8. Jak Jeżyk z przyjaciółmi poznali Chomiczka

Zbliżało się już lato, kiedy Jeżyk przypomniał sobie, że przecież dotąd jeszcze nie zaniósł Mamie Borsukowej bukietu kwiatów. Postanowił, zatem wybrać się na łąkę. Nie bardzo jednak miał ochotę iść tam sam i dlatego umówił się z Wiewiórką i Borsuczkiem.

Właśnie był dzień wolny od zajęć w szkole i już wczesnym rankiem zwierzątka ruszyły w drogę. Jeżyk zabrał także koszyczek, bo w lesie zaczęły już dojrzewać borówki. Powiedziała mu o tym wczoraj Wiewiórka, która lubiła w wolnych chwilach myszkować wśród zarośli i była bardzo wścibska.

– Czy to prawda Borsuczku – zapytała, gdy szli już leśną ścieżką – że twoja Mama miała podobno ogromne zapasy powideł z borówek?

– Czy one były ogromne, nie wiem – odparł Borsuczek, oblizując się mimo woli – ale wiem, że ich teraz już prawie nie ma.

– Aha – powiedziała nieco zawiedziona Wiewiórka i już nie pytała więcej.

Wkrótce stanęli na skraju lasu. Jeżyk zupełnie nie poznał łąki, na której kiedyś spotkał Pana Bociana. Pełna była teraz różnobarwnych kwiatów. Rosły tu i niebieskie bławatki i podobne trochę do kwiatów ostu, fioletowawe chabry i małe czerwone maczki. Gdzieniegdzie strzelały w górę żółtawo-złote dziewanny. Były też i białe margerytki, a przy strumyczku tłoczyła się cała masa niezapominajek.

Jeżyk bardzo się ucieszył i już chciał nazrywać jak najwięcej kwiatków, ale Wiewiórka pokręciła nosem.

– Ee… – narzekała – to strasznie pospolite kwiaty, wszędzie rosną. Niezapominajki są nawet w lesie w wilgotnych miejscach. Kto to widział, robić bukiety z tego zielska! Moja mama to by się chyba i śmiała z takiego podarunku.

– A moja nie – powiedział Borsuczek – i wiem, że się na pewno bardzo ucieszy z bukietu Jeżyka. – To nieważne, jakie są kwiatki, tylko, że ktoś pomyślał, żeby je przynieść.

– Tak naprawdę myślisz Borsuczku? – zapytał Jeżyk, któremu w czasie przemówienia Wiewiórki trochę posmutniał pyszczek, a teraz znowu się rozjaśnił. – Ale może rzeczywiście pójdziemy jeszcze dalej. Myślę, że po drodze znajdziemy coś ładniejszego.

Poszli, więc ścieżką pomiędzy łąką a polem, na którym rosło zboże. W dali widać było niewielkie pagórki, rozciągające się aż do leżącej nieco dalej wsi, gdzie mieszkał Pan Bocian. Pagórki oddzielone były od łąk i łanów zbóż wąskim, niewielkim jarem o stromych, gliniastych zboczach.

Kiedy zbliżyli się do brzegu jaru, zobaczyli, że jego dno porośnięte jest skąpą trawą, a po przeciwnej stronie, na zboczu czerni się duży otwór. Koło niego krzątało się pilnie jakieś niewielkie stworzenie. Miało ono ciemne futerko, prawie czarne na grzbiecie. Po bokach widoczne były rude plamy, rudy także był i pyszczek. Zwierzątko uwijało się bardzo pracowicie coś przesypując i układając na słońcu.

– Kto to jest? – Zdziwił się Jeżyk.

– Nie wiemy – odrzekli Borsuczek i Wiewiórka – nigdy kogoś takiego nie widzieliśmy w lesie.

To mówiąc, podeszli zupełnie blisko. Kiedy jednak mieszkaniec jaru ich dostrzegł, stanął szybko na dwóch łapkach i zasłaniając sobą otwór nory zaskrzeczał bardzo gniewnie:

– Co wy jesteście za jedni? Czego tutaj szukacie na polu? Wynoście się prędko z mojego jaru!

To mówiąc, Chomiczek, bo on to był właśnie, przybrał bardzo groźną postawę i wyraźnie zdradzał wielką ochotę do bójki.

– My jesteśmy leśne zwierzątka – pospieszył z odpowiedzią Borsuczek – To jest Jeżyk i Wiewiórka, a ty, kto jesteś?

– Jestem Chomiczek, a to wszystko dookoła to moje gospodarstwo – i zaraz zapytał opryskliwe:

– Po co tutaj przyszliście? Jeśli jesteście leśne zwierzątka, to powinniście siedzieć w lesie, a nie łazić tu i szukać nie wiadomo, czego.

– My naprawdę mieszkamy w lesie. Tutaj przyszedłem tylko poszukać ładnych kwiatków z przyjaciółmi – powiedział Jeżyk. – Chciałem ofiarować bukiet kwiatów mamie Borsuczka, bo ona ocaliła mi w zimie życie. A to jest właśnie Borsuczek – dodał – wskazując przyjaciela.

Chemiczek podszedł bliżej. Był wyraźnie zaciekawiony, a jego zły humor jakoś szybko znikł.

– Coś tam o tym słyszałem, chyba Zające plotły o wilkach, o jakimś Jeżyku i o jakiejś tam szkole w lesie – drapał się za uchem. – Czy naprawdę nie przyszliście ukraść mi zboża?

– Skąd, my wcale nie jadamy zboża – zapewniła Wiewiórka – a może masz ochotę na borówki? – dodała, wskazując na koszyczek Jeżyka, do którego w czasie drogi wrzucili trochę znalezionych przy ścieżce jagód.

– Z przyjemnością – odrzekł już zupełnie udobruchany Chomiczek. – Na łąkach czasami znajdę poziomkę, ale nawet teraz nie zbieram, bo mam ogromne kłopoty. Kłopoty z moimi zapasami.

– Jakie kłopoty? – zapytali zaciekawieni przyjaciele.

– Z ziarnem – westchnął Chemiczek – najpierw część ukradły mi myszy polne, a później w czasie wiosennych deszczów, woda dostała się do kilku magazynów i ziarno zamokło.

To mówiąc, wskazał łapką. Dopiero teraz zwierzątka zauważyły, że na liściach dookoła jamy Chomiczka rozłożone jest zboże.

– O właśnie, muszę je teraz suszyć na słońcu, a jednocześnie pilnować. Już dzisiaj rano wróble z pobliskiej wioski zwiedziały się, że wyłożyłem ziarno i nie mam ani chwili spokoju. Nawet nie mogę iść do nory po resztę. Gdy tylko stąd się oddalę, to już te łobuzy dobierają się do zboża, a najbardziej lubią pszenicę.

– To ty masz jak widzę różne ziarna, każdy rodzaj jest osobno – zauważyła Wiewiórka.

– A tak, gdy zbiorę ziarno, zaraz je segreguję – odparł Chomiczek. – O tu jest pszenica, to owies, a tam nawet trochę kukurydzy. Kukurydzę to – hmm… znalazłem tam na polu, blisko wsi.

– A może my popilnujemy, a ty wtedy możesz spokojnie przynieść to, co jeszcze trzeba wysuszyć– podsunął Jeżyk.

– Wiecie, że to dobry pomysł – zgodził się, uspokojony już całkiem Chomiczek – już lecę, zaraz wrócę. Poczekajcie tu i uważajcie na wróble.

– Nic nie bierzesz, aby przynieść ziarno, ani woreczka, ani koszyczka? – Zawołała trochę zdziwiona Wiewiórka za znikającym już w norze Chomiczkiem.

– Nie trzeba – rozległ się z głębi jego głos – ja sobie radę inaczej, zobaczycie.

Za chwilę Chomiczek był z powrotem, ale z pustymi rękami.

– Gdzie ziarno? – zapytali wszyscy.

– Zaraz – zasapał Chomiczek i zaczął wysypywać ziarno, które wypychało mu policzki jak dwa baloniki. – Jak widzicie, mogę w pyszczku przynieść tyle, że nie potrzebuję worków– i znowu zawrócił do nory.

Po chwili cały zapas zboża leżał już na liściach. Chomiczek starannie przebierał ziarnka. Czyścił je małą miotełką, rozkładał równą warstwą na liściach.

– Mówiliście, że szukacie kwiatów – przypomniał sobie, kiedy skończył pracę. – Tam nieco dalej, na wilgotnej łące, rosną białe storczyki, nazywają się podkolan. Można je zrywać. Idźcie tam, a jak będziecie wracać, wstąpcie do mojej nory.

Wkrótce Jeżyk miał prześliczną wiązankę pachnących, delikatnych kwiatów na wysokich łodyżkach. Kiedy wracali, gościnny Chomiczek już czekał przy wejściu.

Najpierw pokażę wam moje mieszkanie. Nie jest takie zupełnie malutkie – pochwalił się z dumą.

Rzeczywiście nora Chomiczka mogła budzić zachwyt… Oprócz wygodnej sypialni, gdzie mieściło się wyścielone miękkim puchem legowisko, było tu jeszcze klika komór, połączonych korytarzami. Były to spiżarnie, pełne rozmaitych zapasów, ale głównie ziarna.

Po obejrzeniu domostwa, gospodarz zaprosił swych nowych przyjaciół na podwieczorek. Znalazły się ta i świeże marchewki i orzechy, a nawet suszone jabłka na deser.

Dopiero wieczorem Jeżyk z Borsuczkiem zanieśli Mamie Borsukowej bukiet kwiatów. I w ten sposób właśnie leśne zwierzątka poznały Chomiczka.