Jak odkurzacz pomaga sprzątać?

Ralf jest śpiochem. Wszystkie psy chętnie dużo śpią, ale jamniki chyba najbardziej. Gdy tylko ktoś z domowników położy się na kanapie, żeby w spokoju oglądać telewizję, albo z ciekawą książką czy gazetą — Ralf także wskakuje na kanapę i zaraz zasypia, mocno się przytulając do leżącej osoby. W zasadzie nie powinno mu się na to pozwalać, bo pies ma swoje legowisko, a kanapa jest dla ludzi. Ale ciepłe, jedwabiste futerko Ralfa jest takie przyjemne w dotyku, że na ogół pozwala mu się na takie zachowanie. Zwłaszcza, że wygoniony z kanapy piesek okazuje tak wielki smutek, tak bardzo się martwi — że na ten widok mięknie nawet twarde serce taty.

 

Natomiast są granice tej tolerancji. Kategoryczny zakaz obejmuje łóżka — tu Ralfowi zakradać się nie wolno, chociaż ustawicznie próbuje!

 

Czasem jednak nikt na kanapie nie leży, więc Ralf musi swoją drzemkę odbyć na swoim legowisku, do którego jednak Asia dała mu kilka „przytulanek” — swoich starych zabawek. Ralf wygląda bardzo zabawnie, gdy śpi obejmując łapkami pluszowego misia lub króliczka! Inna rzecz, że temu króliczkowi sam oberwał uszy, gdy jako szczeniak tarmosił go podczas zabawy w polowanie, a miś w podobnych okolicznościach stracił łapkę...

 

Właśnie gdy Ralf leżał przytulony do króliczka — rozległo się okropne wycie. Nie otwierając oczu, piesek trącił nosem króliczka, domagając się ciszy — ale wycie nie ustawało. Rozbudzony piesek usiadł na swoim puszystym ogonie i rozglądał się mętnymi jeszcze ze snu oczami za źródłem nienawistnego dźwięku.

 

— No tak, odkurzacz!

 

Mama robiła porządki i pracowicie czyściła ssawką odkurzacza dywan. Dawniej dywan odkurzało się raz w tygodniu, ale od czasu pojawienia się w domu Ralfa jako dodatkowego członka rodziny — wymagał on tego czyszczenia zdecydowanie częściej. Ralf nie lubił odkurzacza, bo hałasował i dotkliwie drażnił delikatne uszy pieska, ale nie wiedział, że sam jest winien tym hałasom jako pozostawiający na dywanie liczne włoski ze swojego długiego, jedwabistego futerka, więc cierpiał w milczeniu.

 

Odkurzacz jeździł za mamą ciągnięty za pomocą długiej, elastycznej karbowanej rury, odwracał się w różne strony, aż wreszcie ustawił się dokładnie przed psim legowiskiem i zaczął mocno dmuchać na Ralfa gorącym powietrzem.

 

Tego było już za wiele! Obrażony Ralf zerwał się na równe nogi i uciekł do pokoju Asi.

 

Jego mała właścicielka odrabiała lekcje, więc początkowo nie zwracała uwagi na zmartwionego pieska. Ale Ralf miał swoje sposoby! Przyłożył mokry, zimny nosek do nogi Asi i w ten sposób zmusił ją, żeby się nim zajęła.

 

Asia, słysząc wycie odkurzacza dochodzące z głównego pokoju i widząc zasmuconą psią mordkę, z łatwością domyśliła się powodu psich smutków i postanowiła je rozproszyć wypróbowaną metodą. Najlepszym lekarstwem na różne zmartwienia jest zawsze wiedza, więc podjęła trud wytłumaczenia Ralfowi, że i tym razem nie ma się czego bać.

 

— Wiesz Ralfie, do czego służy odkurzacz?

 

Ralf pomachał ogonem. Pewnie, że wiedział! Odkurzacz służy do dokuczania psu!!!

 

Ale Asia była innego zdania. Przyniosła z kuchni talerzyk, ciasteczka i grubą rurkę do picia zimnych napojów, z szafki w przedpokoju papierowy worek do odkurzacza, a z balkonu kolorowy wiatraczek kupiony kiedyś na odpuście, który bardzo ładnie kręcił się na wietrze i odstraszał gołębie. Gdy wiatraczka nie było, gołębie bardzo brudziły na balkonie, więc trzeba je było trochę płoszyć.

 

Ralf przyglądał się tym przygotowaniom z aprobatą, bo taką naukę z wykorzystaniem ciasteczek lubił najbardziej. Zawsze kończyło się na tym, że po lekcji te „pomoce naukowe” trafiały do psiego brzuszka, co mu się oczywiście bardzo podobało!

 

— Wiesz Ralfie, co to są śmieci? — zaczęła Asia.

 

Piesek niepewnie pokiwał ogonkiem. Słyszał często słowo „śmieci” i zwykle miało ono nieprzyjemny związek z nim. Raz nazwano tak kość, którą sobie przyniósł z podwórka, a innym razem piasek, który osypał się z jego łapek po powrocie ze spaceru, podczas którego — jak to jamnik! — wykopał głęboką dziurę...

 

— Śmieci to niewłaściwe przedmioty na niewłaściwym miejscu — tłumaczyła cierpliwie Asia. — Kość w misce z jedzeniem nie jest śmieciem, ale jak się znajdzie na środku pokoju na dywanie, to trzeba ją sprzątnąć, bo brzydko wygląda.

 

Ralf nie wierzył, że coś tak wspaniałego jak kość, może kiedykolwiek i gdziekolwiek brzydko wyglądać, ale nie spierał się z Asią, tylko słuchał dalej.

 

— Piasek w piaskownicy czy na plaży też nie jest śmieciem, natomiast rozsypany na dywanie zdecydowanie śmieciem jest.

 

Tu Ralf był skłonny się zgodzić. Mógł dodać, że piasek na psim futerku też jest śmieciem, bo przy jego wylizywaniu niedobrze smakuje i zapycha pyszczek.

 

— Ponieważ śmieci ustawicznie dostają się do mieszkań, trzeba od czasu do czasu je usuwać — mówiła dalej Asia.

 

Ralf położył łepek na łapkach i przymknął oczy, bo ten temat zaczął już go nudzić. Asia zauważyła to i postanowiła zmobilizować uwagę ucznia. Sięgnęła po talerzyk i ciasteczko. Ralf momentalnie podniósł łepek i szeroko otworzył oczy, bo wyraźnie szykowało się coś ciekawego.

 

— Jeżeli śmieci są nieliczne i są raczej duże — sprzątanie jest proste, bo wystarczy je pozbierać — tłumaczyła pieskowi, rozrzucając na talerzyku kilka ciasteczek, a potem je zbierając.

 

Ralf przekręcał główkę to w lewo, to w prawo i starał się zrozumieć. To te ciasteczka mają być tymi dużymi śmieciami? No rzeczywiście, łatwo jest je pozbierać! Próbował przybliżyć pyszczek do talerza, żeby wziąć udział w tym zbieraniu, ale Asia stanowczo go odsunęła.

 

— Jeszcze nie teraz, Ralfie! — powiedziała karcąco.

 

Piesek posłusznie usiadł. „Nie teraz” oznaczało, że kiedyś będzie „teraz” i że ciasteczka będzie można w końcu zjeść, więc za tą cenę był skłonny bardzo pilnie się uczyć.

 

Asia pokruszyła kilka ciasteczek i rozsypała okruchy na talerzu.

 

— Popatrz Ralfie: gdy śmieci są drobne i jest ich dużo — pozbierać ich nie można!

 

Ralf patrzył pilnie, jak Asia zbierała palcami okruszki, ale widać było, że tą metodą posprzątać ich się nie da.

 

— Z drobnych śmieci najbardziej szkodliwy jest kurz. Jego drobinki są bardzo małe, jest ich bardzo dużo i w dodatku wciskają się we wszystkie szpary i szczeliny, z których trudno je wyciągnąć!

 

Ralf, który węsząc w różnych kątach nieraz już wciągnął do wrażliwego noska kłęby kurzu i potem bardzo kichał — był skłonny się zgodzić. Kurz to paskudna rzecz!

 

— Wyobraź sobie Ralfie, że te okruszki to drobinki kurzu. Jak się ich pozbyć?

 

Ralf miał gotową odpowiedź: wylizać! Ale gdy sobie przypomniał, że naprawdę nie chodzi o okruchy ciasteczek, tylko o ten paskudnie wiercący w nosie kurz — stracił ochotę na wylizywanie. Zwłaszcza, że trzeba by było wylizać całe mieszkanie, a to mu się zdecydowanie nie podobało.

 

— No to popatrz tylko, Ralfie — powiedziała Asia. Wzięła do buzi jeden koniec rurki, a drugim wodziła po talerzu, mocno przy tym wciągając powietrze przez rurkę. Okruszki jeden po drugim trafiały do rurki i były wsysane do buzi — aż wreszcie na talerzu nie zostało nic.

 

Ralfowi bardzo się to podobało — okazało się, że przez rurkę można nie tylko pić, ale także jeść. Bardzo ciekawe! Popatrzył wesoło na Asię i pomachał ogonem.

 

Asia połknęła okruszki, których miała pełną buzię i mówiła dalej:

— Właśnie to robi odkurzacz — wsysa powietrze, a wraz z nim kurz i wszystkie inne drobne śmieci!

 

Ralf był skłonny się z tym zgodzić. Kiedyś jako mały szczeniaczek próbował walczyć podczas odkurzania z przesuwaną po dywanie końcówką odkurzacza i mało mu jego jedwabistego ucha nie wciągnęło do tej rury!

 

Ale to wszystko nie wyjaśniało jeszcze tego, czemu odkurzacz tak paskudnie wyje i dmucha gorącym powietrzem? A tego właśnie piesek zdecydowanie nie lubił!

 

Asia potrafiła jednak także i te rzeczy wytłumaczyć.

 

— Jak się pije przez rurkę albo jak się tą rurką zbiera okruszki, to wciąganie powietrza do rurki następuje na skutek działania płuc. To jakby wdech — ale przez rurkę. Rozumiesz, Ralfie?

 

Piesek wprawdzie sam przez rurkę nie pił, ale wiedział, co to jest wdech i wydech, co więcej — próbując wywąchać w kopanych przez siebie dziurach kreta (nigdy żadnego nie złapał...) często wciągał do noska sypki piasek i potem długo kichał, żeby się go pozbyć. Dlatego bez szemrania zgodził się, że w tej sposób można zasysać różne rzeczy.

 

Ale dlaczego odkurzacz tak wyje? Może wciągając kurz ma tak samo przykre doznania, jak piesek który wciągnął do noska piasek — i tym wyciem protestuje?

 

Ale Asia nie pozwoliła mu tkwić w błędzie.

 

— Żeby zasysać dużo powietrza, a wraz z nim dużo kurzu, odkurzacz musi wytworzyć w swoim wnętrzu silny sztuczny wiatr. To ten sztuczny wiatr porywa drobinki kurzu i wciąga je do wnętrza odkurzacza.

 

Jamnik aż uszy postawił ze zdziwienia. Coś takiego — sztuczny wiatr! A jak się wytwarza taki sztuczny wiatr?!

 

Asia sięgnęła po przyniesiony z balkonu kolorowy wiatraczek.

 

— Popatrz Ralfie! Jak dmucham na wiatraczek, to on się kręci, prawda?

 

— Hauuu! — potwierdził radośnie Ralf. Lubił patrzeć na kręcący się na balkonie wiatraczek i szczekaniem przez szklane drzwi często pomagał mu w odpędzaniu gołębi.

 

— No, a gdyby nie dmuchać na wiatraczek, tylko zmusić go do szybkiego kręcenia się — to łopatki wirującego wiatraczka będą napędzać powietrze i spowodują sztuczny wiatr!

 

Żeby to udowodnić, Asia zbliżyła wiatraczek do psiej mordki i szybko przebierając palcami zmusiła go do kręcenia się. Huraganu to oczywiście nie spowodowało, ale wrażliwy psi nosek zarejestrował delikatny podmuch.

 

— Ale sprytne! — pomyślał Ralf. No rzeczywiście, skoro wiatr powoduje kręcenie się wiatraczka — to kręcenie wiatraczkiem powoduje wiatr!

 

Nadal jednak nie wiedział, czemu odkurzacz wyje?

 

Asia zbliżała się już do tej kwestii.

 

— Żeby wytworzyć silny wiatr wciągający kurz w odkurzaczu, wiatraczek musi być bardzo silny i musi być bardzo szybko obracany. Dlatego ten wewnętrzny wiatraczek odkurzacza, który nazywa się turbiną, składa się z wielu metalowych łopatek i jest szybko obracany mocnym silnikiem elektrycznym. Łopatki szybko wirującej turbiny tną ze świstem powietrze, napędzający silnik warczy, a powietrze przetłaczane wewnątrz odkurzacza też wywołuje szum. W sumie wszystkie te dźwięki składają się na to wycie odkurzacza, które tak ci dokucza, Ralfiku!

 

Piesek zamyślił się. No tak, wszystko się zgadza! Przedmiot szybko przecinający powietrze wywołuje świst — na przykład szybko obracana skakanka. Silniki elektryczne lubią warczeć, na przykład ten od robota kuchennego, którym mama wyrabia ciasto. No i powietrze przeciskając się przez różne przewężenia potrafi szumieć — na przykład, gdy wieje silny wiar, a okno jest uchylone.

 

Z zadowolenia, że już wszystko rozumie, położył się na plecach i wystawił kudłate łapki do góry.

 

Ale po chwili zerwał się i na równe nogi i popatrzył na swoją nauczycielkę z wyrzutem. Wycie jest wyjaśnione, ale czemu ta wstrętna maszyna dmucha na niego gorącym powietrzem?!

 

— Odkurzacz musi coś zrobić z powietrzem, które zasysa. Nie może go w sobie gromadzić, bo by się nadął jak nadmuchiwany balonik i w końcu pękł. No więc jak jedną stroną powietrze wciąga, to drugą stroną musi je wydmuchiwać!

 

— No tak! — Ralf aż podskoczył z radości, że nareszcie i to także rozumie. Ale ciągle jeszcze coś mu się nie zgadzało. Że odkurzacz musi nie tylko zasysać powietrze, ale musi je także wydmuchiwać, to oczywiste. Ale czemu je jeszcze podgrzewa?! Piesek dokładnie pamiętał, że wywołana przez odkurzacz zawierucha, która go wypędziła z legowiska, była bardzo gorąca!

 

Asia także i na to miała wytłumaczenie.

 

— A co się stało z kurzem, Ralfie?

 

Piesek rozejrzał się bezradnie. Z jakim kurzem? O co Asi chodzi?

 

— No przecież odkurzacz wciągał przez swoją ssawkę wraz z powietrzem kurz! Po to został zbudowany i po to mama go używa, żeby zjadał kurz. Połknięte powietrze odkurzacz oddaje na drugim końcu, ale co z kurzem? Gdyby go także z powrotem wydmuchiwał, to zamiast pomagać w porządkach robiłby jeszcze większy bałagan!

 

Ralf zastanowił się. Rzeczywiście. Kurz był — i kurzu nie ma. W wydmuchiwanym przez odkurzacz powietrzu go na pewno nie było, wiedział o tym dokładnie, bo odkurzacz dmuchał prosto w jego nos. Powietrze było gorące, miało niemiły zapach, ale kurzu nie było w nim na pewno!

 

— Kurz zbiera się wewnątrz odkurzacza w specjalnych workach — wyjaśniła Asia. Jak się w takim worku nazbiera tego kurzu dużo, to się taki worek wyjmuje i wyrzuca do śmieci (wraz z kurzem schowanym w jego środku), a do odkurzacza wkłada się nowy worek — i można dalej zbierać śmieci. Taki worek na kurz i śmieci wygląda tak — i tu Asia pokazała Ralfowi przyniesiony z przedpokoju papierowy worek.

 

Ralf nie bardzo rozumiał, jak ten worek może zbierać kurz, a przepuszczać powietrze, więc Asia zrobiła kolejną demonstrację. Pokruszyła znowu ciasteczko, wessała delikatnie okruchy do rurki (nie do buzi!), a potem otworzyła torbę do odkurzacza w taki sposób, że znajdowała się między nią a Ralfem — skierowana dnem do Ralfa, a otworem do niej.

 

— Uważaj, Ralfie, co się teraz stanie!

 

Asia nabrała dużo powietrza i silnie wydmuchnęła w głąb torby zawartość rurki z okruchami. Ralf po drugiej stronie odczuł delikatne dmuchnięcie — ale żadne kruszynki do niego nie doleciały. Asia pokazała mu, że wszystkie okruchy zostały wewnątrz worka, co zresztą Ralf natychmiast wykorzystał i pozbierał je łapczywie językiem.

 

— Worek jest tak zrobiony, że porowaty papier powietrze przepuszcza, ale nawet najmniejsze drobinki kurzu zatrzymuje. W rezultacie brudne (zawierające kurz!) powietrze ze ssawki przechodząc przez worek pozostawia w nim w środku cały kurz i już czyste jest wydmuchiwane na zewnątrz.

 

Ralf przypomniał sobie, jak kiedyś bawili się z Asią w filtrowanie wody przez piasek, który zatrzymywał zanieczyszczenia — i pokiwał ogonkiem z zadowoleniem. Rozumiał już wszystko.

 

No może PRAWIE wszystko!

 

Nadal nie wiedział przecież, dlaczego to wydmuchiwane powietrze było takie gorące!

 

Ale Asia wiedziała.

 

— Jak powietrze musi się przeciskać przez dużą ilość kurzu zgromadzonego w worku, to się od tego przeciskania nagrzewa. Im więcej kurzu w worku — tym gorętsze powietrze wydmuchuje odkurzacz.

 

No, nareszcie Ralf wiedział już wszystko — i był bardzo zadowolony. Ale Asia wiedziała coś więcej:

 

— Mamo! — zawołała — w odkurzaczu jest chyba za dużo śmieci!

 

Mama wyłączyła na chwilę uciążliwego wyjca, zajrzała do środka i zobaczyła worek rzeczywiście bardzo wypełniony kurzem. Wyjęła go i dała Asi do wyrzucenia, wkładając na jego miejsce ten pusty worek, który przed chwilą Asia używała do uczenia Ralfa.

 

— Skąd wiedziałaś córeczko, że w odkurzaczu jest za dużo kurzu?! — pytała zdziwiona mama.

 

— Ralf mi powiedział! — odpowiedziała śmiejąc się Asia — i była to prawie prawda.

 

Mama rozejrzała się, żeby pochwalić mądrego pieska, ale Ralf gdzieś się schował. Razem z nim zniknęły wszystkie ciasteczka...

 

Prof. Ryszard Tadeusiewicz