Menu
  • Link do mapy serwisu
  • Pl
  • Na straży krakowskiej tradycji
  • Na straży krakowskiej tradycji
 

Na straży krakowskiej tradycji

Za siedmioma pagórkami i gęstym lasem, w wiosce pokrytej topolami, mieszkał polski Artysta. W zaciszu swojego domu pracował nad licznymi dziełami, które przy współpracy z pobliską pracownią odlewniczą, mogli podziwiać również pozostali mieszkańcy wioski. Artysta organizował wieczory poezji i wystawy, gdzie opowiadał o umiłowanej przez siebie dziedzinie sztuki. Ludzie chętnie napawali się muzyką płynąca z jego ust. 

 

– Pamiętajcie kochani, „rzeźba jest wypadkową wszystkich pozostałych dyscyplin plastycznych a zarazem najtrudniejszą ze sztuk. Ma obrysowujący kontur, co zbliża ją do grafiki, ma kolor materiału i grę świateł na powierzchni – co nasuwa analogię do malarstwa lub jest niemal dosłownie w wypadku pokrycia jej polichromią. Jest umieszczona w przestrzeni, co znów jest cechą architektury i urbanistyk”1. Dlatego też jest taka ważna, gdyż organizuje świat, który nas otacza

 

Pewnego dnia Artysta poczuł, że powinien w końcu stworzyć dzieło swojego życia. Długo rozmyślał, spacerował i pewnego dnia zrozumiał, że jedynym powiewem świeżości, które może stać się źródłem do stworzenia tego wielkiego działa, jest centrum miasta, pod którym znajdowała się owa wioska i jego pracownia. Wiedząc jednak, iż „rzeźba inspirowała rzeźbę w stopniu większym niż natura. Większym nawet niż rozum i uczucie”2, Artysta rozejrzał się dookoła i utworzył w pamięci panoramę swoich dotychczasowych przedsięwzięć. Urządził wielką wyprawę, z karetą, z końmi, zaopatrzył się w kilku współpracowników i wyruszył w drogę.

 

Kiedy już zbliżał się do miasta zrozumiał, że to właśnie ono stanie się dla niego źródłem wszelkiej inspiracji. Wynajął malutkie mieszkanko w jednej z kamienic, znajdujących się tuż przy Rynku Głównym. Codziennie dosięgała go melodia niesiona prosto z wieży Mariackiej, śpiewy wędrownych muzyków i radosne okrzyki krakowskich dzieci. Wieczorami z kolei nasłuchiwał „będą grać i śpiewać bez końca, do gwiazd nocą a dniem do słońca”3 – poezji wyśpiewywanej w Piwnicy pod Baranami. Atmosfera sprzyjała pracy twórczej. Artysta aż palił się do pracy. 

 

Po codziennych spacerach, gdzie spotykał najprostszych ludzi, poznawał miasto, dostrzegł, że czegoś im brakuje. Krzyknął: 

 

– Tak właśnie, brakuje Wam obrońcy waszych marzeń! Kogoś, kto stanie na straży waszej tradycji. Symbolu tego miasta. 

 

Po tych słowach Artysta oddalił się pośpiesznie do swojej pracowni. Nie wiedział wtedy jeszcze, jak bardzo realne staną się jego wyobrażenia o „obrońcy marzeń” mieszkańców miasta Krakowa. Poprosił swoich towarzyszy, aby do momentu, aż nie da znaku, nie przeszkadzali mu. Poczuł, że gotowy jest do tworzenia. Usiadł z zaciszu swojej pracowni i powolnymi ruchami dłuta wyrył na dębie pierwsze rysy. 

 

Działania trwały jeden, drugi, trzeci miesiąc. Artysta dopracowywał najmniejsze szczegóły. Rzeźba była modelem na drodze do stworzenia wielkiego, metalowego posągu. I kiedy już prawie miał kończyć, dotknął swoim dłutem ostatniego elementu na ogonie i stało się coś dziwnego. Jednak po chwili ustało. Artysta zbagatelizował znaki, tłumacząc się zmęczeniem i kontynuował pracę, a gdy skończył poprosił do siebie współpracowników.

 

W oparciu o drewniany model formierze przygotowali dwie połówki formy. Zadanie nie było łatwe, gdyż rzeźba posiadała liczne wypustki i wgłębienia. Tylko doświadczony pracownik był w stanie sporządzić wnękę idealnie odpowiadającą rzeźbie Artysty, wykorzystując do tego luźne elementy zwane sztuczkami. Dwie połówki formy wysuszono, połączono w jedną całość i ustawiono na środku pracowni odlewniczej. Przygotowano i roztopiono metal, który posiadał wszystkie niezbędne cechy, aby odzwierciedlić jak najlepiej oblicze i postać – już wtedy wiadomo było – Smoka. Artysta nawał go Smokiem Wawelskim. I kiedy z kadzi wyciekła ostatnia kropla ciekłego, żarzącego brązu – mieszaniny miedzi z cyną, i upadła na ścianę formy sytuacja sprzed chwili powtórzyła się. Nagle ziemia drgnęła, niebo przygasło, a w pracowni zrobiło się zupełnie ciemno. I nagle rozbłysk, jak gdyby spadająca gwiazda spalała się w atmosferze nad Krakowem. Artysta skupił swój wzrok na rzeźbie z metalu, i dostrzegł, iż coś w niej drgnęło. Spojrzał, mozolnym ruchem, wyrzeźbiony przez człowieka wielki Smok, poruszył się.

 

Najpierw lewą, potem prawą nogą, ruszył lewą łapą, po tym prawą, aż w końcu, w połączeniu ruchów Smok Wawelski wyfrunął przez okno. 

 

Krążył nad Krakowem, a wszyscy, którzy go ujrzeli, poczuli dziwnego rodzaju oswobodzenie. Smok posiadał delikatną duszę. Artysta dał mu wszystko, co najcenniejsze.

 

Przez najbliższe lata Smok Wawelski czuwał, ochraniał ludzi, a w mieście panował spokój. Jednak pewnego dnia do miasta dotarła zła kompania, która zapragnęła zawładnąć całym bogactwem Krakowa. Stoczono liczne bitwy. Na czele krakowskiej armii stał Smok Wawelski. Wróg szybko zorientował się, jak bardzo ważną rolę w tymże społeczeństwie odgrywa ówże Smok. Dlatego też pewnego dnia całe skupienie zła obca armia wycelowała w Smoka. Odniósł on ranę w najczulszym miejscu, tam gdzie artysta wykonał ostatni swój ruch – na ogonie. Jednakże to nie zabiło w nim ducha walki i poczucia odpowiedzialnym za Kraków. Wręcz przeciwnie, odnalazł w sobie jeszcze więcej pokładów energii. 

 

Pod sam koniec walk, gdy wydawało się, iż wróg został odparty, ludzie przedwcześnie zaczęli świętować. To rozzłościło czarownice nadzorującą całe agresywne działania. Postanowiła ona upuścić nieco swojej złości. Nad miastem pojawiły się ciemne chmury. Jednak to nie była ta sama ciemność, która towarzyszyła narodzinom Smoka. Była to ciemność złowroga, rodząca strach i niepokój. 

 

Przed Smokiem wylądowała zła czarownica. W odpowiedzi na ostatni zadany przez Smoka cios rzuciła ona w jego kierunku zaklęcie i odleciała. Urok bezpowrotnie zamienił go w metalowy posąg. 

 

W proteście i manifestacji swojej złości Krakowianie połączyli swoje siły i tego wieczoru walki zakończyły się. Kraków został kompletnie oswobodzony, prawie jak za czasów Smoka. Jednak, już nigdy nie był taki sam. Pomimo poczucia siły i niezależności, Kraków pozostał niekompletny, jak gdyby opuszczony. Układanka bez centralnego elementu – Smoka Wawelskiego. 

 

Artysta zamknął się w swojej pracowni. Chciał, aby każde małe dziecko pamiętało waleczną postawę Smoka i jego oddanie. Dlatego tez do dzisiaj produkuje małe posągi smoków, które już zawsze będą mu przypominać pierwsze spojrzenie Smoka Wawelskiego. Zaklęty w metalu znajduje się do dzisiaj na wawelskim wzgórzu, tuż obok smoczej jamy. Aby utrwalić po nim pamięć do dzisiaj sprzedawane są małe, metalowe, smocze figurki na krakowskim Rynku. 

 

Zofia Kwak
Wydział Odlewnictwa AGH 

Literatura: 

1,2 Madeyski, J. (2008). Bronisław Chromy. Kraków: Wydawnictwo Zielona Sowa. ISBN: 978-83-7435-641-1. 

 

3 Chromy, B. (2005). Fragment wiersza Pomnik Piwnicy pod Baranami. W: Kamień i marzenie [autobiografia]. Kraków: Wydawnictwo WAM. 

mgr inż. Zofia Kwak – doktorantka w Katedrze Tworzyw Formierskich, Technologii Formy i Odlewnictwa Metali Nieżelaznych na Wydziale Odlewnictwa AGH. W ramach doktoratu związana z metalurgią i odlewnictwem stopów na osnowie aluminium. Ukochała sobie archeometalurgię, rekonstrukcję i modelowanie komputerowe oraz odlewnictwo precyzyjne. Interesuje się muzyką, robi dużo zdjęć, często z bardzo, bardzo bliska. Lubi zwierzęta, ze szczególnym uwielbieniem koty, dlatego też całe życie jakiś jeden jest przy niej. Chciałaby zawsze ciężko pracować, kontynuując w ten sposób nabierające rozpędu życie, oraz nieustannie poszerzać swoją wiedzę.


All rights reserved © 2017 Akademia Górniczo-Hutnicza