając w pobliżu przysłuchiwał się rozmowie i bardzo zazdrościł Borsuczkowi, że znalazł borowiki.

– To takie cienkie niteczki, jakby korzonki, z których właśnie wyrastają ciągle nowe grzyby – objaśniał Borsuczek – dlatego trzeba grzyby odcinać, żeby nie uszkodzić grzybni.

– A ja znalazłem jakieś dziwne grzybki – odezwał się po chwili dalszych poszukiwań Chomiczek – takie jakieś rude i kapelusze mają podgięte do góry. Popatrz Borsuczku, czy może wiesz, jak się one nazywają?

– Oczywiście – odparł ucieszony Borsuczek – to są rydze, możemy je albo zjeść po usmażeniu albo schować na zimę w garnuszku z octem. Po powrocie do domu urządzimy prawdziwa ucztę.

– Zaraz, zaraz! – zawołał Chomiczek – teraz dopiero mam coś bardzo pięknego! To mówiąc, wylazł z krzaków, trzymając w łapkach ogromny grzyb, który na długim trzonku nosił wielki czerwony kapelusz ozdobiony białymi kropkami. Chomiczek był bardzo dumny ze swej zdobyczy.

– Prawda, że ten jest najładniejszy? Takiego żaden z was nie znalazł. Pewnie smakuje też znakomicie – i już zamierzał ugryźć znalezionego grzyba.

– Rzuć go w tej chwili! – Krzyknął przerażony Borsuczek – przecież to muchomor, bardzo trujący i niebezpieczny grzyb! Nie wolno go jeść.

– Jak to trujący? – Zapytał pełen niedowierzania Chomiczek – nic nie mówiłeś, że są jakieś trujące grzyby. Może te cośmy uzbierali też są trujące? Skąd wiesz, że właśnie tego jeść nie wolno?

– Borsuczek mówi prawdę – przypomniał sobie Jeżyk – w naszej szkole Mama Borsukowa opowiadała nam o muchomorze i innych trujących grzybach.

– A czy ta wasza szkoła przydałaby się na coś i mnie, Chomiczkowi? Mówiliście, że to szkoła dla leśnych zwierzątek, zwierzątek ja jestem zwierzątko polne.

– Nic nie szkodzi – odparł Jeżyk – zajączki też żyją na polach, a chodzą do naszej szkoły i na pewno dużo się nauczyły. Widzisz, jakbyś chodził do szkoły, to od razu poznałbyś muchomora.

– Może rzeczywiście wybiorę się na przyszły rok do tej szkoły – zastanawiał się Chomiczek – bo podobno teraz już kończycie zajęcia.

– Tak – odpowiedział Borsuczek. – Mama w zimie przeważnie śpi, jak wiele innych leśnych stworzeń, ale przyjdź jeszcze teraz na zakończenie lekcji. Zobaczysz jak u nas wesoło.

– Czas wracać do domu! – zdecydował Jeżyk – nasze koszyczki są prawie pełne, a teraz trzeba się zabrać do roboty. Grzyby nie mogą leżeć, bo się zniszczą. Idziemy!

Ruszyli w drogę powrotną. Było już popołudnie i pod wielkim dębem wkrótce zawrzała praca. Borsuczek krajał borowiki i kozaczki na małe plasterki. Jeżyk przygotowywał długie i cienkie nitki z trawy, na które razem z Chomiczkiem nawlekali grzybki. Gotowe wianuszki Jeżyk zawieszał na słońcu, na wysokich gałęziach sąsiedniej leszczyny

– Muszą dobrze wyschnąć – doradzał Borsuczek – a później najlepiej je schować w woreczku do spiżarni.

– Nie mam wcale woreczków – zmartwił się Jeżyk – mam tylko garnuszki.

– Nic się nie kłopocz – ofiarował się Chomiczek – ja mam dużo woreczków na zboże, mogę ci chętnie dać kilka.

– Doskonale – ucieszył się Jeżyk – a ja ci dam za to garnuszki na marynowane grzybki, takie w occie, zobaczysz, jakie są dobre, raz poczęstowała mnie nimi Mama Borsukowa.

– Robimy kolację? – zaproponował Borsuczek – Już zostały nam tylko rydze, a grzybki marynowane zrobimy jutro.

Zwierzątka rozpaliły mały ogień. Borsuczek kładł na kawałku blachy, który służył Jeżykowi za patelnię rydze i wkrótce smakowity zapach rozchodził się dookoła. Przywabił nawet z daleka Wiewiórkę, która nie miała jednak ochoty na smażone rydze.

– Wolę orzechy – powiedziała, kręcąc nosem – najadłam się ich dzisiaj tyle, że nic nie uzbierałam na zimowe zapasy i Mama kazała mi iść jutro drugi raz.

Gdy po kilku dniach po grzybobraniu, wczesnym rankiem Chomiczek zjawił się pod starym dębem, gdzie mieszkał Jeżyk było bardzo chłodno. Poranna mgła zalegała polankę i las błyszczał żółcią i czerwienią. Wszystkie drzewa ubrały swe liście w najpiękniejsze kolory, tylko dęby zachowały jeszcze swoją zieleń.

– Najwyższy czas zabrać się porządnie do robienia zapasów zimowych – powiedział Jeżyk – co będzie jak się spóźnimy?

– E tam – odrzekł, przeciągając się Chomiczek – ja już właściwie wszystko pozbierałem. Zacząłem, kiedy jeszcze zboże rosło w polu, teraz mogę ci pomóc, a później pójdziemy do mnie ładować ziarno do komór i spiżarni, dobrze?

– No tak – podrapał się niepewnie po łebku Jeżyk – ale ja mam jeszcze mnóstwo pracy. To nie tylko chodzi o zapasy. Muszę przygotować cieplejsze posłanie, zrobić zapas patyczków do mojego paleniska w kuchni, które mi przyszykował Bóbr i wreszcie zabrać się do zbierania jeżyn, żurawiny, orzechów, korzonków i wszystkiego, co przyda się w zimie do jedzenia. Pójdźmy najpierw do spiżarki, zrobimy tam porządek.

Razem bardzo dokładnie policzyli to, co w spiżarce stało na półeczkach. Nie było tego zbyt dużo, jeden garnuszek miodu, który niegdyś ofiarowały pszczoły, kilka garnuszków konfitur no i grzybki. Reszta to niestety były puste garnuszki i miseczki.

– Niedobrze, niedobrze – pomrukiwał Chomiczek – właściwie to ty Jeżyku wcale nie masz zapasów, przecież to nie wystarczy więcej niż na parę dni, a zima jest długa i ciężka.

– Chyba jednak zaczniemy od posłania – upierał się Jeżyk – każdego ranka mam zupełnie zdrętwiałe z zimna łapki, mimo że zakopuję się w legowisku po sam nos.

– Ee, jakie to tam legowisko – Chomiczek patrzył z wyraźną pogardą – trochę suchych igieł i liści, z których zostały same reszteczki. Trzeba to wszystko wyrzucić i przyniesiemy świeżego mchu i miękkiego sianka.

Obaj wywlekli całe posłanie Jeżyka z jego mieszkania i starannie wysprzątali legowisko. Później powędrowali pod wysokie sosny, gdzie rosło mnóstwo mchu. Wyrywali mech całymi płatami, czyścili starannie z ziemi i korzonków i już niedługo posłanie Jeżyka wyglądało zupełnie inaczej.

– Ale miękko – cieszył się, próbując je Jeżyk.

– Wiesz – poddał Chomiczek – na mokrej łące pod lasem rośnie taka trawa z białymi puszystymi kitkami.

– To wełnianka – zawołał Jeżyk – pamiętam ze szkoły!

– Wypełnimy moje woreczki wełnianką i będziesz miał wspaniałą poduszeczkę i kołdrę! – wykrzyknął Chomiczek – coś wspaniałego!

Zrobiło się już południe, kiedy jeszcze pracowali. Jeżyk mimo że słońce świeciło słabo, był cały spocony, a Chomiczek sapał głośno. Zrobili nowe posłanie, nazbierali ogromny zapas patyczków do kuchni, a na samym końcu okleili starannie gliną szybkę, która zastępowała w norce Jeżyka okienko. Chomiczek dreptał i węszył po wszystkich kątach, każdą szparkę zatykał mchem, uszczelniał gliną.

– Wiesz – powiedział wreszcie – to jest bardzo piękne mieszkanie i przestronne, i jasne, i suche, ale ja wolę jednak moją wykopaną w ziemi norę. Tam nie ma szparek, a gdy chcę zawsze mogę wykopać jeszcze jedną komorę na zapasy.

– Każde zwierzątko mieszka tak jak mu wygodniej – odparł nieco urażony Jeżyk, ale nagle aż podskoczył do góry i zawołał – Zapasy! Już pół dnia minęło, a ja nic nie zebrałem. Bierzmy koszyki i chodźmy w las!

– Najpierw zobaczmy czy zostało coś orzechów w leszczynowym zagajniku – zaproponował Chomiczek.

– Myślę, że ten bliższy nas już dawno spenetrowały Wiewiórki, one jeszcze przed paroma dniami mówiły, że ich mamy wysyłają je po orzechy – zastanawiał się Jeżyk – Wiesz co – powiedział po chwili namysłu – pamiętam, że dalej w głębi lasu, wiesz, tam gdzie wiedzie dróżka do bukowego zagajnika, jest też bardzo dużo krzaków leszczyny, spróbujmy tam zbierać.

Zagłębili się w las. Jeżyk miał racje, wkrótce dotarli do leszczynowego zagajnika. Widocznie Wiewiórki tu nie dotarły, może bały się ciemnego lasu, gdzie rosły szeregami szare buki o gładkich pniach i czerwonych teraz jak płomienie liściach. Dość, że leszczyny uginały się od orzechów i wkrótce koszyki i jeden z woreczków Chomiczka były pełne. Kiedy tak buszowali pośród liści niedaleko za nimi rozległ się łomot gałęzi, coś zatupotało i usłyszeli pełne zdziwienia fuknięcie. Aż podskoczyli ze strachu i zdumienia.

– Uff! – Zawołał Mały Dziczek, równie zdziwiony i może i trochę przestraszony – a cóż wy tutaj robicie?

– To ty pewnie też tutaj zbierasz orzechy? Ale nas przestraszyłeś!

– Przepraszam – powiedział jak zwykle Dziczek – Orzechy? Nie ja mam tutaj coś znacznie lepszego, buczynę! – to mówiąc zamlaskał mimo woli i oczywiście powtórzył swoje – Przepraszam!

Buczyna, owocki z buka – domyślił się Jeżyk – to dlatego buszujesz tutaj pod bukami. Czy ty też robisz zapasy na zimę?

– E nie – odparł Dziczek – my nie robimy zapasów, zawsze coś w zimie znajdziemy pod śniegiem, ale buczyna jest świetna, spróbujcie sami!

– Rzeczywiście – przyznali, gdy spróbowali owocków, które tkwiły w kolczastych skorupkach – niezłe!

– Uzbieramy je do pustych woreczków – zaproponował Chomiczek – przydadzą się i do mojej spiżarni.

Zabrali się do pracy. Dziczek pomagał im chętnie, mimo że właściwie mógł sobie pomyśleć, że przyszli po jego ulubione smakołyki. Ale Dziczek zawsze dzielił się ze swoimi przyjaciółmi śniadaniem w szkole, a teraz powtarzał:

– Buków tutaj bardzo dużo, a buczyny jeszcze więcej, starczy dla każdego.

– Ojej! – zawołał nagle Jeżyk – jak ciemno! Ja się boję! Nie wiem czy trafimy do domu!

Zbierając orzechy, a teraz buczynę posuwali się długo w głąb lasu i nawet nie zauważyli, kiedy zapadł wczesny jesienny zmierzch. Rzeczywiście w lesie zrobiło się nieprzyjemnie.

– Ja też nie bardzo wiem, gdzie leży kotlina na łące, w której mieszkam – przyznał niechętnie Chomiczek.

– Czego wy się boicie? – zdziwił się Dziczek, przecież ja was zaprowadzę, ja w nocy trafię wszędzie i nigdy nie zbłądzę – dodał nieco zarozumiale.

– Jak ty to robisz? – zapytali obaj jednocześnie.

– Po prostu pamiętam zapach – odparł Dziczek i ruszył przodem.

Gwiazdy jaśniały już nad lasem, kiedy uprzejmy Dziczek zaprowadził Chomiczka tuż przed wejście do jego nory. Później, już ciemną nocą dotarli ze zmęczonym Jeżykiem do jego starego dębu na polanie.

– Dziękuję ci bardzo – mówił Jeżyk – bez ciebie chyba byśmy nocowali gdzieś w lesie, a to bardzo niemiłe, może wejdziesz na chwilę, dam ci konfitur.

– O nie, przepraszam, dziękuję – odparł Dziczek – myślę, że nocleg w lesie jest dla takich małych zwierzątek jak wy nawet niebezpieczny. A konfitury, wiesz ja ich nie bardzo lubię, ale gdybyś – tu urwał i spojrzał nieśmiało.

– O co chodzi – zapytał prędko Jeżyk – masz może ochotę na jakieś inne moje przysmaki, proszę bardzo!

– Bo wiesz – mówił, trochę się zacinając Dziczek – tu pod twoim dębem jest mnóstwo żołędzi, one są bardzo smaczne i ja myślałem, że przecież one są wszystkie twoje, więc gdybyś się zgodził…

– Ależ oczywiście – roześmiał się Jeżyk – zjadaj ile zechcesz, ja żołędzi nie potrzebuję.

– A czy lubisz jabłka? – zapytał wdzięczny Dziczek – słyszałem, że jeże bardzo lubią jabłka. Wiesz – ciągnął dalej – znam miejsce, gdzie rośnie stara dzika jabłonka, zaprowadzę cię do niej jutro.

Nazajutrz Dziczek dotrzymał słowa. Jabłonka była obsypana małymi cierpkimi jabłkami, które przyjemnie pachniały. Zebrali ich pełne koszyki i tak Jeżyk uzupełnił jeszcze swoje zapasy.

– Wiesz – powiedział przy pożegnaniu Dziczek – zawsze mi opowiadano, że jeże noszą jabłka wbite na kolce, ale to chyba nieprawda, co?

– Pewnie, że nieprawda, na co robiłbym koszyki i jak te jabłka wbijać na kolce – zaśmiał się wesoło Jeżyk. Był bardzo zadowolony, miał już ciepłe legowisko i spiżarkę pełną zapasów na zimę.

All rights reserved © 2017 Akademia Górniczo-Hutnicza