2. Jak Jeżyk urządził swoje mieszkanie

Dużo już czasu upłynęło od pamiętnego dnia, kiedy to Jeżyk znalazł schronienie w starym dębie na leśnej polanie. Zima się skończyła, wszędzie płynęły małe strumyczki powstałe od topniejącego śniegu, który pozostał jeszcze gdzieniegdzie pod najgęstszymi drzewami. Było coraz cieplej, wiosenne słońce przygrzewało i na polankach pojawiły się już zawilce, a leszczyna wypuściła pierwsze pączki.

Jeżyk wygrzewał się w promieniach porannego słonka, kiedy na ścieżce pojawił się jego przyjaciel Borsuczek. Z daleka już zawołał:

– Hej Jeżyku! Coś mi się wydaje, że już naprawdę zima do nas nie powróci, myślę, że najwyższy czas, abyśmy zbudzili Dziadka Bobra.

– Ale może najpierw pójdziemy do Wiewiórki, obiecałeś, że się poznamy, a ile razy byliśmy pod jej drzewem i wołaliśmy na nią, nikt się nie odzywał.

– Z wiewiórką nigdy nie wiadomo, raz śpi, raz goni po drzewach, to znowu szuka niby zapasów, które zakopała w ziemi, ale jeszcze nie widziałem, żeby kiedy co znalazła – opowiadał Borsuczek, kiedy ruszyli w drogę – możemy do niej zajrzeć, zobaczymy.

Tym razem jednak, wbrew przypuszczeniom, na pierwszy okrzyk Borsuczka z dziupli na wysokiej sośnie ukazały się najpierw para rudych, zakończonych kitką uszu, a następnie cała głowa rudej ruchliwej wiewiórki.

– Ojej, ale zaspałam w tym roku – zawołała, zbiegając szybko po pniu – to ty Borsuczku, a ten drugi to kto, nie widziałam go dotąd w lesie.

– To Jeżyk – odparł Borsuczek – zamieszkał niedawno, wiesz w tym starym dębie na polanie.

– Kto to przyszedł? Odezwał się bardzo zaspany głos i Mama Wiewiórkowa wyjrzała ze swego mieszkania – a to wy, już od Mamy Borsukowej słyszałam o tobie Jeżyku, gdzie idziecie?

– Idziemy do Dziadka Bobra, żeby go obudzić – powiedział Borsuczek.

– Mogę iść z nimi Mamo? – zapytała Wiewiórka.

– Pójdziesz innym razem, w norze straszny nieporządek po zimowym spaniu – odpowiedziała Mama Wiewiórowa – musisz mi pomagać.

– E…, ty tak zawsze – narzekała Wiewiórka i z niechęcią zawróciła do domu – przyjdę do was później – szepnęła Borsuczkowi.

Droga do Dziadka Bobra była daleka. Prowadziła przez gęsty sosnowy las, aż do dużej kotlinki, w której błyszczało niewielkie zarosłe szuwarami jeziorko. Jeziorko było okrągłe, mało czystą wodę i piaszczysty brzeg. Wydawało się płytkie. Po przeciwnej stronie przechodzącej koło jeziorka ścieżyny kilka starych brzóz nachylało na wodą gałęzie. Obok nich wpływał do jeziora niewielki strumyczek.

– Trzeba teraz zejść ze ścieżki i iść lewym brzegiem strumyka, tam w górze była kiedyś duża kolonia bobrów, ale później zniszczyli ją ludzie – opowiadał Borsuczek – został tylko jeden ostatni, najmądrzejszy i najstarszy bóbr, pomaga nam bardzo chętnie. To on zrobił ławki dla naszej szkoły.

– Szkoły? – zdziwił się Jeżyk – a co to takiego?

– A to my, to znaczy małe zwierzątka, uczymy się tam wszystkiego, co w leśnym życiu jest potrzebne, właśnie moja mama prowadzi tę szkołę – dodał z dumą.

– Bardzo chciałbym też chodzić do tej szkoły – westchnął Jeżyk.

– O mama na pewno się zgodzi – powiedział Borsuczek.

Właśnie dochodzili do miejsca, gdzie rzeczułka rozlewała się, tworząc niewielki zalew. Widać było jeszcze resztki zniszczonej już przez czas tamy, a z wody sterczały okrągłe jakby daszki ułożone z gałęzi.

– To właśnie tutaj – rzekł Borsuczek – tam widać jeszcze stare domy bobrów, one nazywają się żeremia. A w tym ostatnim mieszka Dziadek Bóbr.

– Dziadku, Dziadku! – zawołał głośno – to ja Borsuczek, zbudź się, już nadeszła wiosna.

Borsuczek długo jeszcze nawoływał, ale tylko leśne echo mu odpowiadało i znowu nad wodą panowała cisza.

– Pewnie jeszcze śpi – powiedział Jeżyk – a może coś mu się przytrafiło?

W tej właśnie chwili na gładkiej dotąd jak lustro wodzie zaznaczył się ślad, jakby pod jej powierzchnią coś płynęło. Zaraz potem pokazała się płaska okrągła głowa, ozdobiona parą wielkich wąsów.

– Ach to ty Borsuczku! – zawołał Dziadek Bóbr, bo to był on we własnej osobie, dobrze żeś przyszedł, bo jeszcze długo spałbym sobie smacznie.

– Ja przyszedłem tutaj z wielką prośbą – zaczął nieśmiało Borsuczek – to właśnie jest Jeżyk, mój przyjaciel – czybyś nie pomógł mu trochę przy urządzaniu jego mieszkania? Bardzo cię prosimy.

– Ależ chętnie, chętnie, z przyjemnością pomogę przyjacielowi mego małego przyjaciela – odrzekł Bóbr, gładząc sumiaste siwe wąsy.

Zaraz też ruszyli w drogę powrotną. Bóbr dreptał szybko, ledwie Jeżyk i Borsuczek mogli za nim nadążyć.

– Czym on będzie to wszystko robić? – zapytał szeptem Jeżyk – to co mi jest potrzebne, stoliczek, stołek i inne rzeczy?

– Oczywiście, że zębami – odparł Borsuczek – on ma wspaniałe zęby, zobaczysz jak potrafi nimi ciąć drewno.

Rzeczywiście, gdy tylko przybyli na miejsce, pod stary dąb, Dziadek Bóbr zabrał się pilnie do pracy. Ostrymi zębami piłował deseczki, obcinał równo końce różnych, grubszych i cieńszych gałęzi, dopasowywał, składał razem. Jeżyk i Borsuczek pomagali jak mogli, ale najbardziej przyglądali się z podziwem, jak po niedługiej chwili z kilku deseczek i patyków powstał najpierw zgrabny stół.

– Ile ci będzie potrzeba krzesełek? – zapytał Bóbr – myślę, że chyba ze cztery, żeby twoi przyjaciele mogli gdzieś usiąść, gdy przyjdą w odwiedziny.

– Dziękuję – odparł Jeżyk – ale czy mógłbyś także zrobić mi półeczki w spiżarce, na pewno się przydadzą.

– Pewnie, że mogę, pokaż no tą spiżarkę – powiedział Bóbr i pomaszerował w głąb mieszkania.

– Aha to tutaj, a co to za dziura u góry – zapytał.

– To okienko – odparł Jeżyk – w zimie był tutaj kawałek lodu, ale już stopniał i nie wiem, co będzie, gdy zacznie padać deszcz, już teraz zawsze rankiem, gdy rosa opada, kapie mi na nos.

– Trzeba coś pomyśleć – powiedział Dziadek Bóbr, ustawiając półeczki w spiżarce.

Kiedy jeszcze kończył mocować półeczki nadbiegła zdyszana Wiewiórka, powitała Dziadka Bobra i zaraz zajrzała do mieszkania.

– Ale tu będzie mokro – powiedziała – masz dziurę w dachu.

– Wiem, ale co na to poradzę – rzekł zmartwiony Jeżyk.

– U nas pod sosną leży kawałek szkła – przypomniała sobie nagle Wiewiórka – tamtego roku znalazłam go przy drodze pod lasem, ale mama zakazała mi się nim bawić, przyniosę może się przydać.

– Doskonałe – rzekł Bóbr, oglądając szkiełko, które Wiewiórka po chwili przyniosła– będzie w sam raz na szybkę do okna – i zręcznie wprawił je w otwór w pniu.

– Słuchaj – szepnął Jeżyk Borsuczkowi, korzystając z tego, że Bóbr był zajęty – czy on może nie zjadłby czegoś? Przecież bez przerwy pracuje odkąd tu przyszedł.

– Masz rację Jeżyku, jak chcesz mu zrobić przyjemność, natnij miękkich, zielonych, młodych pędów leszczyny, on je bardzo lubi.

Jeżyk prędziutko pobiegł w kierunku leszczynowego zagajnika, a tymczasem Dziadek Bóbr przerwał pracę i pilnie oglądał wejście do mieszkania. Wreszcie westchnął i powiedział:

– Nie da rady, tak być to nie może, muszę jeszcze zrobić drzwi do nory. Inaczej każdy mógłby się tu dostać.

To mówiąc, już zaczął zbijać grube listewki, kiedy ukazał się Jeżyk, niosąc cały pęk młodych leszczynowych pędów.

– O jaki jesteś miły – uśmiechnął się Bóbr i pogładził wąsy – rzeczywiście coś bym przekąsił, ale najpierw skończę te drzwi i mieszkanko będzie gotowe.

Jeszcze przez chwil mocował kołeczki, zrobił nawet piękną klamkę i zasuwkę i wkrótce solidne, grube drzwi zamknęły wejście do domku.

No i koniec – zawołał Dziadek Bóbr zadowolony. Schrupał z apetytem świeże pędy i nawet nie bardzo słuchając podziękowań, z pośpiechem podreptał leśną ścieżką.

Tak to Jeżyk z pomocą Dziadka Bobra urządził swoje mieszkanie.