Jak wykonać odlew z kokardką na szyi?

W mieście królewskim Krakowie jest jedyny w swoim rodzaju, jedyny taki w Europie – Wydział Odlewnictwa. W budynku tym studenci, młodzież i dzieci uczą się jak wykonać piękne rzeczy z metalu oraz jakie nowoczesne technologie pomagają w pracy odlewnika. Dowiadują się też, jak można wykonać ciekawy prezent dla bliskiej osoby lub po prostu pomocny w codziennym życiu przedmiot. 

 

Każdy mógł tam stworzyć coś pięknego: małe dzieci – drzewka, a starsi – statki lub rycerzy. Twórców ograniczała tylko wyobraźnia. Atmosfera na zajęciach była zawsze przyjazna, miła, niektórzy wzajemnie sobie pomagali. Wszyscy pracowali w skupieniu, oprócz małego siedmioletniego chłopca – Adasia, który zmęczony ciężką pracą zasnął na ławce. We śnie przeniósł się do krainy bajek, gdzie spotkał postaci znane mu z kreskówek, komiksów oraz bajek, które oglądał wspólnie z rodzicami. Spotkał m.in. Królewnę Śnieżkę, Krasnoludki, Tytusa z Romkiem i Atomkiem, Bolka i Lolka, Reksia, Dobre Wróżki, a także Smoka Wawelskiego o imieniu Krakuś. W krainie tej wszyscy byli radośni, szczęśliwi, oprócz... Krakusia.

 

Krakuś od kilku dni chodził bardzo smutny, zamyślony i rozdrażniony. Nikt nie wiedział, co mu się stało. Jego przyjaciele bali się spytać o powody takiego zachowania. Przy każdej próbie rozmowy smok krzyczał i płakał. Wszyscy zaczęli zastanawiać się, czy Krakuś nie jest przypadkiem chory, a może trapiło go coś innego?

 

Adaś wpadł na świetny pomysł, dzięki któremu mógł się dowiedzieć, co się stało Krakusiowi. Ale nikomu nie powiedział, co planuje zrobić. Poszedł do smoka i zaczął z nim rozmawiać.

 

– Cześć Krakuś, zobacz, jaka piękna pogoda, świeci słońce, na niebie są chmurki, podobne do ciebie lub mnie. A właśnie w taki piękny dzień coś mi się przydarzyło. Chcesz, to opowiem Ci pewną historię. Chcesz jej posłuchać?

 

– Nie chcę! Daj mi spokój! Chcę zostać sam! – wykrzyczał rozżalony Krakuś.

 

– Wszyscy się o ciebie martwią, nie możesz się tak zachowywać, wśród przyjaciół poczujesz się lepiej. Proszę zgódź się. 

 

– No dobrze. To usiądź tu i mów.

 

– Wiesz Krakusiu, moja mamusia dostała od taty na imieniny piękną broszkę, nosiła ją codziennie do pracy. Ale pewnego dnia nie przypięła jej. Broszka leżała na komodzie i chciałem dokładniej ją obejrzeć. Zadzwonił telefon, a ja tak bardzo byłem przejęty rozmową z ciocią, że chyba położyłem broszkę na stole, a później wyszedłem na dwór do kolegów i o niej zapomniałem. Następnego dnia mama próbowała odnaleźć zgubę, szukała, szukała i nigdzie nie mogła jej znaleźć. Ja też włączyłem się w poszukiwania, strasznie to przeżywałem, bo broszki nigdzie nie było, a to ja ostatni ją widziałem. Mama chodziła smutna i wtedy wymyśliliśmy z tatą, że kupimy jej nową, podobną do tej zgubionej. Położyliśmy prezent na komodzie w szkatułce, a kiedy mama otworzyła pudełeczko, uśmiechnęła się tak ślicznie! Na jej policzkach pojawiły się łzy szczęścia. Kilka dni później odnalazła się i ta zagubiona broszka. Okazało się, że leżała pod stołem. Mama zażartowała, że teraz ma aż dwie broszki.

 

– Ciekawe, skąd jest ta druga? ¬– zapytała. – Chyba duszki ją podłożyły. 

 

– W odpowiedzi na twarzy taty oraz na mojej pojawiły się zdziwione miny. Od tej pory obiecałem sobie, że zawsze będę odkładać rzeczy na swoje miejsce. A teraz Ty powiedz, co się stało? Bardzo chciałbym Ci pomóc.

 

– No dobrze, już powiem. Wiesz, zgubiłem coś bardzo ważnego dla mnie. Nie mogę znaleźć mojej ukochanej pluszowej owieczki! Nigdzie jej nie ma – szlochał załamany Krakuś.

 

– A szukałeś jej? Nie martw się coś wymyślimy!

 

Niewiele myśląc, Adaś pobiegł do Bolka i Lolka, Krasnoludków i powiedział im, dlaczego Krakuś jest taki smutny. Wspólnie zaczęli obmyślać, co zrobić, żeby pomóc przyjacielowi.

 

– Może uszyjmy nową owieczkę? – wymyśliła Śnieżka.

 

– Ale gdzie znajdziemy materiały na uszycie nowej? – zastanawiały się Krasnoludki.

 

– Mam inny pomysł – krzyknął rozradowany Adaś – zróbmy owieczkę z metalu. Na pewno nie zginie, a może uda nam się ją potem ożywić i Krakuś będzie mógł z nią rozmawiać, chodzić na spacery. Ostatnio na zajęciach technicznych w szkole dowiedziałem się, jak można wykonać piękne odlewy metalowe, spróbujmy!

 

Wszyscy ucieszyli się z pomysłu Adasia, ale obawiali się, że nie podołają tak trudnemu zadaniu.

 

– Adasiu, jak mamy zrobić tę owieczkę? – pytali.

 

– Mam zadanie dla Wróżek. Znajdźcie w okolicy najlepszego specjalistę – odlewnika, on nam pomoże wykonać owieczkę.

 

Wróżki przez chwilę intensywnie zastanawiały się nad czymś, szeptając do siebie w swoim języku, po czym odleciały, aby znaleźć najlepszego specjalistę. Nie było ich długo, ale znalazły osobę znającą się na odlewnictwie.

 

– Oto Pan Józef, wybitny specjalista w swoim fachu – wykrzyknęły uradowane wróżki.

 

– Dzień dobry Panie Józefie, jestem Adaś. Bardzo potrzebujemy Pana pomocy, musimy zrobić odlew owieczki dla naszego przyjaciela Krakusia, żeby nie był taki smutny i samotny.

 

– Dobry pomysł, postaram się wam pomóc. Do roboty!

 

Pan Józef zaczął opowiadać:

 

– Najpierw musimy wykonać model owieczki z wosku odlewniczego, taki model, żeby wyglądała dokładnie jak żywa. Tutaj mam wosk, proszę wykonajcie model, ja w tym czasie przygotuję masę do wykonania ceramicznej formy na naszą owieczkę.

 

Adaś z krasnoludkami zabrali się do rzeźbienia owieczki w wosku. Zrobili jej duże uszy, żeby mogła lepiej słyszeć, kiedy Krakuś będzie ją wołał. Zajęło im to trochę czasu, rozradowani pokazali Panu Józefowi efekt swojej pracy.

 

– Bardzo dobrze, teraz musimy wykonać formę, aby nasza owieczka mogła zostać odlana z metalu, musimy jej jeszcze dokleić tzw. układ wlewowy – to taki lejek, przez który metal wpłynie do naszej formy – dodał Pan Józef. – O proszę, już gotowe, teraz czas na formę.

 

– A jak wykonamy formę? – zapytały wszystkie postaci z bajek, bo w bajkowym świecie o takich cudach nigdy nie słyszeli.

 

– Mam tutaj przygotowane pojemniki: w jednym ciekłą masę gipsową, którą będziemy oblewać nasz model, w następnym różnorodny piasek – od najdrobniejszego jak mąka aż po dość gruby. Im dalej od naszej owieczki, tym grubszego piasku używamy. Przyjrzyjcie się, jak będę wykonywał formę. Najpierw muszę oblać model masą gipsową, potem obsypać go najdrobniejszym piaskiem, żeby zrobiła się skorupka. A teraz musimy ją zostawić, aby dobrze wyschła. To nie koniec! Takich warstw musimy zrobić od pięciu do ośmiu, aby forma podczas zalania ciekłym metalem nie uszkodziła się.

 

Wykonanie formy zajęło około dziesięciu dni. Bajkowi przyjaciele umilali sobie ten czas zabawą, śpiewaniem piosenek i grą w piłkę. Gdy już forma wyschła, poszli z nią do zakładu Pana Józefa, w którym znajdował się potrzebny sprzęt do wytopienia wosku oraz przygotowania ciekłego metalu.

 

– Dobrze, formę mamy już gotową. Teraz musimy jeszcze pozbyć się z naszej formy wosku, dlatego włożymy ją do zamkniętego naczynia, w którym można wytopić wosk oraz utwardzić formę. To urządzenie nazywamy autoklaw. Wosk się w nim wytopi, a forma stanie się twardsza – wytłumaczył Pan Józef.

 

Następnego dnia forma była już gotowa, a wesoła gromadka zaczęła przygotowywać metal do zalania formy. Do specjalnego naczynia, do którego wkłada się rudy metali (czyli tygla odlewniczego), dodali miedź i cynę, aby otrzymać brąz. Wszystko umieścili w piecu do topienia metalu.

 

– W naszym tyglu wytapia się teraz brąz – powiedział Pan Józef – to nim zalejemy naszą formę. Musimy ją tylko obsypać piaskiem dookoła, aby jeszcze lepiej ją zabezpieczyć. 

 

– Dobrze, bierzmy się do pracy! – uśmiechnął się Adaś.

 

Minęło kilkadziesiąt minut.

 

– Stop mamy już gotowy – powiedział Pan Józef – włóżcie okulary i kaski, żeby nic się wam nie stało i stańcie w bezpiecznej odległości. Będziemy zalewać naszą formę!

 

Po zalaniu formy trzeba było poczekać, aż odlew zakrzepnie i ostygnie. W innym wypadku owieczka mogłaby się nie udać. Po rozbiciu formy oczom pomocników Pana Józefa ukazała się owieczka, jak żywa, z dużymi uszami! 

 

– Ale śliczna!!! – wykrzyknęli wszyscy na raz.

 

– Musimy jeszcze odciąć jej układ wlewowy, trochę oczyścić, wygładzić powierzchnię i będziemy mieć gotową owieczkę – powiedział Pan Józef, zabierając się do dalszej pracy. 

 

Gdy Pan Józef skończył, wszyscy ucieszeni serdecznie mu podziękowali i wyszli z zakładu. 

 

– Kochane Wróżki, może uda się wam ożywić dla Krakusia tę owieczkę, wtedy będziemy mieć pewność, że już nigdy jej nie zgubi – poprosił Adaś Wróżki.

 

– Dobrze, to zadanie w sam raz dla nas. 

 

Wróżki wzięły swoje różdżki i zaczęły czarować, wypowiadać czarodziejskie zaklęcia…

 

– Hura!!! Udało się!!! Owieczka zaczęła ruszać nogami, a potem oczami. Ojej! – wykrzyknął Adaś z Krasnoludkami.

 

Na placu niedaleko miejsca zamieszkania Krakusia zebrały się wszystkie bajkowe postaci. Głośnymi okrzykami wołali smoka, aby wyszedł do nich z jaskini, gdyż mają mu coś ważnego do zakomunikowania. Kiedy Krakuś wyszedł, zobaczył owieczkę ruszającą głową, z dużymi uszami i kokardką na szyi.

 

– To jest prezent dla ciebie Krakusiu, owieczka – będziesz mógł do niej mówić, chodzić z nią na spacery. Ale musisz wymyślić dla niej jakieś imię.

 

– Dziękuję wam wszystkim za piękny prezent, za mojego przyjaciela! Nigdy nie widziałem tak pięknej owieczki. Dam jej na imię Wandzia.

 

Krakuś już nigdy nie był smutny, Wandzia towarzyszyła mu zawsze podczas wędrówek po Krakowie. Chodził z nią na spacery, bawił się, odwiedzał swoich przyjaciół, wspólnie jedli posiłki. I wszyscy byli szczęśliwi. 

 

Adaś obudził się i szczęśliwy wrócił do odlewania drzewka dla Mamusi. Kiedy wrócił do domu, opowiedział rodzicom, co mu się przyśniło i jaką wielką radość sprawił Krakusiowi, pomagając stworzyć dla niego przyjaciela.